W 2015 roku Draco będzie Cię śledzić na każdym kroku.
Blaise zająca wyczaruje i zniknie, zanim zdążysz powiedzieć: Dziękuję!
Ginny z Harrym ucałują, a Ron rzuci marakują.
Herm Malfoy'a spoliczkuje i nie przeprosi, bo jej ta zasada nie obowiązuje.
Severka będzie latać na miotle pod sufitem i nakarmi Krzywołapa żytem!
Wszystkiego najlepszego w nowym roku 2015!!!
A teraz Was pomęczę... hihihihi...
Jestem zawiedziona :-(
Tyle Was tu wchodzi. Tyle Was mój blog czyta.
I nikt oprócz czterech osób nie zostawi po sobie śladu w postaci komentarza?
To smutne...
Nie żebym Wam wyrzuty robiła czy coś, ale przecież nawet ci co nie mają konta na Google mogą pisać z animowego i nic się nie stanie! Głowa Wam nie wybuchnie! Serio!
Mam nadzieję, że teraz będzie więcej komentarzyków pod rozdziałami. Weźcie sobie moją prośbę do serduszek... Proooszę...
Ściskam:
Marcelina
środa, 31 grudnia 2014
wtorek, 30 grudnia 2014
Rozdział 6 - Ach, te imprezy...
Dni i tygodnie mijały spokojnie, pomijając awanturę Hermiony na wróżbiarstwie.
Herm słuchała z uwagą wyników egzaminów i czekała na swoje imię. Profesor Trelavney w końcu ją wyczytała:
- Panna Granger. Najlepsza praca zaraz po Levander Brown.
- Co? - Hermiona była w szoku.
Pierwszy raz nie była najlepsza z najlepszych! To niedorzeczne! Trudno, że to tylko w niczym nieprzydatne wróżbiarstwo. Tu chodzi o honor i dobre imię!
- Jak pani mogła? Wróciłam na te zajęcia nie po to, żeby ktoś był lepszy ode mnie!
- Będzie się działo... - mruknął Blaise do Draco na drugim końcu sali.
- Jak pani mogła? - zapytała, powoli wychodząc zza stolika i kierując się w stronę nauczycielki.
- Niech się panienka uspokoi - powiedziała wystraszona pani profesor. - Czuję, że to się źle skończy dla ciebie.
- A ja czuję, że to się dla pani źle skończy - syknęła Hermiona.
Podeszła powoli do nauczycielki wróżbiarstwa i stanęła tak, że ręce miała za plecami. Za nią znajdował się stolik z herbatą profesorki. Wpadła nagle na iście diabelski pomysł. Po co bić się z nauczycielką o ocenę, skoro można jej po prostu zrobić żart? Przypomniała sobie, że w kieszeni ma jeden ze sztucznych ogni braci Wesley'ów, które ci zawsze jej wciskają niby, by mogła się bronić przed zboczeńcami. Po kryjomu wrzuciła go do kubka profesor Trelavney.
- Ech, no dobra. Jednak pogodzę się ze stratą na reputacji - powiedziała teatralnie zrezygnowanym tonem i wróciła ze spuszczoną głową na miejsce.
Uśmiechała się pod nosem wyobrażając sobie minę nauczycielki, gdy ta odkryje jej psikus. Trelavney odchrząknęła i poprawiła okulary.
- No dobrze, wróćmy do wróżenia z wosku - powiedziała schrypniętym głosem i sięgnęła po wyżej wspomniany kubek z herbatą.
Hermiona wciągnęła głośno powietrze i zamknęła oczy. Wróżbitka podniosła kubek do ust i go przechyliła. Rozległ się ogłuszający huk. Otworzyła oczy i zobaczyła dym wydobywający się z naczynia. Chwilą potem opary się rozwiały, a klasa wydała okrzyk zgrozy. Pani profesor miała otwarte usta i osmalona twarz. Wielkie okulary były czarne od dymu, a włosy stanęły jej dęba jeszcze bardziej niż zwykle. Hermiona ledwo zdusiła głośny śmiech. Już nie mogła wytrzymać i szybko wybiegła z klasy pod pretekstem bólu głowy. Zeszła jak najprędzej po drabince, pobiegła korytarzem i dopiero za trzecim zakrętem wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem. Ktoś położył jej rękę na ramieniu. Odwróciła się i zobaczyła szczerzącego się od ucha do ucha Blaise'a.
- Wow! Niezłe przedstawieni Granger! Szacuneczek!
- Dzięki.
- "Wielka" wróżbitka ciągle stoi jak spetryfikowana - oznajmił Draco, który podszedł do nich chwile później.
- A tak z innej beczki... Chcesz jutro iść na nasz trening?
- Nie wiem, Gryfonce nie wypada.
- Oj, co za problem. Pójdziesz z kochaną siostrzyczką Draco i jakby ktoś pytał to powiesz, że cię siłą zaciągnęła - powiedział Blaise.
- Ale ona gra w drużynie Gryffindoru.
- I co z tego?
- Zaraz, zaraz. Ale czy JA wyraziłem zgodę na to, by ona patrzyła jak ćwiczymy? - zapytał z oburzeniem Smok. - W końcu to ja jestem kapitanem.
