niedziela, 6 września 2015

Miniaturka 3 - Przymus? cz.1

Witajcie! Dzisiaj trochę krócej, bo nie miałam zbyt czasu, ponieważ zaczęłam właśnie naukę w gimnazjum i co chwila mam zadawane jakieś prace pisemne. Mam nadzieję, ze ta miniaturka się wam spodoba. Piszcie w komentarzach co o niej myślicie. Rozdział pojawi się 12-13 lub 19-20. Teraz nowe notki będą się pojawiać średnio co miesiąc. A teraz zapraszam do czytania!

Lucjusz Malfoy siedział w wielkim, ciemnozielonym fotelu w mrocznym salonie Malfoy Manor. W jednej ręce trzymał szklankę Ognistej Whisky, a w drugiej zapalonego papierosa, którym co jakiś czas z przyjemnością się zaciągał. W sumie jak tak się tak teraz zastanawiał, to doszedł do wniosku, że cieszy się, że wojna się skończyła, Voldemort nie żyje, a wszyscy Śmierciożercy nie zwalają mu się co chwila do domu. Teraz panował tu niczym niezmącony spokój, cisza i zero zasad... Chociaż nie. Byłoby tak, gdyby nie jego kochana Narcyza, która właśnie wmaszerowała do pokoju z gniewnym wyrazem twarzy. Ciekawe o co tym razem jej chodziło?
-Ile razy ci mówiłam, żebyś nie palił tego świństwa w domu!-wrzasnęła, wskazując na tlącego się papierosa w jego dłoni.
Oczy Malfoy'a seniora rozszerzyły się ze strachu. Jak on mógł znowu tak wpaść? Czy ona ma jakiś radar w głowie, że zawsze wyczuje jak on pali? To nie fair!
-Ależ Cyziu...-zaczął, ale nie dała mu dokończyć.
-Pamiętasz, jak się umawialiśmy?-zapytała, unosząc jedną brew.-Jeśli jeszcze raz przyłapię cię na paleniu w środku posiadłości, to ja wybieram Dracusiowi żonę!-dokończyła tryumfalnie.
"Chyba zołzę..."-pomyślał Lucjusz, szczerząc chytrze zęby i kiwając na nią palcem.
-Ale jeśli nie zrobisz tego w ciągu siedmiu dni to to prawo przechodzi z powrotem na mnie.
-Ty się już o to nie martw kochanie.-syknęła.-Ja już znalazłam kandydatkę.
-A mogę chociaż wiedzieć kim ona jest?-spytał zrezygnowanym głosem wiedząc, że już nic w tej kwestii nie wskóra, bo Narcyza jak nic wygrała.
-Jest to czarownica...
-To to i ja wiem...-wymamrotał blondyn, a żona zgromiła go spojrzeniem.
-To mugolaczka.-powiedziała po krótkiej ciszy.
-Co?!-krzyknął, zrywając się z fotela.
-No przecież mówiłeś, że powinniśmy teraz pokazać ministerstwu, że jesteśmy tolerancyjni.
-Ale nie w taki sposób!!!-pieklił się Lucek.
-A to już nie moja wina, że wyrażasz się niedokładnie.-prychnęła i wyszła z pokoju zostawiając załamanego Lucjusza samego.
Mężczyzna schował twarz w dłoniach, a jego barki zatrzęsły się od śmiechu. Tak, od śmiechu! "Ale Draco będzie miał przechlapane..."-pomyślał z rozbawieniem.
Chwilę po tym usłyszał trzaśnięcie drzwi wejściowych i okrzyki radości w wykonaniu jego żony, typu: "Och, kochanie! Jak dobrze, że przyjechałeś misiaczku! Mój ty mały Smoczusiu!" oraz głośne jęki niezadowolenia najprawdopodobniej jego jedynego syna.
-Ojciec jest w salonie i ma ci coś ważnego do powiedzenia.-usłyszał i westchnął ciężko. Znowu on ma przekazywać te złe informacje...
Po chwili do pomieszczenia wkroczył Draco, który z dziwnym wyrazem twarzy co chwila spoglądał za siebie.
-Siadaj.-mruknął Lucjusz, a Draco powoli opadł na fotel na przeciwko niego.
Malfoy senior wziął głęboki oddech i zapytał:
-Chcesz najpierw usłyszeć złą wiadomość czy gorszą?
Draco uniósł lewą brew i odparł z lekkim uśmiechem na ustach:
-Poproszę złą...
-Matka wybierze ci żonę.-wypalił starszy blondyn.
-Co?! Znowu paliłeś w domu?!
-No... Troszeczkę...-wymamrotał pod nosem Lucjusz, a Draco przejechał sobie otwartą dłonią po twarzy.
-Wiadomo chociaż kto to?-zapytał z rezygnacją, godząc się już po części z losem.
-Czarownica pochodzenia mugolskiego.-nie, jednak się nie pogodził. Ani trochę.
-Nie no super! Po prostu pięknie! Mam najlepszych rodziców pod słońcem!!!-ironizował.
Wstał i poszedł na górę do swojego pokoju, machając na oślep rękami i drąc się w niebogłosy. Za co to on został tak pokarany przez Salazara?!
W tym samym czasie Narcyza wyszła z jadalni, a kiedy zobaczyła swojego synka w takim stanie czym prędzej ruszyła do salonu.
-Co się stało mojemu Smoczusiowi?!-wrzasnęła na biednego Lucjusza już od progu.
Blondyn aż podskoczył na fotelu na dźwięk jej głosu.
-O co ci chodzi?-zapytał z przestrachem i niezrozumieniem.
-Dlaczego mój Dracuś jest taki zdenerwowany?-spytała, marszcząc brwi.
-Aaa...-Lucka olśniło.-Powiedziałem mu z kim masz zamiar go wyswatać.

***
Stała przed wysoką, czarną bramą. Woda spływała po jej szarym płaszczu, mocząc go, a krople deszczu uderzały o kaptur, który miała na głowie. Zastanawiał się właśnie czy podjęła dobrą decyzję. Chociaż w sumie co jej szkodziło? I tak wszyscy ją opuścili. Harry i Ginny wyjechali do Australii, Ron obraził się na nią i zerwał całkowicie kontakty, a jej rodzice nie odzyskali pamięci i nie miała pojęcia gdzie teraz są.
Wzięła głęboki oddech i stanowczo zakołatała w bramę żelazną kołatką w kształcie głowy węża. Po chwili wrota otworzyły się na oścież, a ona niepewnie zaczęła iść w stronę starego dworu ścieżką, ciągnącą się pomiędzy dwoma wysokimi na kilka metrów rzędami żywopłotu.
Kiedy w końcu po dłuższym czasie stanęła przed drzwiami wejściowymi wzięła głęboki oddech i pomyślała: "To będzie trwało tylko dopóki syn, którego mam mu urodzić nie skończy trzech lat.".
Zanim zdążyła zapukać otworzyła jej uśmiechnięta Narcyza Malfoy (nie ukrywała, że spodziewała się zamiast niej skrzata domowego). Od razu zauważyła, że była to bardzo piękna kobieta, która mimo wieku ciągle zachwycała. "Lucjusz Malfoy to ma szczęście..."-pomyślała i uśmiechnęła się życzliwie.
-Zapraszam do środka.-powiedziała miłym głosem pani Malfoy i wpuściła młodą czarownicę do domu.

