niedziela, 11 października 2020

Rozdział 27 - Wąż czy może gryf?

Witajcie!
Na pewno już tu nikogo nie ma, jednak poczułam potrzebę opublikowania Wam tu dwudziestego siódmego rozdziału opowiadania, który nigdy nie został przeze mnie dokończony mimo wielu prób. 
Skąd to tak nagle? 
Natrafiłam dzisiaj na konto Toma Feltona na TikToku i wszystkie wspomnienia wróciły do mnie wielką falą. Faza na HP, to jak kochałam Draco, inside jokes z przyjaciłką (Marta Sz., która pojawiała się tu w dedykacjach parę razy) na temat HP i całego uniwersum... 
Próbowałam znaleźć swoje ulubione blogi Dramione, ale duża część już nie istnieje. Ja jednak nie mam zamiaru usuwać tego. Niech tu zostanie, a jeśli Blogger zostanie kiedyś usunięty to możecie być pewni, że wrzucę to wtedy na inną platformę. 
Zaczęłam pisać to wszystko w połowie szóstej klasy podstawówki, a teraz jestem w trzeciej klasie liceum i zajmuję się pisaniem książki z tą samą przyjaciółką, którą wspomniałam powyżej. 
Wstawię tutaj post jeśli uda nam się ją dokończyć i wydać:)
Czas okropnie leci i sama tęsknię za pisaniem tego bloga, zanurzaniem się po czubek głowy w tym niesamowitym uniwersum... 
Cieszę się, że właściwie każdy rozdział ma po minimum tysiąc wyświetleń, a miniaturki wiele więcej. Dla młodszej mnie znaczyło to nawet więcej. 
Kochałam pisać i nadal kocham, tak samo jak samo HP.
Na ten moment całe opowiadanie zajmuje sto dwadzieścia stron w Wordzie i prawie pięćdziesiąt tysięcy słów.
Jeśli kiedyś nadejdzie mnie wena i będę miała czas to wrócę tu i wyczaruję dalszą historię, jednak nie mam pojęcia kiedy i czy to będzie. 
Dziękuję za wszystko, za wszystkie wyświetlenia, komentarze, wsparcie, kocham Was.

Oto piosenka najbardziej kojarząca mi się z Dramione:

Es Sheeran - Kiss Me


E.L.
Autorka
Marcelina S. 