- Ty to se możesz być kapitanem drużyny gumochłonów. Będziecie do siebie pasować rozmiarem paszcz - odparował Zabini i od razu zmienił temat. Chyba zrozumiał, że z oglądania treningu nici. - To co? Robimy imprezkę w pokoju wspólnym?
- Może nie dzisiaj Blaise? - poprosiła Hermiona.
- No a kiedy? - żachnął się Malfoy.
- W piątek wieczorem? - zaproponowała.
- Świetny pomysł Granger! - ucieszył się Diabeł.
- Ale w sobotę mamy mecz z Gryfonami... - wyjęczał Draco załamując ręce.
- No i? - zapytał równocześnie Blaise z Herm i odeszli, śmiejąc się z miny Malfoy'a, który stał na środku korytarza, ręce zwisały mu bezradnie po bokach i miał otwarte usta.
Wpatrywał się jeszcze chwilę wielkimi oczami w odchodzącą dwójkę, po czym wydał z siebie cierpiętniczy jęk i ruszył w przeciwną stronę narzekając, że nikt go nie chce słuchać.
Herm słuchała z uwagą wyników egzaminów i czekała na swoje imię. Profesor Trelavney w końcu ją wyczytała:
- Panna Granger. Najlepsza praca zaraz po Levander Brown.
- Co? - Hermiona była w szoku.
Pierwszy raz nie była najlepsza z najlepszych! To niedorzeczne! Trudno, że to tylko w niczym nieprzydatne wróżbiarstwo. Tu chodzi o honor i dobre imię!
- Jak pani mogła? Wróciłam na te zajęcia nie po to, żeby ktoś był lepszy ode mnie!
- Będzie się działo... - mruknął Blaise do Draco na drugim końcu sali.
- Jak pani mogła? - zapytała, powoli wychodząc zza stolika i kierując się w stronę nauczycielki.
- Niech się panienka uspokoi - powiedziała wystraszona pani profesor. - Czuję, że to się źle skończy dla ciebie.
- A ja czuję, że to się dla pani źle skończy - syknęła Hermiona.
Podeszła powoli do nauczycielki wróżbiarstwa i stanęła tak, że ręce miała za plecami. Za nią znajdował się stolik z herbatą profesorki. Wpadła nagle na iście diabelski pomysł. Po co bić się z nauczycielką o ocenę, skoro można jej po prostu zrobić żart? Przypomniała sobie, że w kieszeni ma jeden ze sztucznych ogni braci Wesley'ów, które ci zawsze jej wciskają niby, by mogła się bronić przed zboczeńcami. Po kryjomu wrzuciła go do kubka profesor Trelavney.
- Ech, no dobra. Jednak pogodzę się ze stratą na reputacji - powiedziała teatralnie zrezygnowanym tonem i wróciła ze spuszczoną głową na miejsce.
Uśmiechała się pod nosem wyobrażając sobie minę nauczycielki, gdy ta odkryje jej psikus. Trelavney odchrząknęła i poprawiła okulary.
- No dobrze, wróćmy do wróżenia z wosku - powiedziała schrypniętym głosem i sięgnęła po wyżej wspomniany kubek z herbatą.
Hermiona wciągnęła głośno powietrze i zamknęła oczy. Wróżbitka podniosła kubek do ust i go przechyliła. Rozległ się ogłuszający huk. Otworzyła oczy i zobaczyła dym wydobywający się z naczynia. Chwilą potem opary się rozwiały, a klasa wydała okrzyk zgrozy. Pani profesor miała otwarte usta i osmalona twarz. Wielkie okulary były czarne od dymu, a włosy stanęły jej dęba jeszcze bardziej niż zwykle. Hermiona ledwo zdusiła głośny śmiech. Już nie mogła wytrzymać i szybko wybiegła z klasy pod pretekstem bólu głowy. Zeszła jak najprędzej po drabince, pobiegła korytarzem i dopiero za trzecim zakrętem wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem. Ktoś położył jej rękę na ramieniu. Odwróciła się i zobaczyła szczerzącego się od ucha do ucha Blaise'a.
- Wow! Niezłe przedstawieni Granger! Szacuneczek!
- Dzięki.
- "Wielka" wróżbitka ciągle stoi jak spetryfikowana - oznajmił Draco, który podszedł do nich chwile później.
- A tak z innej beczki... Chcesz jutro iść na nasz trening?
- Nie wiem, Gryfonce nie wypada.
- Oj, co za problem. Pójdziesz z kochaną siostrzyczką Draco i jakby ktoś pytał to powiesz, że cię siłą zaciągnęła - powiedział Blaise.
- Ale ona gra w drużynie Gryffindoru.
- I co z tego?
- Zaraz, zaraz. Ale czy JA wyraziłem zgodę na to, by ona patrzyła jak ćwiczymy? - zapytał z oburzeniem Smok. - W końcu to ja jestem kapitanem.