***
Draco uchylił lekko powieki i od razu je zamknął, bo poczuł potworny ból głowy. Syknął cicho i ostrożnie zerknął na zegarek, który wskazywał jedenastą rano. Na dworze szalała ulewa, a mu nie chciało się ruszać z ciepłego łóżka. Jednak w końcu musiał się ruszyć na poszukiwanie eliksiru, który złagodzi to łupanie z tyłu czaszki. Z ociąganiem przekręcił się na bok, ale łóżko gwałtownie się skończyło i spadł z głośnym hukiem na podłogę."Na pewno obudziłem ojca..."-pomyślał, wywracając oczami. Jego podejrzenia potwierdził stłumiony wrzask z dołu:
-DRACO CICHO!!!
Westchnął ciężko i podniósł się, rozmasowując bolące pośladki. Podszedł do szafki nocnej i wyjął z niej eliksir przeciwbólowy. Wypił go jednym haustem i od razu poczuł ulgę. Tak jak stał (czyli w samych czarnych bokserkach) ruszył do drzwi. Otworzył je i wyszedł na korytarz, ziewając okropnie. Kiedy schodził po schodach na dół usłyszał stłumione głosy i śmiechy. Pchany wrodzoną ciekawością poszedł do salonu, gdzie zobaczył dość niecodzienny widok... Jego matka siedziała na kanapie, popijając z porcelanowej filiżanki herbatę, na przeciwko... Hermiony Granger?!
-GRANGER?!-wydarł się, od razu zwracając na siebie uwagę obu kobiet.
Herm od razu pokryła się szkarłatnym rumieńcem, a Narcyza zmarszczyła gniewnie brwi. Draco stał na środku nieruchomo z otwartymi ustami, szczęką pod nogami i palcem wskazującym wyciągniętym wyciągniętym w stronę zawstydzonej Miony.
-Dracusiu, idź się ubierz kochanie... Wstyd mi robisz, Smoczku...-powiedziała z dezaprobatą pani Malfoy, a Herm czym prędzej odwróciła wzrok.
Po chwili w progu salonu stanął Lucjusz Malfoy, również tylko w bokserkach tyle, ze białych. Spojrzał na swojego syna, nie zauważając swojej syna, ani nietypowego gościa i warknął:
-Czego się tłuczesz o tak nieludzkiej godzinie?! Ludzie chcą jeszcze spać! Jedenasta to przecież środek nocy!-dopiero teraz zarejestrował, że Draco nie rusza się i nie reaguje.-A tobie co? Zaciąłeś się?-pomachał mu ręką przed oczami, ale nie odniósł żadnego skutku.
W pewnym momencie usłyszał głośne chrząknięcie swojej żony. Spojrzał z pytaniem w oczach na nią, a potem przeniósł wzrok na Herm. Na początku w ogóle nie skojarzył co to za dziewczyna. Dopiero po chwili doznał gwałtownego olśnienie i westchnął z rezygnacją.
-Serio?-zapytał, patrząc na Narcyzę. Po czym zwrócił się w stronę Dracona i klepiąc go po ramieniu powiedział:-Z taką baba to ja ci już teraz z całego serca życzę szczęścia.
-Lucjusz!-warknęła z oburzeniem Cyza, a Hermiona już całkiem poczerwieniała.
-No co?
-Idź się ubierz i się zachowuj!
-Dobra...-mruknął.-Draco, jazda na górę!
Smok ciągle będąc w szoku automatycznie, jak robot ruszył w stronę schodów, powtarzając w kółko pod nosem: To tylko sen, to tylko sen...
-Przepraszam...-Narcyza usłyszała cichy głos.
-O co chodzi kochanie?-spytała życzliwie.
-Oni tak zawsze czy to jakaś specjalna okazja?-spytała niepewnie Miona.
-Oj, lepiej już zacznij się przyzwyczajać,-położyła jej dłoń na ramieniu i uśmiechnęła się pokrzepiająco.
Herm odwzajemniła niepewnie uśmiech i pomyślała z rozpaczą: "W co ja się wpakowałam?".

***
Draco wszedł do swojego pokoju i z całej siły zatrzasnął za sobą drzwi, wsłuchując się z satysfakcją w głośny huk. Co matka sobie wyobrażała?? Że niby zmusi go do ożenienia się z tą brudną szlamą? Mowy nie ma! Nigdy się tak nie zhańbi! Trzeba się jej jakoś sprytnie pozbyć... Tylko jak? W zamyśleniu podszedł do szafy i wyjął z niej (uprzednio ledwo unikając zgniecenia przez wypadające z wnętrza ciuchy) czarne jeansy i tego samego koloru koszulę. Jak najwolniej zakładał je na siebie, by nie musieć tak szybko schodzić na dół do jego "kochanych" rodziców i przyszłej, jeszcze bardziej "kochanej" żony. Przynajmniej uważał, że żony, bo co niby Granger miałaby robić w Malfoy Manor? No chyba nie przyszła tu na babskie pogaduszki z jego matką! W pewnej chwili przyszedł mu do głowy pewien szatański pomysł... Skoro Gryfonka jest strasznym kujonem i okropnie perfekcyjną perfekcjonistką, to on musi być niechlujny, chamski i ogółem najgorszy (czyli taki jak zwykle, tylko jeszcze troszkę gorszy). To ją odstraszy. Tak! To jest to! Na pewno jego plan się powiedzie, a szlama ucieknie z wrzaskiem! Draco, ty geniuszu!
Kiedy skończył litanię pochlebstw skierowanych do siebie samego rozejrzał się szybko pokoju. Od czego by tu zacząć? Wyjął z tylnej kieszeni spodni różdżkę (kompletnie nie przejmował się ostrzeżeniami matki, że kiedyś przez przypadek odstrzeli sobie tyłek, jeśli będzie ją tak nosił) i jednym machnięciem sprawił, że w pokoju zapanował totalny bajzel. Wszędzie walały się butelki po Ognistej Whisky i zgniecione kartki papieru. Na podłodze leżały połamane pióra i szczątki szklanych kałamarzy. Na ścianach były plamy różnego rodzaju, których pochodzenia nie chciał znać, a na biurku były małe kałuże po kawie i atramencie. Pościel na łóżku była rozwalona i pognieciona oraz śmierdziała stęchlizną i potem, natomiast szafy wolał lepiej nie otwierać. Jednym słowem przywołał bałagan z całego miesiąca.
Jeśli Granger tu wejdzie, to zemdleje z szoku lub (co bardziej prawdopodobne) od... eee... zapachu albo po prostu zawróci i wyjdzie. To powinno na razie wystarczyć. Wieczorem wszystko posprząta i będzie tak jak dawniej. Uśmiechnął się iście Ślizgońsko i ruszył na śniadanie już w znakomitym humorze, mając w głowie jedną, jakże pozytywną myśl: "Jutro już tu jej nie będzie..."

***
Siedział przy długim stole obok Hermiony i dłubał widelcem w sałatce, w zamyśleniu. W sumie to niewiele brakowało, by spadł z tego krzesła, bo siedział na samym koniuszku, byle jak najdalej od dziewczyny. Niech to śniadanie szlag trafi! Już chciał zacząć wcielać swój diabelski plan w życie, ale skutecznie utrudniała mu to jego matka, która gadała jak katarynka o swoim ogrodzie na tyłach posiadłości. Jednak nagle gwałtownie zmieniła temat, jakby jej ktoś inny guzik w głowie wcisnął:
-Chyba powinnyśmy pojechać niedługo do Londynu po suknię ślubną dla ciebie Hermionko.-na te słowa Draco wytrzeszczył oczy i zaczął się krztusić. "Co?! Już?! Tak szybko?! To dopiero drugi dzień!!!"-takie myśli kotłowały mu się w głowie.
-Dracusiu, spokojnie kochanie.-powiedziała Narcyza, patrząc na niego z troską, a Lucjusz wywrócił oczami i mruknął do niej:
-Mówiłem ci przecież, żebyś nie wspominała o tym przy śniadaniu, bo nastąpi właśnie taka reakcja...-Cyza rzuciła mu spojrzenie godne bazyliszka, a Lucek od razu zamilkł.
Smok w tym czasie trochę już się uspokoił i z trudem wykrztusił:
-Co?!
-No przecież już za miesiąc będzie wasz ślub. Najwyższy czas zacząć wszystko przygotowywać.
-CO?!-wycharczał z jeszcze większym niedowierzaniem.
"Nie, to się ni dzieje na prawdę..."-pomyślał z niedowierzaniem.-"Za miesiąc ożenię się z ta szlamą, bo moi rodzice tak chcą... Nie no, po prostu cudownie!"
-Nie powtarzaj się i nie krzycz przy stole.-zganiła go matka.
-Ale czemu tak szybko?-spytał, ciągle będąc w głębokim szoku.
-Nie będziemy przecież czekać pół roku...-zaśmiała się Cyza.-A tak w ogóle to wpadłam na świetny pomysł!-powiedziała z dziwnym ożywieniem.
-O nie...-wymruczał pod nosem młodszy blondyn, za co został zgromiony wzrokiem.
-Może ty powinieneś wybrać się Hermionką wybrać sukienkę?-zaproponowała pani Malfoy.
-Tak, to bardzo dobry pomysł.-poparł ją Lucjusz.
Smok spojrzał na nich z rozdziawionymi ustami, a potem przeniósł na ojca wzrok mówiący: "Et tu, Brute, contra me?"*. Oni się chyba zmówili czy coś! To niesprawiedliwe! Ma szlajać się z Graneger po sklepach z sukniami? Jeszcze czego!
-W takim razie po śniadaniu możecie ruszać!-Narcyza klasnęła z uciechy w dłonie.-Im szybciej tym lepiej!
Dracon jedynie westchnął ciężko. Za jakie grzechy musi przez to przechodzić? Szlama pewnie będzie kazała mu oceniać, w której kreacji wygląda lepiej, chociaż on i tak sądził, że jej to już nawet najpiękniejsza suknia nie pomoże... W pewnej chwili coś do niego dotarło. Na końcu ceremonii ślubu przypieczętowaniem związku jest...pocałunek.
W jednej chwili pozieleniał cały na twarzy, kiedy sobie to wyobraził. Bez słowa wstał i jak najszybciej popędził do łazienki, by tam zwrócić wolność swojemu śniadaniu. Wszyscy przy stole patrzyli ze zdziwieniem jak znika za rogiem. Po dłuższej chwili ciszy Hermiona spytała cichutko, jakby się bała, że ktoś może ją tu skrzywdzić za odezwanie się:
-Nic mu nie będzie?
Narcyza jedynie westchnęła, a Lucjusz na powrót zajął się jedzeniem, które z trudem przechodziło mu przez gardło. Miona patrzyła ze zdziwieniem to na jedno, to na drugie, ale z żadnej strony nie doczekała się odpowiedzi.
Z każdą godziną miała orz większe wątpliwości czy dobrze postępuje...