- Nie no ja nie wierzę...-jęczał Draco z twarzą wciśniętą w poduszkę.
Od pół godziny leżał na kanapie w salonie prefektów, żaląc się wyszywanym złota nitką jaśkom, które gdyby żyły prawdopodobnie uciekłyby jak najdalej, byleby nie słyszeć więcej głosu chłopaka. Tak już dawno uczyniła Sorbet, znikając za drzwiami dormitorium Hermiony. Sama Gryfonka spała sobie spokojnie na fotelu obok sofy, a jej oddech delikatnie poruszał platynowymi kosmykami na jej głowie.
- Granger!!!
Podskoczyła gwałtownie na swoim prowizorycznym posłaniu i zaczęła się rozglądać nerwowo za źródłem niemiłosiernie irytującego wrzasku. Jej nieprzytomny wzrok zatrzymał się na rozwalonym na kanapie koło niej Draconie. Westchnęła z dezaprobatą.
- Po co mnie budzisz?-spytała, ziewając i przeciągając się mocno.
- Granger, masz świadomość, że jutro przyjeżdżają moi rodzice?-zapytał, patrząc na nią spode łba.
- Taa... Ale to przecież twój problem, co nie?-ułożyła się wygodniej na fotelu i już powoli zamykała oczy, kiedy przerwał jej kolejny wkurzający krzyk.
- GRANGER!!!-Smok wydarł się ze wszystkich sił, a Herm poderwała się, marszcząc gniewnie brwi.
- CO?!-wrzasnęła na niego z rządzą mordu w oczach.
- To ty jesteś teraz w moim ciele idiotko!!!
Miona już miała mu coś odwarknąć, ale zamarła z otwartymi ustami, bo zorientowała się, że Draco teraz wyjątkowo ma rację. Jest aktualnie niby nim, więc to ONA, a nie ON będzie musiała spędzić nie wiadomo ile czasu z jego rodzicami. Opadła bezsilnie na miękkie oparcie fotela, wypuszczając powietrza z płuc. Dlaczego akurat teraz Malfoy'owie muszą przyjeżdżać? Nie mogliby łaskawie poczekać aż eliksir przestanie działać? To przecież już jutro wieczorem! Tak trudno zwalić się do Hogwartu kilka godzin później? Rozzłoszczona wstała z siedzenia i ruszyła do swojej sypialni, głośno tupiąc nogami.
-A ty gdzie?-zapytał zdziwiony Dracon.-Jeszcze jest wcześnie, dopiero dwudziesta druga!
- Idę spać, dobranoc fretko!-rzuciła przez ramię.-Masz tu Sorbet do towarzystwa!-mówiąc to podeszła do niego z kotką na rękach i zrzuciła mu ją na klatkę piersiową.
- AUUU!!!-zawył z bólu chłopak.-Czy ty w ogóle nie obcinasz szponów temu potworowi?!
- Nie, bo są przydatne właśnie w takich sytuacjach.-odparła Herm przesłodzonym głosem.
- Nienawidzę cię!!!
- Ja ciebie też.
- Pamiętaj tylko, by moje włosy czesać co dwie godziny! Równo osiemdziesiąt pociągnięć grzebieniem! A, i obcinaj paznokcie równo i dokładnie, a potem je przypiłuj starannie pilniczkiem!-krzyknął za nią, ale Hermiona miała w głębokim poważaniu, co ma jej do przekazania.
- Jeszcze czego!-mruknęła pod nosem.-Nie będziesz mi rozkazywał!
Po tych słowach weszła do swojego dormitorium, zatrzaskując za sobą drzwi.
Malfoy już myślał, że ma całkowity spokój, kiedy drzwi do pokoju Gryfonki ponownie się otworzyły.
- Tylko mi się tu nie próbuj obmacywać! - ostrzegła groźnym tonem głosu i znów zamknęła się w swojej sypialni.
- Ej, to nie fair! - krzyknął za nią Draco.