- Ty to se możesz być kapitanem drużyny gumochłonów. Będziecie do siebie pasować rozmiarem paszcz - odparował Zabini i od razu zmienił temat. Chyba zrozumiał, że z oglądania treningu nici. - To co? Robimy imprezkę w pokoju wspólnym?
- Może nie dzisiaj Blaise? - poprosiła Hermiona.
- No a kiedy? - żachnął się Malfoy.
- W piątek wieczorem? - zaproponowała.
- Świetny pomysł Granger! - ucieszył się Diabeł.
- Ale w sobotę mamy mecz z Gryfonami... - wyjęczał Draco załamując ręce.
- No i? - zapytał równocześnie Blaise z Herm i odeszli, śmiejąc się z miny Malfoy'a, który stał na środku korytarza, ręce zwisały mu bezradnie po bokach i miał otwarte usta.
Wpatrywał się jeszcze chwilę wielkimi oczami w odchodzącą dwójkę, po czym wydał z siebie cierpiętniczy jęk i ruszył w przeciwną stronę narzekając, że nikt go nie chce słuchać.
***
- Idziesz na imprezę do Ślizgonów? - Ginny skakała wokół Hermiony.
Brakowało jej tylko merdającego ogona, a byłaby małym, podekscytowanym szczeniaczkiem.
Brakowało jej tylko merdającego ogona, a byłaby małym, podekscytowanym szczeniaczkiem.
- Raczej tak, ale nie wiem jeszcze do końca. Nie chcę być sama wśród wrogich twarzy.
- Spokojnie. Blaise mnie zaprosił.
- Och! To świetnie! - wykrzyknęła Miona. - A tak w ogóle to jak było na randce?
- No, nawet fajnie! Na początku chciałam trzepnąć go w ryj, jak chciał mnie pocałować, ale potem zmiękłam. Ale zaraz, zaraz... Hej, nie zmieniaj tematu! Chodź! To już dzisiaj wieczorem! Musimy się odpicować! - podniecała się ruda.
- Ginny, nie trzeba! Ubiorę sukienkę, maznę się tuszem do rzęs i gotowe.
- Nie marudź! Musisz lśnić! Może nawet Draco na ciebie spojrzy? - Ginny zaczęła marzyć.
- Przestań! Ten zakichany arystokrata mnie nienawidzi, z resztą ja go również.
- Tynie widzisz jak on na ciebie patrzy? Jego spojrzenie aż pali!
- Nie zauważyłam.
- Chodź, musimy cię wystroić!
- Nieee... - jęknęła Hermiona.
***
- Dziwnie się czuję. - Hermiona i Ginny szły korytarzami do lochów.
Ruda miała na sobie czerwoną sukienkę, która wcześniej dała jej Herm na randkę z Zabinim i mocny makijaż. Miona wolała ubrać się skromniej. Miała na sobie czarne, obcisłe jeansy i granatową, falbaniastą bluzkę z satyny, która sięgała jej powyżej pępka. Ruda wymalowała ją jak jakąś modelkę, karminowa szminka zdobiła jej usta, a na powiekach miała kreski, narysowane kredką do oczu. Wesley'ówna chciała jej jeszcze przyczepić sztuczne rzęsy, ale cudem odwiodła ją od tego zamiaru.
Ruda miała na sobie czerwoną sukienkę, która wcześniej dała jej Herm na randkę z Zabinim i mocny makijaż. Miona wolała ubrać się skromniej. Miała na sobie czarne, obcisłe jeansy i granatową, falbaniastą bluzkę z satyny, która sięgała jej powyżej pępka. Ruda wymalowała ją jak jakąś modelkę, karminowa szminka zdobiła jej usta, a na powiekach miała kreski, narysowane kredką do oczu. Wesley'ówna chciała jej jeszcze przyczepić sztuczne rzęsy, ale cudem odwiodła ją od tego zamiaru.
Doszły do drzwi salonu Slytherinu i stanęły czekając, aż ktoś je wpuści. W końcu zamaskowane wejście się otworzyło i stanął w nich roześmiany Blaise.
- Wchodźcie, f-f-fchodźcie - powiedział, chwiejąc się.
- Coś mi się wydaje, że to nie twoja pierwsza kolejka. - Hermiona wskazała na szklankę w dłoni Zabiniego.
- No, Granf-fer... Daj sfokuj! To impfresa!
- Co się dzieje? - zapytał Draco pojawiając się niespodziewanie za Diabłem.
- On chyba za dużo wypił - mruknęła Ginny.
- Normalka. Nic dziwnego. Po każdej imprezie trzeba go wynosić, bo nie jest w stanie utrzymać się na nogach. - Smok wzruszył ramionami. - Chodźcie.
Weszli do zapełnionego po brzegi pokoju. W tle buczała muzyka i wszędzie było pełno tańczących ciał. Blaise od razu pociągnął Ginny na środek parkietu.
- Chcesz się czegoś napić? - zapytał Draco.
- Nie, na razie nie.
Zapadła niezręczna cisza. Przynajmniej im się tak wydawało, bo wokoło muzyka dudniła non stop.
- Zatańczysz?
Hermiona podniosła lekko drwiący wzrok na Dracona, który przewiercał ją stalowym spojrzeniem. Szybko spuścił wzrok i mruknął:
- Jak nie chcesz to nie musisz...