*tłum. "Ty też, Brutusie, przeciw mnie?"-słowa wypowiedziane przez Juliusza Cezara w chwili śmierci, gdy zobaczył wśród zamachowców zaufanego Brutusa.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział 24 - Bo do tanga trzeba dwojga

Witajcie! Znowu trochę się spóźniłam, ale było tak gorąco, że nic się nie chciało. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Trochę się zdziwiłam dosyć małą ilością komentarzy pod ostatnim rozdziałem. Więc ogłoszę: mile widziane komentarze pod każdym postem.
W sumie nie mam dużo do gadania. Ten rozdział dedykuję mojej siostrze ciotecznej Emilce, która ciągle mi pisała: Kiedy rozdział? Kiedy rozdział? Kiedy rozdział?, co motywowało mnie do działanie. Dzięki.
I tak jak obiecałam są tu piosenki przy których pisałam ten rozdział.
Zapraszam o czytania!

Michael Jackson - Dirty Diana 

Ed Sheeran - Give me love


Po odejściu Draco od stolika, Blaise ruszył w stronę sceny by ogłosić zasady konkursu.
Po drodze śmiał się pod nosem z przyjaciela, który nawet nie wiedział na co się porwał. Oj Smoku, Smoku... Ty nie posiadający niczego co choćby przypominało mózg bałwanie...Zerknął przelotnie na wyżej wspomnianego gada, który właśnie pochylał się nad stolikiem z listą, zapisując jego i Granger na niechybną śmierć i porażkę. Ledwo powstrzymał się od wybuchu szyderczego śmiechu i wspiął się po schodkach na podwyższenie. Wyciągnął z kieszeni swoją różdżkę i przytknął ją sobie do szyi, która na szczęście nie była już pokryta tonami falbaniastego materiału. Jak to dobrze, że Severia okazała mu łaskę i zdjęła zaklęcie. Co prawda stało się to po wielu obietnicach (oczywiście bez pokrycia), jękach i błaganiu na kolanach, ale w końcu osiągnął zamierzony cel czyli pozbycie się tego cholerstwa.
Wziął głęboki wdech i z lekkim uśmiechem na ustach przemówił do zgromadzonych:
-Uwaga!-wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę, a muzyka ucichła.-Za chwilę rozpocznie się konkurs tańca, więc muszę ogłosić zasady: Po pierwsze można, a nawet trzeba używać różdżek.-w tym momencie po sali przeszedł zbiorowy pomruk zdziwienia.-A to dlatego, że to nie będzie zwyczajna rywalizacja. Czekają na was cztery wyzwania podczas których nie możecie przestać tańczyć, bo zostaniecie zdyskwalifikowani. Jeśli któryś z partnerów się przewróci para odpada. Proste, prawda? W takim razie Smoku podaj mi listę.
-A czy ja wyglądam na skrzata domowego?!-po sali rozszedł się oburzony głos arystokraty.
-Po prostu daj ten pergamin!-Zabini spojrzał na niego karcąco, a ten wręczył mu z ociąganie kartkę, wywracając oczami i krzywiąc się teatralnie.-Dziękuję. Zobaczmy kogo tu mamy... Do konkursu zgłosiły się następujące pary: Tracey Davis i Dean Thomas, Hanna Abott i Ron Wesley, Ginny Wesley i Theodor Nott, Luna Lovegood i Adrian Pucey, Levander Brown i Ernie McMillan, Hermiona Granger i Draco Malfoy-uczniowie zaczęli szeptać do siebie z niedowierzaniem. No, bo jak to? Wielki Dracon Malfoy, arystokrata czystej krwi będzie tańczyć ze szlamą Granger?-oraz Astoria Greengrass i Vincent Crabbe. Te siedem par prosimy teraz na środek sali.
Hermiona z cichym westchnięciem podniosła się z wygodnej kanapy i ruszyła w stronę czekającego na nią na parkiecie Dracona. W myślach pytała się ze zrezygnowaniem w co ona się wpakowała. Przecież nawet nie umie tańczyć! Ale zaraz... To Malfoy ją w to wciągnął! To on chciał brać udział w tym głupim konkursie i zakładać się z Blaise'em! To wszystko jego wina!
Z nietęga miną stanęła obok Dracona i spojrzała do góry na jego twarz, nie wyrażającą żadnych emocji. Z cichym prychnięciem zwróciła głowę w stronę sceny, na której stał Zabini.
-Po krótkim zastanowieniu wprowadzam jeszcze jedną zasadę. Można użyć zaklęcia, by nauczyć się tańczyć, ale nie można zaczarować nóg, by same to robiły. Sami musicie je kontrolować. Wszystko jasne? No to super! DJ! Muzyka! Start!
Draco i Hermiona spojrzeli z lekkim przestrachem po sobie i wyciągnęli różdżki. Miona rzuciła na siebie zaklęcie uczące i razem z Draco zaczęli poruszać się w rytm walca. Nie patrzyli na swoje twarze, tylko oglądali się za tymi wyzwaniami, o których wspominał Diabeł. Bo przecież nie gadał o tym na darmo.
W którymś momencie Smok poczuł, że coś łazi mu po stopie. Spojrzał zaskoczony w dół i ujrzał czarnego pająka wielkości pięści na swoim bucie.
Skrzywił twarz w grymasie obrzydzenia na widok włochatego obrzydlistwa. Nachylił się dyskretnie do ucha Hermiony i wyszeptał:
-Pająki...
Herm spojrzała na niego z niezrozumieniem, które zaraz zamieniło się w przerażenie, gdy zobaczyła czarne kreatury, wypełzające ze szpar w posadzce.
-Oto pierwsze wyzwanie.-ogłosił Blaise.-Przy tańcu nie możecie rozdeptać ani jednego pająka. Ruszcie głową, a tego dokonacie.
Ślizgon i Gryfonka wbili wzrok w podłogę, by przypadkiem nie pozbawić życia żadnego z tych potworów. W pewnej chwili usłyszeli jakieś bardzo dziwne odgłosy dochodzące od strony pary tańczącej obok nich. To były jakby drżące jęki obrzydzenia i strachu w jednym. Jednak niezbyt się tym przejęli, za bardzo zamroczeni żądzą wygranej. Pierwszy raz coś tak mocno ich połączyło. No, bo przecież żadne z nich nie chciało znaleźć się w ciele drugiego.
-Granger, wymyśl coś...-syknął ze zniecierpliwieniem Draco do swojej partnerki.
-No myślę, nie to co ty... Malfoy?-warknęła w odpowiedzi na końcu przybierając pytający i lekko zirytowany ton.
-Czego?-zapytał, ledwo unikając rozdeptania jednego z pająków, który według niego zupełnie niepotrzebnie przypałętał się pod jego różowy lakierek.
-Hmm... Zdaje mi się, że moja talia jest nieco wyżej...-spojrzała na niego wymownie. Kiedy Smok z lekkim ociąganiem i wywróceniem oczami umieścił swoje dłonie na właściwym miejscu powiedziała z podekscytowaniem w głosie.-Mam już pomysł jak wygrać tę rundę...
-Jaki?-zapytał z ożywionym zaciekawieniem blondyn.
-Nie mów nic, tylko trzymaj się mocno... Vingardium Leviosa!
Po chwili unieśli się jakiś metr nad ziemię, co zostało nagrodzone oklaskami i gwizdami ze strony publiczność. Kiedy już tańczyli  spokojnie w powietrzu zauważyli, że to przerażony Wesley wydawał te dziwne odgłosy. Hermionie przypomniało się, jak on boi się pająków i zaśmiała się cicho. Dracon spojrzał na nią pytająco.