***

Za oknami lał deszcz, rozbijając wielkie krople wody na szybie jadącego powozu.
Nie było widać niczego, co się za nią znajdowało, bo wszystko spowijała mgła i nieprzenikniona szarość.
Wiatr hulał między wysokimi pniami drzew i ich rozległymi, gęstym koronami. Po chwili również docierał do pojazdu, trzęsąc nim na boki.
W środku jadącego wozu, na miękkich siedzeniach podskakiwały co rusz dwie postacue. Jedna z nich miała długie, lśniące, platynowe włosy, a druga oprócz tego posiadała czarne pasma po bokach głowy. Obydwoje mieli zmartwione miny.
Nie potrafili powstrzymać tego wyrazu twarzy mimo, że na codzień umieli niczym najzdolniejsi aktorzy ukryć emocje. Tym razem nie potrafili tego zrobić. Spojrzeli po sobie i westchnęli cicho. Wojna się skończyła, a ich dalej męczą jakieś nieszczęścia. Dlaczego los jest taki okrutny? Czy to pokuta za popełnione grzechy?
Przecież są już dobrzy, mili, nie straszą dzieci, kochają je! Czarnego Pana już nie ma!
- Lucjuszu... - W ciszy rozbrzmiał delikatny, zatroskany głos kobiety.
- Tak, Cyziu? - odpowiedział mężczyzna, spoglądając w błękitne oczy żony, blyszczące w mroku.
- Powiedz proszę... Obiecaj, że z Severią będzie wszystko dobrze! - Patrzyła na niego z takim błaganiem, że Malfoy nie mógł tego dłużej wytrzymać i odwrócił wzrok w stronę okna, za którym szalała ulewa.
- Nie mogę ci tego obiecać - powiedział cichi, a Narcyza spuściła ze smutkiem głowę.
Rozległ się stukot kół, toczących się po bruku. Wjechali na dziedziniec szkoły magii.
Arystokraci wysiedli i ruszyli do drzwi wejściowych. Obcasy pani Malfoy stukały miarowo, kiedy ich właścicielka kroczyła dumnie po mokrej powierzchni placu. Zanim doszli do ogromnych wrót jedno skrzydło drzwi uchyliło się, a zza niego wychyliła się szpetna głową Filcha.
- Zapraszam państwa - zaskrzeczał donośnie i wpuścił ich do środka. - Profesor McGonagall was oczekuje...
Zakaszlał głośno, potrząsnął głową na boki i odwrócił się w stronę schodów, oświetlając sobie drogę lampą.
Był naprawdę wczesny ranek, więc na korytarzach nie było żywej duszy. Wszędzie było ciemni i wydawało się, że mrok już dawno pochłoną wszystkie kąty i zakamarki, czając się wokół środka holu, czekając aż ktoś zboczy ze ścieżki i wpadnie w jego lepkie macki. Jednak Malfoy'owie zupełnie nie zwracali na to uwagi, idąc za woźnym. Może po prostu mieli już tak dużo do czynienia z ciemnością, że nie robiło to na nich większego wrażenia.
Po kilku minutach dotarli do celu i stanęli na dywanie w gabinecie dyrektorki. Minerwa uniosła głowę znad papierów, leżących na każdym centymetrze kwadratowym jej biurka i westchnęła cicho na widok arystokratów.
- Witam państwa serdecznie. Myślałam, że przyjadą państwo trochę później - przywitała się z wymuszonym uśmiechem na cienkich ustach, który bardziej przypominał grymas cierpienia.
- Mieliśmy to w planach, ale Narcyza nie mogła już usiedzieć spokojnie w miejscu - odparł Lucjusz, zerkając kątem oka na żonę.
- Dobrze, w takim razie proszę usiąść i poczekać przynajmniej do śniadania.
- Czy to konieczne? - spytała ze smutkiem Cyza.
- Nie można zakłócać spokoju pacjentów ani uczniów - powiedziała z powagą pani profesor, poprawiając szpiczasty kapelusz.
Rodzice poszkodowanej opadli ciężko na wskazaną przez kobietę kanapę. Jedyne co teraz im zostało to poczekać cierpliwie do śniadania. 

***

- Granger szybciej!!! - wrzeszczał Draco, pędząc przez zatłoczony korytarz.
Trzymał Hermionę za ramię, ciągnąc ją za sobą, przez co dziewczyna już chyba setny raz dostał a od kogoś łokciem.
- Czekaj, idioto! - krzyknęła, łapiąc go za kasztanowe włosy, powiewające lekko za jego plecami.
- JAUUU!!! - wydarł się na całe gardło Malfoy.
Odwrócił się w stronę Gryfonki z niepowstrzymaną rządzą mordu w oczach. Zanim zdążył chociażby otworzyć usta, Miona szepnęła mu do ucha przez zaciśnięte zęby:
- Czy ty naprawdę jesteś aż tak ułomny?! Nie wołaj do mnie po imieniu przy ludziach! To TY jesteś teraz mną!
Dracon odwrócił głowę i spojrzał we, właściwie to swoje, oczy. Przerażony odskoczył od niej i zaczął trząść się jak osika.
- Gran... To znaczy... Malfoy! Dlaczego masz na czole tego pryszcza?! Toż to okropność!Jak ty możesz się tak zaniedbywać, człowieku! Litości! - zaczął biadolić na jedną, małą, czerwoną kropką, nie zdając sobie sprawy, że wokół nich zdążyła się już zebrać spora grupka uczniów, którzy z zaciekawieniem przysłuchiwali sie tej nietypowej wymianie zdań.
- Co.. A, o to ci chodzi! - zaśmiała się. - To plamka po czerwonym atramencie.
- Co ty robiłaś czerwonym atramentem...?! - Nagle zamilkł i zrobił wielkie oczy. - A może to KREW?!
- Draco!!! - Przez korytarz poniósł się donośny głos, a wszystkie oczy zwróciły się w stronę źródła dźwięku.
Na końcu holu stali państwo Malfoy.
- Rodzice... - wyszeptał cicho Smok.
Odwrócił się do Gryfonki i warknął ze zmarszczonymi brwiami:
- Idź.
- Ale ja?
- Idź!
Herm chcąc, nie chcąc, ruszyła powoli w stronę 'jej' rodziców, patrząc na nich wystraszonym wzrokiem. Stojący za nią Dracon wywrócił orzechowymi oczami. 'Niech ona się wyprostuje, do cholery!' - pomyślał z irytacja, patrząc krzywo na zgarbioną dziewczynę. No, bo jak to dziedzic, a raczej aktualnie dziedziczka, rodziny Malfoy'ów może się tak garbić?!
Kiedy Miona przywlekła się do Lucjusza, on spojrzał na nią uważnie, marszcząc brwi, ale tę krępującą obserwacje przerwała Narcyza, która chwyciła swojego syna za rękę i pociągnęła w stronę skrzydła szpitalnego.
- Chodź Draco. Idziemy do Severii!
- Narcyzo! - krzyknął za nimi oburzony pan Malfoy. - Wracaj tu z nim natychmiast!
- Ani mi się śni! - odpowiedziała. - Idę do mojego dziecka i nawet nie waż sie mnie zatrzymywać!
Lucjusz tylko westchnął z rezygnacją za swoją trochę nazbyt stanowczą małżonką, narzekając na życie i zarzucając mu niesprawiedliwość.