- Tylko jedno mi obiecaj.
- Co? - zapytał nieufnie.
- Nie obrażaj mnie więcej.
- Ale ty tak słodko się złościsz... - zaczął marudzić Draco.
Hermiona uniosła brew, będąc zdziwiona jego wypowiedzią. Była pewna, że to wszystko przez alkohol.
Hermiona uniosła brew, będąc zdziwiona jego wypowiedzią. Była pewna, że to wszystko przez alkohol.
- No dobra.
Dracon poprowadził Mionę na środek parkietu obok Blaise'a i Ginny, którzy szaleli tam już tak, że inni bali się zbliżać. Ale kiedy właśnie dochodzili na miejsce, muzyka nagle się zmieniła i z głośników popłynęła wolna, spokojna piosenka.
- Ech, no dobra. Ostatecznie to też może być - mruknął Smok i objął Hermionę w talii, a ona zarzuciła mu ręce na szyję.
Oparła głowę o jego klatkę piersiową, a on przyciągnął ją do siebie. "Ale on ładnie pachnie"-pomyślała dziewczyna.-"Nie powinnam się do niego zbliżać".
"Muszę trzymać się od niej z daleka"-myślał Malfoy.-"Chociaż nie wiem czy wytrzymam."
Oparła głowę o jego klatkę piersiową, a on przyciągnął ją do siebie. "Ale on ładnie pachnie"-pomyślała dziewczyna.-"Nie powinnam się do niego zbliżać".
"Muszę trzymać się od niej z daleka"-myślał Malfoy.-"Chociaż nie wiem czy wytrzymam."
Obracali się powoli w kółko, przyciśnięci do siebie i nawet nie zauważyli, że wszyscy na nich patrzą. Piosenka się skończyła, a oni dopiero po paru minutach odzyskali zmysły.
- Eee... Dzięki...-mruknęła Hermiona.
- Nie no... Nie ma sprawy... Napijesz się czegoś?-zapytał Draco.
- Tak... Chętnie.
Podeszli do barku i Smok nalał Mionie wina do kieliszka.
- Fajna impreza.-odezwała się Gryfonka.
- No, jak zawsze.
- Ej!-Herm pacnęła Malfoy'a w ramię.-Nie wywyższaj się!
- No co? Taka moja natura!
- O matko! Tylko walić głową w ścianę, wiesz?
- Dzięki za komplement.
Hermiona westchnęła z rezygnacją i zwróciła oczy ku sufitowi.
- Nie załamuj się. Ja się tylko z tobą droczę.
- Taa...
- Chodź do Blaise'a. Chyba już się zasapał.
Ruszyli w stronę Ginny i Zabiniego, którzy siedzieli rozwaleni na kanapie, na drugim końcu pomieszczenia. Przepychali się między tańczącymi parami, aż w końcu dotarli do celu, cali poobijani przez łokcie innych.
- Hej, Smoku! Fajnie się tańczyło?-zapytał roześmiany Blaise, do którego kleiła się Ginny.
- Och, zamknij się...-mruknął Draco.
- Trzeba by rozruszać trochę to towarzystwo.-powiedział po kilku minutach Zabini, zacierając ręce.
- Jak ty cos wymyślisz...-jęknął Malfoy.
- Uwaga!!!-wrzasnął Diabeł, a wszyscy umilkli.-Urządzamy konkurs pod tytułem: "Kto więcej wypije"!!!
Rozległy się rozentuzjazmowane okrzyki i klaskanie.
- To akurat mi się podoba!-krzyknął Draco.
Dziesięciu chłopaków i trzy dziewczyny podeszły na środek pokoju. Byli wśród nich Draco, Blaise, Theodor, Crabbe, Goyle, Hermiona, Ginny, Pansy i inni. Każde z nich miało w rękach po dwie butelki alkoholu. Rozległ się krzyk jakiegoś Ślizgona:
- Trzy, dwa, jeden... START!
Wszyscy rzucili się do picia. Po chwili zostali już tylko Hermiona, Blaise, Draco i Pansy. Zaraz potem przegrał Zabini, który i tak już ledwo trzymał się na nogach. A odpadł przez to, że po prostu w pewnej chwili oczy wywróciły mu się na drugą stronę i zemdlał. Pansy, Draco i Hermiona zaciekle walczyli o pierwsze miejsce. Kilka minut później Parkinson też padła i zostali tylko Malfoy i Miona. Herm przyrzekła sobie, że pokona Smoka i miała szczęście, bo Dracon nagle zrobił się zielonkawy na twarzy, pochylił się i widowiskowo zwymiotował na jej buty.
- Fuuuj... Malfoy! To obrzydliwe!-krzyknęła Miona, krzywiąc się.
- Sorry...-wymamrotał targany torsjami.
- O, matko...-jęknęła.
Herm zakręciło się w głowie, straciła równowagę i upadła całym ciężarem na pochylającego się przed nią Dracona. Zemdlała.
***
Ktoś nią potrząsał.
- No obudź się!-usłyszała mocno zirytowany głos.-Chyba muszę jej zrobić usta-usta.