-Co jest?
-Ron boi się pająków.
Chłopak nie zdążył nawet zareagować w jakikolwiek sposób na tę informację, ponieważ nagle rozległ się przeraźliwy wrzask i mogli zobaczyć jedynie ryżą czuprynę, znikającą za drzwiami Wielkiej Sali. "Widocznie Wieprzlej nie wytrzymał tego psychicznie."-pomyślał z zadowoleniem Draco, bo zmniejszyła im się konkurencja o jedną parę.
-Ron! Wracaj tutaj!-kolejny wrzask należał do wściekłej Hanny, którą Wesley zostawił na środku parkietu pełnego pająków.
Panna Abott pokręciła z dezaprobatą głową i pobiegła szukać swojego partnera.
Miona trochę martwiła się o rudzielca, ale szybko przestała, bo zauważyła coś co ją zdenerwowało. Wszystkie pozostałe pary również tańczyły w powietrzu! Przecież to był jej pomysł!
-Uwaga!-rozległ się głos Blaise'a.-Koniec rundy pierwszej! Możecie zejść na ziemię!-Draco i Herm powoli opadli na kamienną posadzkę, na której na szczęście nie było już pająków.-Zostało sześć par. Więc zaczynamy etap drugi! Start!
W jednej chwili podłoga pokryła się bujną, zieloną trawą. Wszyscy wznowili taniec i jednocześnie zachodzili w głowę o co tym razem chodzi. Kilkanaście sekund potem dowiedzieli się. Rozległ się przeszywający pisk Astorii i wszyscy zobaczyli jakieś grube pnącze, które chwyciło ją za stopę.
-W tej rundzie wystarczy, że się nie wywalicie.-oznajmił Zabini. Jednak zrobił to trochę za późno, bo panna Greengras już leżała na ziemi z nadąsanym wyrazem twarzy.-Wygląda na to, że zostało już tylko pięć par, ponieważ Astoria Greengras i Vincent Crabbe właśnie odpadli! Gramy dalej!
-Granger...-syknął Draco.
-Co?
-Zabierz to zielsko z mojej nogi...
Miona wychyliła się trochę w bok i wycelowała w pnącze, oplatające kostkę arystokraty.
-Diffendo!-krzyknęła, a zaklęcie przecięło łodygę chwastu.
Czym prędzej odsunęli się od tamtego miejsca w obawie, że jest tam więcej tego rodzaju roślinności.
Dookoła nich błyskały zaklęcia i co chwila było słychać: "Diffendo! Diffendo!". Malfoy zauważył kątem oka, że Tracey i Dean próbowali unieść się w powietrze, tak jak w pierwszym etapie, co niestety nie udało im się, bo pnącza złapały ich w pasie i ściągnęły z powrotem na ziemię. Po chwili wyglądali jak dwie, wiercące się mumie, leżące na trawie.
Hermiona podczas tańca mogła przyjrzeć się bliżej Draconowi. Dopiero teraz zobaczyła jakie on ma niezwykłe oczy. Mimo, że miały kolor zimnej, nieprzyjemnej stali, to posiadały w sobie coś nadzwyczajnie wyjątkowego. Coś, co przyciągało ją jak ćmę do światła.
-Granger...
W jednej chwili wybudziła się z tego przedziwnego transu i spojrzała już normalnie na jego twarz.
-Co?-zapytała głupawo.
-Ja mam świadomość, ze jestem piękny, ale to nie znaczy, że musisz się we mnie wgapiać jak w jakiś święty obrazek.
Na te słowa Herm prychnęła jak rozjuszona kotka i odwróciła głowę w drugą stronę.
-Stop!-Diabeł ogłosił koniec mini apokalipsy irytujących pnączy.-Kolejne wyzwanie będzie trudniejsze, więc przygotujcie się na to psychicznie... Już? Dobra, to zaczynamy!
W jednej chwili trawa zamieniła się w małe, ale głębokie jezioro, na którym znajdowały się drewniane pomosty.
-Aha, czyli mamy po prostu nie wpaść do wody... Łatwizna.-skwitował Malfoy.
-Nie słyszałeś co powiedział Diabeł? Ten etap ma być trudniejszy.
Jej słowa potwierdził przeraźliwy pisk paniki i dezorientacji oraz głośny krzyk:
-Lovegood!!!
Kiedy odwrócili się zobaczyli jedynie Pucey'a, pochylającego się nad taflą wody, pod którą przed chwilą zniknęła Luna.
-Co... To było?-zapytał zszokowany Smok.
-Zdaje mi się, że to były druzgotki.
-Dru... Co?
-Druzgotki. To wodne stworzenia przypominające trochę kałamarnicę. Były w drugim wyzwaniu Turnieju Trójmagicznego w czwartej klasie.
-Aha.-mruknął Draco, okręcając Hermionę.
Kiedy z powrotem przyciągnął ją do siebie usłyszeli plaśnięcie, połączone z chrupotem.
-Ugh..-jęknęła z odrazą Miona.-Chyba właśnie rozdeptałam jednemu głowę... Obrzydliwe...
-Tylko nie wycieraj się o mnie.-wymruczał blondyn i odsunęli się od martwego stwora, balansując na niezbyt szerokich pomostach.
W pewnym momencie Herm odgięła do tyłu głowę, bo tego wymagała figura, a Draco pochylił się nad nią i zaciągnął jej perfumami. Przymknął powieki, ledwo powstrzymując się, by nie pocałować delikatnej, napiętej skóry jej szyi.
Na szczęście lub nieszczęście szybko wrócili do tańca.
Miona zauważyła, że niedaleko nich tańczy Ginny z Theodorem. Chciała do nich pomachać, ale kiedy zauważyła jak są do siebie przyklejeni zrezygnowała. Blaise na pewno nie jest z tego zadowolony...
-Koniec rundy trzeciej! Zostały trzy pary, które będą teraz rywalizować o pierwsze miejsce i tym samym wyjście na cały dzień do Londynu! W tej konkurencji macie się nie wywalić, bo przegracie. Start!
W jednej chwili woda i pomosty zniknęły, a na ich miejscu pojawił się lód.
Herm od razu skojarzyła to z mugolskim lodowiskiem i stworzyła sobie i Malfoy'owi łyżwy.
-Granger, co to jest! Ja nie umiem na tym jeździć!-wydarł się Draco w panice.
-To się naucz, baranie!-warknęła i rzuciła na niego zaklęcie uczące.
-O! Ja umiem na tym jeździć!-zawołał uradowany, robiąc piruet.
-No brawo...-syknęła Miona.
Powoli z gracją zaczęli tańczyć na śliskim lodzie. Herm czuła się trochę jak uczestniczka mugolskiego programu "Gwiazdy tańczą na lodzie", ale wszystko co dobre kiedyś się kończy...
Nagle zostali przygnieceni przez Erniego i Levander, którzy stracili kontrolę nad swoimi nogami i wpakowali się w nich z wrzaskiem. Oczywiście nie obyło się bez obrażeń.
Miona dostała łokciem Levander w brzuch, a ona jej łyżwą w piszczel. Draco bezskutecznie próbował się podnieść, po tym jak zderzył się głowami z McMillanem. Kiedy dotarło do niego, że to nic nie da zaczął się drzeć:
-Ty...(pi, pii, pi, piii)...jak mogłeś...(piiii)...odebrać nam to...(pi, pii)... zwycięstwo! Ty...(piiii, pii)...!!!
-Malfoy! Przestań tak przeklinać! Całą sala słucha!-Herm próbowała go uspokoić, ale bez powodzenia. Smok dalej wrzeszczał jak opętany.
-Teraz Zabini wygrał ten...(piiii)...zakład!!!