***

Pani Pomfrey pochylała się nad nieprzytomną panienka Malfoy, zmieniając jej opatrunek na nowy. Powoli odkryła nogę Sevii razem twarzy zaczęła delikatnie, ostrożnie, by niczego nie uszkodzić, odwijać przesiąknięty krwią bandaż. Lekko skrzywiła się, patrząc na ropiejącą ranę, która nie chciała się goić i zaczęła ją oczyszczać.
Spojrzała lekko w górę na nieprzytomną dziewczynkę i zrobiło jej się bardzo żal. Czemu tak nieszczęśliwy wypadek trafił akurat na nią?
Jej rozmyślania przerwały odgłosy stukających o kamienną podłogę obcasów, dochodzących zza drzwi. Kontynuowała swoją pracę, jednak co chwila zerkając kątem oka na wejście. Nie wiadomo kto zechce się tu wedrzeć, bo uczniowie nie noszą obcasów, nauczyciele raczej też. 
Nagle wrota otworzyły się i wparowała przez nie Narcyza Malfoy, ciągnąc za sobą swojego syna. Zaraz za nią wszedł Lucjusz, który prawie wpadł na małżonkę, bo ta stanęła jak wryta w środku przejścia, wytrzeszczając oczy na swoją córkę. 
Pani Pomfrey skrzywiła się na ten widok ze współczuciem. Nie powinni tu przychodzić tak wcześnie, w trakcie zmieniania opatrunku. Gołe mięśnie, które widać w rozległych śladach po pazurach, w nodze własnego dziecka to niezbyt przyjemny widok dla rodzica.
Westchnęła cicho, odkładając brudną szmatkę do miski z wodą, wymieszaną z eliksirem i wstała, kierując się do nieruchomej rodziny.
- Prosiłbym, by państwo wyszli, to nie jest pora odwiedzi-
Nie zdążyła dokończyć, bo pani Malfoy ruszyła do łóżka Severii, kompletnie ją olewając.
Biedna Hermiona została w miejscu, nie mając pojęcia co ma ze sobą zrobić. Jak w takiej sytuacji zachowywałby się Draco? A nie... Przecież on nie był nigdy w takiej sytuacji. Zaczęła już wewnętrznie panikować, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu ratunku, ale jedyne co napotkała to srogie spojrzenie pana Malfoy'a.
- Draco, jakoś dziwnie się zachowujesz - stwierdził starszy, a Miona przełknęła ze zdenerwowaniem ślinę.
- Nie, nic się nir stało... Ojcze - dodała szybko, widząc dziwny wyraz twarzy Lucjusza.
- To dobrze - mruknął i podszedł do łóżka, gdzie leżała Sevia.
Herm odetchnęła z ulgą i ostrożnie podążyła za nim, bo chyba to by było nienaturalne, by została w miejscu podczas, gdy jej 'siostra' jest w takim stanie.