Rozpoznała głos Zabiniego. Z przerażeniem stwierdziła, że to on ma zamiar ją ratować. Otworzyła gwałtownie oczy i krzyknęła:
- Nie! Ja żyję!
Odepchnęła otwartą dłonią zbliżającą się twarz Blaise'a.
- Wiedziałem, że zadziała!-wrzsnął na całe gardło uradowany Diabeł.
Herm usłyszała dochądzący z tyłu pomieszczenia chichot. Spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła Draco i Ginny, którzy z trudem powstrzymywali się od wybuchnięcia śmiechem.
- Gdzie ja jestem?-zapytała.
- W naszym pięknym dormitorium!-wykrzyknął Malfoy.
Hermiona rozejrzała się wokół i to co zobaczyła przeszło jej najgorsze oczekiwania. Wszędzie walały się książki i zwoje pergaminów, a na samym środku pokoju leżała wielka kupa brudnych ubrań.
- Jak wy możecie tu mieszkać?-
- Nooormalnie...-powiedział Draco, jakby to było czymś oczywistym.
- Ja bym tu nie wytrzymała.
- No pewnie, że nie! Przecież taki kujon jak ty musi mieć wszędzie porządeczek!
- Wcale nie! Ja po prostu nie lubię bałaganu!
- Dobra, przestańcie się drzeć.-mruknął Blaise.
Zapadła cisza. Po kilku minutach przerwała ją Miona.
- Dlaczego? No wiesz... Na moje buty?-zwróciła się do Draco.
- No a gdzie miałem puszczać pawia?
- Na podłogę obok.
- Myślisz, ż miałem czas wybierać?-Zapytał zirytowany Smok.
- Ale to były moje najładniejsze buty. Teraz trzeba je wyrzucić.-jęknęła.
- Och Granger, Granger... A od czego masz różdżkę?
- O, no tak...
- Powalasz inteligencją Potter'a...-westchnął Draco i został spiorunowany wzrokiem.
Znowu nikt się nie odzywał jakiś czas.
- My już pójdziemy.-powiedziała w końcu Ginny i wzięła Hermionę pod ramię.
- No to do zobaczenia na meczu.-powiedział Zabini otwierając drzwi.
- Kibicujcie nam!-krzyknął za nimi Draco.
Dziewczyny poszły, a Diabeł zamknął drzwi.
- Jednak piłeś.-powiedział do Malfoy'a.
- No, nie wytrzymałem. Ale będą jaja na meczu. Snape nie ma przecież w składziku składników na eliksir na kaca.
- O, matko! Nie kupiliśmy własnych zapasów!
- No to w ogóle mamy przechlapane...
***
Rano Hermiona weszła do Wielkiej Sali kołysząc się i trzymając za głowę w której ostro pulsował ból. Spojrzała na stół Slytherinu i zobaczyła jak Draco wydziera się na jakiegoś pierwszoklasistę, który za głośno rozmawiał. Nagle jakiś ciężar rzucił się jej na szyję i prawie się przewróciła.
- Ginny, nie strasz!
- Nasi tez mieli wczoraj imprezę!
- Co?
- Ale to nie najgorsze.
- Co się jeszcze stało?
- Brak eliksiru na kaca!
- No to klapa.
- Ślizgoni na szczęście też nie mają.
Herm odetchnęła z ulgą. "Jednak mamy jakieś szanse."-pomyślała.-"To dlatego Malfoy tak się darł na tego pierwszaka."
- Będzie zabawa na boisku.
- Co prawda to prawda...
piątek, 26 grudnia 2014
Rozdział 5 - Blondyn czy blondynka?
Hermiona wychodziła po obiedzie z Wielkiej Sali z Severią obok siebie. Sevia kurczowo ściskała zieloną, ozdobna torebkę w której grzechotało jakieś pudełko. Draco właśnie ich minął, a Severia podbiegła do niego i pociągnęła za skraj jego szaty. Smok odwrócił się ze zmarszczonymi brwiami, a siostra coś do niego powiedziała i wręczyła mu torebkę. Draco zajrzał do środka, a uśmiech wypłynął na jego twarz.
Hermiona, obserwująca to wszystko z boku zdziwiła się bardzo, gdy Malfoy złapał siostrę w ramiona, ucałował w oba policzki i zakręcił się z nią w kółko. Na chwilę spoważniał i postawił ją na podłodze. Coś do niej mruknął i odwrócił się w stronę lochów. Severia podbiegła w podskokach do Hermiony, której szczęka ciągle wylegiwała się na podłodze. Sevia musiała poczekać kilka chwil, aż pani prefekt doprowadziła się do porządku i zapytała:
- Co ty mu dałaś, że tak się ucieszył?
- Draco powiedział mi, bym nikomu nie mówiła - odparła.
Hermiona pokiwała głową na znak, że rozumie, po czym zostawiła Severię i poszła do swojego dormitorium. Weszła do swojej sypialni i od razu ze zmęczenia poszła spać.