-Proszę nie zwracać uwagi na Smoka...-odezwał się Blaise.-Trochę zdenerwował się przegraną...
-Ja ci dam...(pi, piii)... trochę!!!
-A więc zwyciężyła Ginny Wesley z Theodorem Nottem!-Diabeł nic sobie nie robił z wrzasków przyjaciela.-Brawa dla nich!
Rozległy się gromkie oklaski, które i tak nie zagłuszyły awanturującego się Smoka. Kiedy jednak trochę ochłonął (czyt. zaczął się drzeć o pół tonu ciszej) Podszedł nagle do Hermiony i ni stąd, ni zowąd przerzucił ją sobie przez ramię, po czym odszedł w kierunku ich stolika.
-Zostaw mnie ty przerośnięta fretko!!!-krzyczała Miona, ale on dalej szedł niewzruszony do kanapy.
Nie przeszkadzały mu nawet pięści Gryfonki, które z niemałą siłą okładały jego plecy.
-Cicho siedź...-warknął przez ramię i rzucił ją na sofę obok Severii.
Nawet na nią nie spojrzał i usadowił się obok niej udając, że nie czuje na sobie jej palącego wzroku, pełnego wyrzutów.
-Haha! Przegraliście!-wykrzyknęła z radością Severia.
Już nie mogła się doczekać zamiany ciałami tej dwójki. Będzie miała niezły ubaw.
-Tak, wiemy o tym. Nie musisz nam tego uświadamiać, siostrzyczko...-odpowiedział wkurzony Smok i popatrzył spod byka na Sevię, która z kolei pokazała mu język.Herm mimo, że była wściekła na Malfoy'a i załamana tym, że będzie musiała spędzić cały dzień w jego ciele musiała przyznać, że rodzeństwo arystokratów wygląda teraz uroczo.
-Jak śmiesz pokazywać mi język?!-oburzył się Draco.
-Jak widać śmiem.
-Kto cię tak wychował?!
-Ty.
-Nie.
-A kto spędzał ze mną najwięcej czasu i uczył jak sprzątać pokój zaklęciami?
-Na pewno nie ja...
-A właśnie, że ty!
-Kłamiesz!
-To ty kłamiesz!
-Nie, bo ty!
-Nie, bo TY!
-Ty!
-Ty!
Nie tylko Herm miała z nich ubaw. Harry i Pansy również zaśmiewali się prawie do nieprzytomności, a Blaise, który właśnie do nich podszedł z zaciekawienie oglądał ten kabaret za darmo.
W pewnym momencie Smok przerwał tę beznadziejną kłótnię i zwrócił swoje stalowe spojrzenie, które obecnie strzelało błyskawicami na Hermionę. Ona spojrzała na niego z niezrozumieniem, bo skąd niby miała wiedzieć o co mu chodzi, a Draco zmarszczył brwi.
-To przez ciebie!-warknął.
-Co przeze mnie?-zapytałą zdezorientowana Miona.
-To przez ciebie przegraliśmy!
-CO?! To ty wpadłeś na ten chory pomysł, nie ja! To twoja wina!!!
-Wmawiaj to sobie dalej, skoro jesteś taka mądra!!!
Kiedy sprzeczka (czyt. bezsensowne darcie mordy) przeniosła się z Draco i Sevki na Draco i Herm Zabini zawiedziony taki obrotem sprawy postanowił przejść się przewietrzyć, bo kłócących się Smoka i Mionę widział i będzie widzieć jeszcze co najmniej tysiąc razy. Kiedy odszedł Malfoy i Granger przestali skakać sobie nawzajem do oczu i naburmuszeni siedzieli na dwóch końcach kanapy, patrząc z wysoko uniesioną głową w przeciwne strony.
Po kilku minutach Potter i Parkinson poszli tańczyć, a Severia, nie chcą zostać z nimi sama uciekła gdzieś pod pretekstem przyniesienia soku. Miona, nie mogąc usiedzieć dłużej w towarzystwie blondyna wstała powoli i ruszyła do wyjścia.
-Ej, a ty gdzie leziesz?-zatrzymał ją głos Smoka.
-A co cię to obchodzi?-odpyskowała i wyszła na dwór.
W drzwiach na dziedziniec minął ją Blaise, który kryjąc twarz w dłoniach biegł na oślep przed siebie.
-Diable!-zawołała za nim, bojąc się, że przywali w ścianę.
Zabini przystanął i obrócił się w jej stronę, opuszczając niepewnie ręce.
Dopiero teraz zauważyła, że Blaise ma pełne łez, zaczerwione i spuchnięte oczy. Nigdy nie podejrzewała, że Diabeł będzie przed nią płakać. Ba! w ogóle nie wyobrażała sobie, by on kiedykolwiek to robił!
-Co się stało?-zapytała ostrożnie, podchodząc do chłopaka i dotykając delikatnie jego barku.
-Bo... Bo...-Zabini nie mógł się wysłowić.
-Może usiądźmy.-zaproponowała Gryfonka, a kiedy już usadowili się wygodnie na zimnej podłodze po ścianą powiedziała:-No to teraz powiedz mi co się stało.
-Widziałem... Widziałem...-jąkał się, mając wzrok utkwiony w ścianie na przeciwko nich.
-Co widziałeś?
-Ginny całującą się z Nottem!-wybuchł w końcu po chwili ciszy zaczął szlochać.
Hermiona poczuła się jakby ją strzelił piorun. Ginny z Nottem? Nie, to na pewno nie jest prawda. A jednak... Nie mogła uwierzyć jak Ruda mogła to zrobić Diabłowi, który naprawdę kochał ją nad życie. Co? Źle jej z nim było czy jak? Przecież byli tacy zakochani w sobie... Będzie musiała poważnie z nią porozmawiać po balu, ale teraz trzeba zająć się biednym Blaise'em.
-Słuchaj, a może ci się przewidziało? Może to jakieś nieporozumienie?-spróbowała tej wątpliwej taktyki, ale Zabini widocznie nie był aż tak głupi, by w to uwierzyć.
-Tak.-prychnął ironicznie.-Przez przypadek stali tam na środku dziedzińca, obmacując się i wymieniając śliną.-zaśmiał się gorzko na to wspomnienie i wykrzywił twarz.
Hermiona uznała, że mówienie o tym w taki sposób nie było dobrym pomysłem.
-Może z nią pogadaj. Powiedz jej, że ją kochasz czy coś...
-Taa... I co to niby da?
-No nie wiem... Może zobaczymy ile dla niej znaczysz?
-Tak, a widać, że ona naprawdę bardzo się mną przejmuje.-ironizował.
-To ja już nie wiem co możesz zrobić... Ja nigdy osobiście nie byłam w takiej sytuacji.-westchnęła z rezygnacją.
-I nie chcesz, wierz mi...
-Może po prostu wrócimy do Wielkiej Sali, a dopiero później zastanowimy się co robić?-zaproponowała.
-Ech... Dobrze...
Powoli podnieśli się i ruszyli do sali.
Przed drzwiami zatrzymali się i Miona złapała chłopaka za ramiona, zmuszając go, by na nią spojrzał.
-Jesteś gotowy?-zapytała.
-Blaise szybko otarł łzy i wypuścił ze świstem powietrze z płuc.
-Tak, chodźmy...-wyszeptał, wyginając usta w lekkim, ale okropnie sztucznym uśmiechu.
Kiedy przekroczyli próg Wielkiej Sali muzyka nagle ucichła. "Co jest?"-pomyślała zdziwiona Miona.-"Coś z nami jest nie tak? Jesteśmy dziwnie ubrani? Nie, stop. Przecież każdy tutaj ma na sobie... niecodzienny strój, więc o co chodzi?"
Spojrzała na Zabiniego z nadzieją, że on jej to wyjaśni, jednak Diabeł był zajęty obserwowaniem czego innego. Herm zwróciła swój wzrok na uczniów i zauważyła, że oni nie patrzą na nich, tylko na scenę, a konkretnie na stół DJ'a. Dopiero teraz usłyszała dochodzące zza niego jęki bólu, ciężkie sapanie i krótkie, urywane warknięcia.

czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 23 - Dziwne...

Witajcie! Tak wiem, ze długo mnie nie było... Strzelcie mnie Avadą czy czym tam chcecie.
Nie miałam za bardzo czasu na pisanie, bo przez pierwsze ponad dwa tygodnie wakacji byłam na koloniach. No ale w końcu udało mi się dokończyć ten rozdział i publikuję go wam tu dzisiaj.
Dedykuję go ponownie mojej koleżance Marcie, która znowu była główną inspiracją i Aries XD za to, że ze mną wytrzymała. Ponieważ zauważyłam, że mało osób wchodzi zakładkę "Kącik Muzyczny", więc postanowiłam dodawać również przy rozdziale piosenki lub piosenkę przy której go pisałam, jednak zacznę od następnego rozdziału, ponieważ komputer mi się zacina.
Nie przedłużając zapraszam do czytania!


-I jak?-zapytała Pansy, podając Hermionie lustro, by mogła obejrzeć swoją twarz ze świeżo wykonanym makijażem.
Miona z lekkim strachem przed tym co zaraz zobaczy sięgnęła niepewnie po podawany jej przedmiot. Ostrożnie spojrzała na swoje odbicie i... odetchnęła z ulgą. Ślizgonka naprawdę się postarała i nie zrobiła z niej tapeciary. To naprawdę wielki postęp!
Herm miała cienką warstwę różu na policzkach, a usta pomalowane czerwoną jak krew szminką. Jej przepiękne, błyszczące się, czekoladowe oczy przyozdabiał wachlarz długich, czarnych rzęs, pociągniętych tuszem, a powieki przyozdabiał lekko iskrzący się, grafitowy cień.
Miona spojrzała na puszącą się z dumy Pansy i z wielkim uśmiechem na twarzy rzuciła się jej na szyję, ale nie po to, by wyssać z niej krew tylko, żeby ją przytulić.
-Dziękuję! Dziękuję!-krzyczała na całe gardło.
-Miona!-Parkinson złapała Gryfonkę za ramiona.-Opanuj się, bo wszystko rozmażesz!
-Okej...-Hermiona uśmiechnęła się lekko zawstydzona i wyrwała się przyjaciółce, biegnąc do drzwi.
-Tylko się nie zabij w tej sukience! Draco z trupem raczej nie będzie chciał iść na bal!-krzyknęła za nią czarnowłosa widząc, jak spódnica kreacji plącze się jej przyjaciółce pod nogami.
-Spokojnie!-odparła Herm ze śmiechem.-Nic mi się nie sta...
Pansy usłyszała głośny huk i po chwili zauważyła, że Miona leży jak długa na podłodze ze zdezorientowanym wyrazem twarzy.
-Właśnie widzę...-mruknęła ironicznie.-Idź już, bo nie zdążysz. Została niecała godzina.

***
Draco siedział na łóżku Hermiony w jej dormitorium, czekając na nią.
Podczas jej nieobecności zdążył już przeszukać wszystkie szuflady i zakamarki, nie pomijając oczywiście szafy, z której wyjął jeden z jej staników i paradował w nim przez dobre pół godziny, śpiewając na całe gardło sto lat. Jednym słowem nie nudził się. Nawet zdążył się przebrać w ten okropnie różowiutki garnitur... Fuj!
Za co Granger go tak ukarała? Przecież kupił jej przepiękną sukienkę i był nawet miły, co było już właściwie niewykonalne szczególnie, jeśli chodzi o jego stosunki z Gryfonką. Dzisiaj tylko raz na korytarzu przed salą do eliksirów nazwał ją szlamą, ale przecież nie mógł sobie pozwolić na życzliwość wobec niej w obecności Ślizgonów, bo by stracił od razu chyba ze sto punktów popularności. Ale w sumie... 
Po co on ma się starać, skoro ona go olewa, wyśmiewa i kupuje różowe garnitury? Koniec! Koniec z tym! Od teraz znowu będzie wredny, ironiczny, sarkastyczny i egoistyczny. Czyli będzie typowym Ślizgonem modelu o nazwie Malfoy. Uśmiechnął się pod nosem ironicznie.
Nagle usłyszał dźwięk otwieranych drzwi i do pomieszczenia wparowała roześmiana Miona. Jednak kiedy go zobaczyła stanęła jak wryta na środku pokoju, a uśmiech zszedł jej z twarzy. Draco przeleciał po niej szybko wzrokiem i stwierdził, że wygląda znośnie.
-Co ty tutaj robisz?-warknęła Herm, kierując się w stronę fotela, na którym po chwili usiadła. 
-Siedzę.-odparł beznamiętnie.-A ty masz zamiar iść na ten bal z taką szopą na głowie?
-Nie.-odpowiedziała i wyciągnęła różdżkę.
Jednym ruchem nadgarstka stworzyła sobie na głowie skomplikowany kok, z którego wyślizgiwały się pojedyncze loki, opadając jej na twarz. Smok tylko spojrzał na nią przelotnie i uniósł pytająco brwi, co ona zignorowała. Marszcząc gniewnie brwi odwróciła się w stronę lustra, by zobaczyć jak to wszystko razem na niej wygląda. Co chwila jednak zerkała na Draco, który najwidoczniej miał cały świat w głębokim poważaniu, ponieważ oglądał swoje paznokcie co chwila ziewając. Herm w końcu nie wytrzymała w tej ciszy i fuknęła gniewnie:
-Może byś cokolwiek powiedział?!
Malfoy spojrzał na nią równie lekceważąco co na bardzo irytującą muchę i spytał leniwie:
-Po co?
-Ponieważ...-Miona wzięła głęboki wdech.-Ja się staram wyglądać jak najlepiej, bo dla mnie ten bal jest czymś wyjątkowym, a jaśnie panu arystokracie nawet się nie chce ocenić jak ja w ogóle się prezentuję i czy nie będę przypadkiem przyćmiewać czystokrwistego blasku, bijącego od tych platynowych kłaków!-z Miony aż kipiało ironią i sarkazmem. Nigdy nie była tak zirytowana.
Smok jedynie uniósł brwi i popatrzył na nią z góry mimo, że siedział, a raczej leżał pośród puszystych poduszek na łóżku Gryfonki. Zjechał ją wzrokiem z góry na dół i podsumował:
-Da się patrzeć.-po czym wrócił do oglądania swoich idealnie równych paznokci.
-Grrrrrr...-Miona warknęła z bezsilnej złości. Spojrzała jeszcze raz na blondyna i rzuciła ironicznie.-Weź się uczesz, bo ci jeden kosmyk na czubku odstaje.
-Co?!-Draco zerwał się na równe nogi i podbiegł do lustra.Rzeczywiście! Spomiędzy starannie ułożonych włosów wystawało kilka niewymodelowanych.-Masz gdzieś tutaj grzebień?-spytał w panice.
-Nie używam grzebienia, ale jakiś jeden powinien być w pierwszej szufladzie biurka.
Smok prawie podleciał do mebla i zaczął przewalać jego zawartość, śpiewając pod nosem: Kiedyś cię znajdę...
Słysząc te słowa, kierowane najpewniej do grzebienia, Miona nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.
-Jest!-usłyszała zwycięski okrzyk.
Draco chyba zebrało się na wokalny koncert, bo zaczął cicho podśpiewywać: You are not alone I am stay with you...*
Herm ze śmiechu już prawie leżała na podłodze. Nagle usłyszeli pukanie do drzwi. Popatrzyli po sobie ze zdziwieniem. Żadne z nich przecież nikogo nie zapraszało. Zanim zdążyli powiedziec chociażby "proszę" do środka wmaszerowała Severia. Jednak zatrzymała się w pół kroku ze zgłupiałą miną, kiedy zauważyła swojego brata, a raczej to w co był ubrany. Po chwili ciszy, która wydaje się, że trwała kilka lat zwróciła swoje wielkie ze zdziwienia oczy na Herm i wskazując na Draco palcem zapytała z niedowierzaniem:
-On to z własnej woli włożył?-Miona tylko pokiwała twierdząco głową. Sevii szczęka opadła chyba do podłogi i tylko wyjęczała bezsilnie:-Salazarze dopomóż...
Uniosła wzrok do nieba i powoli wyszła, a raczej wypełzła.
Kiedy zamknęły się za nią drzwi Malfoy i Gryfonka ponownie popatrzyli po sobie. Hermiona z rozbawieniem, a Draco z wyrzutem. Spokój jednak nie trwał długo, bo po chwili do pokoju z powrotem wleciała jak mała torpeda Severka. W jednej sekundzie wyrwała niczego niespodziewającemu się Smokowi grzebień z ręki i pomknęła na korytarz, wrzeszcząc: Mnie nie dogonią, mnie nie dogonią!
-WRACAJ TU Z TYM GRZEBIENIEM!!!-wrzasnął Ślizgon na cały Hogwart i nie zastanawiając się pognał za siostrą.
Hermiona pokręciła ze zrezygnowaniem głową. Jak dzieci... Jej wzrok padł na stojącą obok jej łóżka parę trampek, która z pewnością nie należała do niej i zaśmiała się pod nosem.

***
   Harry szedł korytarzem w stronę lochów po Pansy. Za piętnaście minut miał się rozpocząć bal, więc korytarze były całkowicie puste, co bardzo mu odpowiadało ze względu na jego strój. Był to bardzo niewygodny frak czy coś takiego rodem z XVIII wieku. To coś co miał na sobie było koloru czerwonego wina i miało złote wykończenia i guziki z czego się akurat cieszył, bo Parkinson mogła mu kupić zielono-srebrny strój. Na nogach miał bufiaste, kremowe spodnie do kolan i białe podkolanówki z podwiązkami, których nie powstydziłaby się żadna panna młoda. To wszystko odbierało mu naprawdę dużo męskości. Na topach za to miał tego samego koloru... lakierki. Na szczęście nie posiadały kokardek (co bardzo go cieszyło). Ale za to miały wielkie, ciężkie złote klamry. Nie dość jeszcze, że wierzchnia część ubioru była okropna, to pod tym płaszczem czy czymś tam miał białą koszulę z bufiatymi rękawami, a na niej ciasną kamizelkę, haftowaną w jakieś zawijasy złotą nitką. Całego nieszczęścia dopełniał jakiś śliniak czy szmatka pod szyją z przyczepionym do niej jakimś czerwonym, błyszczącym kamieniem, która irytująco latała na wszystkie strony. Jednym słowem Koszmar przez wielkie "K".
Idąc jak na ścięcie do Parkinson usłyszał jakieś wrzaski i tupot stóp, który dobiegał z drugiego końca szerokiego korytarza. Zatrzymał się nasłuchując, a po chwili zobaczył siostrę Malfoy'a wybiegającą zza zakrętu. Dostrzegł, że trzyma coś w ręce, ale nie mógł rozpoznać z tej odległości co to.
-Ratunku!!!-wrzasnęła Severia na całe gardło.-Różowy pedał mnie goni!!!
Harry wytrzeszczył oczy i zrobił zdziwioną minę. "Jaki pedał? O co chodzi?"-pomyślał.-"Może ona wrzeszczy o mnie?". Spojrzał po sobie, ale nie zauważył nic różowego i tym bardziej wykrzywił twarz w niezrozumieniu. Po chwili jednak odpowiedź na jego pytania wypadła zza zakrętu i po wykonaniu długiego poślizgu przyozdobionego piskiem i machaniem na oślep rękoma wylądowała z hukiem na tyłku jakieś pięć metrów przed nim. Platynowe włosy ofiary wyglądały jakby żyły własnym, dosyć buntowniczym życiem, a białe skarpetki były w zasadzie czarne. "Zaraz..."-do Wybrańca coś dotarło.-"A gdzie on ma buty?"
-Malfoy?-zapytał niepewnie nie wiedząc, jak Książę Slytherinu na to zareaguje.
Draco uniósł strzelający błyskawicami wzrok na Harrego i warknął:
-Czego?!
Potter zawahał się, ale w końcu natura Gryfona przezwyciężyła lekki strach przed wyjątkowo w tej chwili agresywnym Ślizgonem i spytał:
 -Gdzie ty masz buty?
Malfoy spojrzał na swoje stopy, jakby widział je pierwszy raz w życiu i westchnął zirytowany. Przejechał sobie po twarzy dłonią w geście załamania i jęknął:
-Na Salazara... Granger!
Zwrócił jeszcze raz tym razem już spokojniejsze stalowe oczy na czarnowłosego i dopiero tera do niego dotarło, że Złote Dziecko nie wygląda tak jak zwykle.
-Potter, co ty masz na sobie?-zapytał z niedowierzaniem, śmiejąc się.
Harry lekko się zaczerwienił i skrzywił. "Malfoy'owi widocznie humor się poprawił..."-pomyślał z przekąsem i odpowiedział:
-Mslisz, ze ja mam pojęcie co to jest? Pansy kupiła mi to na bal.-Teraz Harry przyjrzał się dokładniej tarzającemu się ze śmiechu po posadzce Draconowi i spytał:-A ty dobrowolnie to co masz na sobie włożyłeś?
Malfoy momentalnie przestał się śmiać i zmarszczył brwi.
-Cicho siedź.-warknął, wstał i odszedł, zabierając ze sobą swoją urażoną dumę i zdeptane na placek ego.
Harry odprowadził zdezorientowanym wzrokiem Dracona do zakrętu, po czym wzruszył ramionami i ruszył do zapewne już wkurzonej jego nieobecnością Pansy.

***
-Malfoy! Gdzieś ty był?!-takim oto wrzaskiem przywitała Draco Hermiona w progu dormitorium.-Jak ty wyglądasz, człowieku?!
Na te słowa Smok ni stąd, ni zowąd wybuchł niepohamowanym rechotem. Ocierając łzy rozbawienia wykrztusił w końcu:
-Gdybyś ty widziała Pottera...-po czym znowu zaczął się śmiać.Miona tylko wywróciła oczami i sięgnęła po swoją różdżkę. Przy jej pomocy w jednej chwili doprowadziła Dracona do porządku. Przyjrzała mu się i stwierdziła, że wygląda jak... jak Malfoy w różowym garniturze. Nagle coś jej się przypomniało... Podeszła do swojego łóżka i wyciągnęła spod niego pudełko z butami. Z przebiegłym uśmieszkiem podała Ślizgonowi karton. On spojrzał na nią podejrzliwie i ostrożnie wziął do rąk opakowanie. Niepewnie uchylił wieko, a oczy wyszły mu z orbit. Wyjął ze środka obuwie, które okazało się błyszczącymi lakierkami koloru pudrowego różu. To już było la Draco tragedią, ale nie dość, ze buty były różowe to jeszcze miały kokardki tego koloru!
-Ja mam to założyć?-wyjęczał jak kapryśny nastolatek, który musi iść wyrzucić śmieci.
Po prostu nie miał już siły wrzeszczeć i się wykłócać o to co on ma nosić.
-Jeśli wolisz iść w skarpetkach to już twój problem.-odpowiedziała Herm, wzruszając ramionami.
Malfoy chcąc, nie chcąc z głośnym, zrezygnowanym westchnieniem założył "to ohydztwo" na stopy. Dobijał go jeszcze fakt, że te trepy były diabelnie niewygodne! "To jest tylko sen. Ja się zaraz obudzę i ten koszmar się skończy. Na pewno."-zapewniał się w myślach. Zamknął oczy na chwilę, ale gdy je otworzył ciągle był w pokoju Granger, w tym cholernym, różowym garniturze. Prychnął zirytowany.
-To co? Idziemy?-zapytała Miona.
-Idziemy, idziemy...-mruknął raco i podał Gryfonce ramię. Gdy Herm je przyjęła ruszyli do Wielkiej Sali.