Hermiona, obserwująca to wszystko z boku zdziwiła się bardzo, gdy Malfoy złapał siostrę w ramiona, ucałował w oba policzki i zakręcił się z nią w kółko. Na chwilę spoważniał i postawił ją na podłodze. Coś do niej mruknął i odwrócił się w stronę lochów. Severia podbiegła w podskokach do Hermiony, której szczęka ciągle wylegiwała się na podłodze. Sevia musiała poczekać kilka chwil, aż pani prefekt doprowadziła się do porządku i zapytała:
- Co ty mu dałaś, że tak się ucieszył?
- Draco powiedział mi, bym nikomu nie mówiła - odparła.
Hermiona pokiwała głową na znak, że rozumie, po czym zostawiła Severię i poszła do swojego dormitorium. Weszła do swojej sypialni i od razu ze zmęczenia poszła spać.
***
Hermiona obudziła się w środku nocy i usłyszała trzask tłuczonego szkła i głośne przekleństwo. Wymacała no szafce nocnej różdżkę i powoli wstała. Cichutko podeszła do drzwi i delikatnie nacisnęła klamkę. Salon był obleczony ciemnością. Drzwi na korytarz były uchylone i wpadała przez nie smużka światła lamp. Dziewczyna wyjrzała na schody i uśmiechnęła się pod nosem. Na samym dole spał sobie pijany Blaise. Hermiona zeszła po schodach do nieprzytomnego chłopaka i próbowała go obudzić, lecz na marne. Westchnęła i wyjęła różdżkę. Już po chwili szła do sypialni Zabiniego, lewitując go przed sobą. Niezbyt delikatnie opuściła Ślizgona na łóżko i wróciła do swojego pokoju.
***
- Hermiona! Granger! Obudź się! - Ktoś potrząsał panią prefekt i wydzierał się w niebogłosy.
Herm wymruczała coś niezrozumiale, odwróciła głowę i otworzyła oczy. Nad nią pochylał się Theodor Nott i coś krzyczał.
Herm wymruczała coś niezrozumiale, odwróciła głowę i otworzyła oczy. Nad nią pochylał się Theodor Nott i coś krzyczał.
- ...na żyrandolu! - Dosłyszała tylko końcówkę zdania.
- Co? Kto? Jak? Gdzie? - zaczęła nieprzytomnie zadawać pytania.
- Spałem sobie spokojnie, gdy nagle obudziły mnie wrzaski Dracona. Uchyliłem powieki i zobaczyłem go zaplątanego we własne włosy, które były strasznie długie. Wił się i krzyczał powieszony na żyrandolu! - wyjaśnił gorączkowo Nott.
- Taa... Fajnie, obudź mnie za godzinę... - spławiła go.
- Na Merlina! Chyba muszę wziąć sprawy we własne ręce - stwierdził Theodor.
Hermiona poczuła jak ktoś łapie ją w pół i przerzuca sobie przez ramię.
- Puszczaj, ty wypierdku gnoma! - wykłócała się.
- Nie wierzgaj - mruknął Nott.
Schodzili po schodach do lochów, a potem do wspólnego dormitorium Theodora i Dracona. Theo otworzył drzwi do pokoju i postawił Granger na planecie. Hermiona odwróciła się tyłem do drzwi, rozejrzała i nie uwierzyła własnym oczom. Podczepiony pod żyrandol własnymi włosami, które strasznie urosły i go zakneblowały, wisiał Draco. Herm stała przez chwilę w szoku, patrząc na miotającego się pod sufitem Malfoy'a, a potem ni stąd ni zowąd wybuchnęła szczerym, perlistym śmiechem. Draco przestał się wić i popatrzył na nią z wyrzutem w oczach, Nott znieruchomiał z otwartymi ustami, a Herm śmiała się ocierając łzy.
- Wiesz kto to zrobił i jak cofnąć zaklęcie? - zapytał zniecierpliwiony Theodor.
- Aleś ty głupi - powiedziała Hermiona.
Wzięła do ręki poduszką i przetransmutowała ją w drabinę. Wspięła się na nią i obcięła włosy Malfoy'a, znalezionymi na jednym z biurek nożyczkami. Blondyn spadł na podłogę bezradnie machając kończynami i padł na plecy, a włosy do kolan rozsypały się wokół niego.
Wzięła do ręki poduszką i przetransmutowała ją w drabinę. Wspięła się na nią i obcięła włosy Malfoy'a, znalezionymi na jednym z biurek nożyczkami. Blondyn spadł na podłogę bezradnie machając kończynami i padł na plecy, a włosy do kolan rozsypały się wokół niego.
- Severia... - To pierwsze co powiedział Draco, kiedy był już na ziemi, a potem od razu wybiegł z pokoju potykając się o włosy.
- Hej, może najpierw zapleć sobie warkocz, co? - zawołał za nim Nott, ale Dracon był już daleko.
***
Smok pędził ile sił w nogach do dormitorium Gryfonów. Wypadł zza zakrętu i zderzył się z jakąś przeszkodą. Przez siłę zatrzymania włosy poleciały do przodu i zasłoniły mu twarz.
- Przepraszam panienkę... - rozległ się głos McGonagall.
Draco rozchylił kurtynę włosów i spojrzał na nią z furią w oczach.
Draco rozchylił kurtynę włosów i spojrzał na nią z furią w oczach.
- Pan Malfoy?! - krzyknęła profesor. - Co się panu stało?!
- Siostra - odpowiedział lakonicznie i popędził dalej, zostawiając znieruchomiałą profesor transmutacji na środku korytarza.
Kiedy dotarł do obrazu grubej damy, był już cały czerwony ze zmęczenia.
- Czekoladowa żaba - wydyszał.
Kazał siostrze podać hasło tak, jakby coś się stało, a to na sto procent był nagły wypadek.
W salonie siedział Potter i uczył się eliksirów. Podniósł wzrok znad książki, kiedy usłyszał, że ktoś wchodzi i oczy rozszerzyły mu się ze zdziwienia.
- A ty gdzie? - zapytał, wstając z miejsca.
- Do siostry - odpowiedział Draco i ruszył na górę schodami, przeskakując po dwa stopnie, zostawiając w tyle nie ogarniającego świata Harry'ego.
Walnął trzy razy pięścią w drzwi i nie czekając na odpowiedź wparował do środka. Jakaś pulchna dziewczynka zapiszczała na jego widok, a dwie inne patrzyły się z szokiem w oczach.
Walnął trzy razy pięścią w drzwi i nie czekając na odpowiedź wparował do środka. Jakaś pulchna dziewczynka zapiszczała na jego widok, a dwie inne patrzyły się z szokiem w oczach.
- Cicho siedź - warknął na piszczącą.
- Draco, jak możesz? - dobiegł go głos swojej siostry.
Odwrócił się w tamta stronę i spojrzał prosto w oczy Severii.
Odwrócił się w tamta stronę i spojrzał prosto w oczy Severii.
- To twoja sprawka! - wrzasnął rozwścieczony. - Popatrz co ja teraz mam na głowie!
- Śliczne, długie włosy. Mogę ci je zapleść w warkocz jak chcesz - odpowiedziała spokojnie, uśmiechając się niewinnie.
- Wyobraź sobie, że nie chcę! Za to chcę, żeby nie były takie długie!
- A po co je skracać? Ładnie ci w nich.
- Może ty tak uważasz - mruknął z niezadowoleniem, wydymając usta w akcie buntu.
- Oj, przestań. Czasem naprawdę jesteś wkurzający, dlatego ci to zrobiłam.
- To teraz to cofnij!
- Takie zaklęcie da się cofnąć dopiero po tygodniu, a włosy można obciąć tylko do połowy uda. Sorry, braciszku. - Uśmiechnęła się do niego szyderczo.
- Nie!!! - krzyknął Draco.
Chwycił dzban z woda stojący na stoliku i cisnął nim o ścianę. Wybiegł z pokoju, powiewając włosami i pobiegł do dormitorium Hermiony, by mu zaplotła ten głupi warkocz.
Chwycił dzban z woda stojący na stoliku i cisnął nim o ścianę. Wybiegł z pokoju, powiewając włosami i pobiegł do dormitorium Hermiony, by mu zaplotła ten głupi warkocz.
***
Hermiona siedziała na śniadaniu w Wielkiej Sali i plotkowała z Severią o wczorajszym wypadku Smoka. Draco jeszcze nie siedział przy stole Slytherinu i wszyscy się zastanawiali gdzie jest. Może dostał głębokiej depresji i nie wyjdzie z pokoju, dopóki zaklęcie nie przestanie działać? Albo coś go zjadło po drodze na śniadanie, chyba połowa ludzkości byłaby za to bardzo wdzięczna...
Każdy powoli zapominał o nieobecności Smoka, kiedy nagle drzwi otworzyły się na oścież i stanął w nich... nie kto inny tylko Draco. Włosy miał zaplecione w długi warkocz z wielką, zielona kokardą na końcu, na nogach spoczywały mu czarne jeansy i białą koszulkę z napisem: 'KOCHAM SZLAMY I GRYFONÓW!!!'
- Chodźcie tu moje kochane Gryfki!-wrzasnął na całą salę i ruszył w stronę Harrego, który na ten widok zakrztusił się sokiem dyniowym.
Porwał go w ramiona i krzyknął mu do ucha:
Porwał go w ramiona i krzyknął mu do ucha:
- Kocham cię Pottuś!!!
Harry nie wiedział co się dzieje i stał jak spetryfikowany. Draco rozluźnił uściski i ruszył do Rona, a Złoty Chłopiec stracił równowagę i padł na twarz. Malfoy objął Rona i ścisnął go tak mocno, że mu oczy wyszły z orbit. Puścił go i podbiegł do Severii.
- A oto moja jedna z dwóch ulubionych Gryfonek! - krzyknął.
Zarzucił warkocz na szyję Sevii i pociągną ją w swoją stronę. Mała Malfoy'ówna rzuciła się na szyję brata, a on zakręcił się z nią w kółko.
- O, a tu jest moja druga najulubieńsza Gyfka! - wrzasnął i ruszył do Hermiony, która wpatrywała się w niego z przerażeniem w brązowych oczach.
Draco nie przejął się tym, podniósł ją jak szmacianą lalkę i przytulił. Cała Wielka Sala, oprócz ofiar wybryku Malfoy'a, śmiała się, spadała pod stół albo zbierała szczęki z podłogi. Smok, ku niezmiernemu zdziwieniu innych, pochylił się i pocałował ją w oba policzki. Hermiona otarła je wierzchem dłoni z wyrazem obrzydzenia na twarzy i mruknęła:
Draco nie przejął się tym, podniósł ją jak szmacianą lalkę i przytulił. Cała Wielka Sala, oprócz ofiar wybryku Malfoy'a, śmiała się, spadała pod stół albo zbierała szczęki z podłogi. Smok, ku niezmiernemu zdziwieniu innych, pochylił się i pocałował ją w oba policzki. Hermiona otarła je wierzchem dłoni z wyrazem obrzydzenia na twarzy i mruknęła:
- Bedę musiała się po tym odkazić.
- Taa... Też cię kocham... - powiedział Draco na tyle głośno, by reszta uczniów go usłyszała. Herm posłała mu spojrzenie, którego nie powstydziłby się nawet Snape.
- Kocham was!!! - wrzasnął na cały regulator.
Hermiona zauważyła, że wszyscy nauczyciele śmieją się pod nosem. Wszyscy oprócz Snape'a, który wyglądał jakby napojono go octem i McGonagall, która ukryła twarz w dłoniach. Draco odwrócił się w stronę stołu Slytherinu, zamiatając warkoczem podłogę i poszedł przytulać Ślizgonów.
- Nawet ja bym tak nie potrafił! Moja krew! - krzyknął Blaise ocierając łzy wzruszenia, jak ojciec podziwiający swą dorastającą pociechę.
- Oby to nie było prawdą. To by było straszne, gdybym miał w sobie twoje geny! - Smok wykrzywił twarz z obrzydzeniem.
W końcu wszyscy usiedli, ale i tak nie zaległa cisza, bo powietrze co chwila przeszywał śmiech Ślizgonów.
***
Przez cały dzień Draco grał swoją rolę. Na lekcji transmutacji co chwila uśmiechał się słodko do profesor McGonagall, albo puszczał jaj oczko. Minewrę doszczętnie wyprowadzało to z równowagi i zamiast zamienić pióro w kota, zamieniła je w słonia, który nadepnął jej na nogę i resztę dnia spędziła w skrzydle szpitalnym.
Przed obiadem Hermiona zauważyła, jak stoi pod ścianą, rozmawia z Blaise'em i kręci z boku końcówką warkocza, przez co wszyscy przechodzący obok dostawali kokardą po twarzy.
Natomiast między zielarstwem, a eliksirami chodził po korytarzu jak pijany i śpiewał piosenkę walentynkową, którą kiedyś wymyśliła kiedyś Ginny dla Harrego:
Ma oczy zielone jak pikle z ropuchy.
Jego włosy są czarne jak tablica.
Och, gdyby został bohaterem mych snów.
Służyłabym mu jak diablica.
Co dziwne, sama Ginny chętnie się do niego przyłączyła i tak szli korytarzem wydzierając się na całe gardło. Jakby było tego mało, zatrzymywali się przy każdym Gryfonie i pytali gdzie jest Harry. Przez to, że jeszcze w bonusie całowali i przytulali każdego informatora, wszyscy omijali ich szerokim łukiem.
***
Następnego dnia Ginny przybiegła do Hermiony z płaczem.
- Co się stało? - zapytała zdezorientowana Miona.
- Zabini chce umówić się ze mną na randkę - wychlipała.
- No to się ciesz! Nie rozumiem czemu płaczesz.
- Bo ja nie mam w co się ubrać, a nie stać mnie na nic nowego, poza tym to jest przecież ŚLIZGON!
- Zobaczymy co da się zrobić, a o to, że jest ze Slytherinu to się nie martw. Mam wrażenie, że po Bitwie o Hogwart ten podział trochę się zamazał.
Hermiona wstała, podeszła do szafy i wyciągnęła z niej czerwoną sukienkę do kolan na grubych ramiączkach.
- Ta jest na mnie za ciasna, ale na taką drobną osóbkę jak ty będzie pasować jak ulał - oznajmiła z lekkim uśmiechem na ustach.
- Dziękuję! - Ginny rzuciła się jej na szyję i prawie ją udusiła.
- Nie ma za co... - wykaszlała Miona ze śmiechem.
- Jest, jest za co - powiedziała ruda i wybiegła z dormitorium w podskokach.
Hermiona wstała, podeszła do szafy i wyciągnęła z niej czerwoną sukienkę do kolan na grubych ramiączkach.
- Ta jest na mnie za ciasna, ale na taką drobną osóbkę jak ty będzie pasować jak ulał - oznajmiła z lekkim uśmiechem na ustach.
- Dziękuję! - Ginny rzuciła się jej na szyję i prawie ją udusiła.
- Nie ma za co... - wykaszlała Miona ze śmiechem.
- Jest, jest za co - powiedziała ruda i wybiegła z dormitorium w podskokach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)