***
Severia i Blaise stali przed wejściem do Wielkiej Sali, czekając na Hermionę i Dracona. Sevia wyciągała co chwila szyję, by zobaczyć cokolwiek nad ramionami i głowami innych uczniów, ale nie wiele jej to dawało. Spojrzała na swojego partnera, który wystawał pomiędzy wszystkimi jak jakiś równie chudy co tępy słup na pustkowiu
Zabini zamiast wypatrywać przyjaciół wbijał nienawistne spojrzenie w Notta który towarzyszył Ginny i trochę za bardzo się angażował.
-Blaise!-syknęła Sevka.
Diabeł wybudził się z transu i spojrzał na nią rozbieganymi oczami.
-Co?-zapytał.
-Weź zobacz z łaski swojej czy mój kochany braciszek i Miona nie idą.
Ślizgon wychylił się ponad tłum, lustrując każdego wzrokiem i szukając przyjaciela. Po chwili z niewiadomego powodu zaczął się nagle dusić ze śmiechu. Sevia spojrzała na niego dziwnie i zapytała:
-Co jet? Znalazłeś ich?
-Nie...-wykrztusił Zabini, ciągle się śmiejąc.
-To o co chodzi?-blondynka zaczynała się powoli niecierpliwić.
-Zobaczyłem Pottera.-powiedział z trudem i ponownie wybuchł śmiechem.
Severia wywróciła oczami i syknęła:
-Szukaj ich, a nie rżysz!
Mulat ponownie wyciągnął szyję i chwilę później znowu zaczął rechotać jak opętany.
-O co chodzi tym razem?-zirytowała się Malfoy'ówna.
-Znalazłem ich... Hahaha!!!
Po krótkiej chwili z tłumu przed nimi wyłonili się Draco i Hermiona.
Kiedy Sevka zobaczyła brata również nie mogła się powstrzymać i wybuchnęła śmiechem. Podczas, gdy Diabeł z Sevką naśmiewali się z Draco Hermiona przyjrzała się uważnie strojowi Severii.
Była to czarna sukienka sięgająca ponad kolana. Jej spódnica składała się z jednej części spodniej, którą u dołu przyozdabiały kokardy i falbanki, a na to jakby narzucone było coś, co przypominało krótki płaszczyk. Był on zszyty z sukienką i miał krótkie, bufiaste rękawy z kokardkami i koronką. Spod krótkich rękawków wychodziły drugie z długą falbaną na końcu i kokardami. Wszystkiego dopełniał gorset i haftowany kołnierzyk. Cała sukienka była sztywna dzięki znajdującej się pod nią konstrukcji z drutów. Oprócz swojej kreacji Sevia miała na sobie czarne lakierki i mroczny makijaż, który połączony z jej wręcz białą cerą dawał powalając efekt.
-Ślicznie wyglądasz.-powiedziała z uśmiechem do blondynki.
-Dzięki.-odparła, uspokajając się.-Ty też.
-Ej, Granger!-Miona usłyszała jęczący głos Dracona i spytała zirytowana:
-Tak, Malfoy?
-Czemu Diabeł ma normalny garnitur, a ja nie?-zapytał z wyrzutem.-Też chcę taki...
Gryfonka zauważyła dopiero teraz, że rzeczywiście Zabini miał na sobie najzwyklejszy, ciemnozielony garnitur z białą koszulę z żabotem pod spodem.Spojrzała na fochniętego Dracona i syknęła do niego:
-Ty się ciesz, że nie kazałam ci tu nago przyjść.
Draco otworzył usta w niemym szoku i spojrzał na nią ni to z wyrzutem, ni to z niedowierzaniem.
-Nie zrobiłabyś tego...-wyszeptał.
-Jesteś pewny?-spytała Herm, rozbawiona reakcją blondyna.
-Ale on...-zaczęła Severia, lecz już nie dokończyła, bo podbiegł do nich Malcolm Baddock i wysapał:
-Organizatorzy są... proszeni... na scenę...
Po tych słowach oparł ręce o kolana i przymknął na chwilę oczy.
Cała grupa równocześnie uniosła brwi i ruszyła przez zatłoczoną salę do podwyższenia. Draco i Severia zostali na dole, a Blaise i Miona wspięli się po trzech stopniach na górę. Hermiona, kiedy zobaczyła DJ'a, który siedział za stołem mikserskim była w niemałym szoku. Przecież ona o niczym nie wiedziała!
-Diable!-szturchnęła Mulata łokciem w żebra.-Skąd tu ten DJ?
Zabini zaśmiał się cichutko i szepnął w odpowiedzi:
-Ma się te znajomości...-puścił do niej oczko, po czym wyciągnął różdżkę i przytknął ją sobie do
szyi.
Wymruczał odpowiednie zaklęcie i zwrócił się do zebranych uczniów o wiele donośniejszym głosem.
-Witajcie wszyscy na pierwszym w tym roku szkolnym balu!-dalej Herm już nie słuchała, bo była zajęta obserwacją DJ'a.
Był to na oko dwudziestotrzyletni chłopak z czarnymi jak noc, cieniowanymi włosami do ramion i hipnotyzującymi, złotymi oczami, które się nienaturalnie świeciły. Jego twarz bardzo się Gryfonce spodobała. Miał mocno zarysowaną szczękę, pełne usta i prosty nos, chociaż nie aż tak idealny jak arystokratyczny narząd węchu Malfoy'a czy jego siostry, którzy stali obok siebie przed sceną. DJ był opalony, chociaż nie aż tak mocno. Jego skóra miała taką barwę, że w porównaniu do Blaise'a był bladym jak ściana trupem, a przy Draconie wydawał się wręcz murzynem. Ubrany był w czarne jeansy rurki, czerwone trampki i czarny T-shirt z wyszytym na nim wielkim, czerwonym smokiem. Według niej był szalenie przystojny i tajemniczy.
Z letargu brutalnie wybudziła ją burza oklasków. Zdezorientowana spojrzała na uśmiechniętego od ucha do ucha Blaise'a, który kierował się do zejścia z podestu. Miona czym prędzej podążyła za nim i już po chwili znalazła się na dole koło rodzeństwa Malfoy'ów.
-Zamierzam wygrać ten konkurs.-mruknął jej do ucha Draco.
Herm spojrzała na niego zdziwiona. "O co mu chodzi?"-zastanawiała się w myślach.
-Jaki konkurs?-zapytała na głos.
Smok spojrzał na nią jak na niedorozwiniętą umysłowo i odparł z lekkim wahaniem:
-No przecież Diabeł przed chwilą mówił o tym.
-Serio?
-Tak, ale ty byłaś zajęta robieniem maślanych oczu do tego chuderlawego DJ'a.- Malfoy skrzywił się i posłał czarnowłosemu chłopakowi nienawistne spojrzenie.
"Nie no, nie wierzę..."-pomyślała z niedowierzaniem Gryonka.-"Malfoy jest zazdrosny. Nie, to na pewno sen. To wszystko na pewno mi się tylko śni."
-Eee... To... Co Blaise mówił o ty konkursie?-zapytała niepewnie.
-A no tak!-Ślizgon zwrócił na nią swoje stalowe oczy i zaczął wszystko wyjaśniać.-Diabeł ogłosił, że para, która najpiękniej dziś zatańczy dostanie całodniową przepustkę do Londynu, na Pokątną. Ty jesteś prefektem naczelnym, więc wystarczy, że zrobisz maślane oczka do McGonagall i możesz szlajać się gdzie chcesz, a że ja nie mam takiego przywileju wygramy ten konkurs.
Herm spojrzała na niego jak na idiotę, którym z resztą był.
-Ty tak na serio?-zapytała z powątpiewaniem.
-No, a co?-spytał.
-No nie wiem czy przypadkiem przy tym nie pobrudzisz się niepotrzebnie szlamem.-mruknęła ironicznie.
-Raz mogę się poświęcić...-wzruszył ramionami
-Dzięki łaskawco...-syknęła ze złością.
Chciała odejść w stronę stolika, przy którym siedzieli Zabini i Severia, ale Malfoy uniemożliwił jej to, chwytając za ramię.
-Czekaj!-krzyknął.-Gdzie leziesz!
-Jak najdalej od ciebie!-warknęła gniewnie.
-Granger...-jęknął z bezsilności blondyn.-Nie chcesz mieć więcej korzyści z tego konkursu?
-W jakim sensie?-spojrzała na niego podejrzliwie.
-Przy okazji założymy się z Diabłem.
-I co to da?-Miona była coraz bardziej zirytowana, ale musiała przyznać, że zaciekawiło ją to, co mówił ten platynowy głąb.
-Chwila, daj wytłumaczyć...-mruknął Draco, nachylając się do jej ucha i odgarniając kasztanowe włosy, opadające jej na policzek, przez co Hermiona wzdrygnęła się lekko, ale nie ze wstrętu. Uśmiechnął się pod nosem widząc, jak na niego reaguje i zaczął cicho szeptać:-Zrobimy to tak...

***
Severia, Blaise, Harry i Pansy siedzieli na kanapach przy stoliku, obserwując bawiących się uczniów. Tak właściwie to Zabini świdrował wzrokiem Theodora, który opowiadał coś jego Wiewióreczce trzy stoliki dalej, Severka wypatrywała swojego brata, który najwyraźniej został z Mioną pod sceną, a Parkinson w sumie nie patrzyła na to co się działo dookoła, bo była zajęta swoimi długimi, pomalowanymi na czarno paznokciami. Jedynie Złote Dziecko co chwila parskało śmiechem na widok bardzo różnorodnych i wymyślnych strojów wszystkich zebranych. chyba najbardziej rozśmieszyły go stroje Crabbe'a i Astorii.
Vincent miał na sobie fioletową, brokatową marynarkę, czarne sponie od garnituru, rażąco różowe pantofle i zwykłą, białą koszulę, która wyglądała jakby przy trochę głębszym wdechu miała pęknąć w szwach. Gdyby tak rzeczywiście się stało to kilka stojących najbliżej osób oberwałoby guzikiem po twarzy.
Astoria chodziła ciągle naburmuszona, co nie było czymś nadzwyczajnym, ale tym razem powodem jej nastroju było to, co miała na sobie. A był to... habit zakonnicy. Widocznie Goyle, który był jej partnerem w tej sytuacji nie okazał się aż takim bezmózgiem. Dzięki niemu Greengras chociaż przez tą noc nie będzie się przechwalać swoim ubiorem i naturalnym pięknem, który niby posiadała. Tego wieczoru Harry po raz pierwszy i ostatni raz w życiu spojrzał na Gregorego z jako takim uznaniem.
Rozmyślania Wybrańca przerwało przybycie Dracona Lucjusz Malfoy'a alias Tlenionej Fretki i Hermiony. Kiedy obydwoje rozsiedli się wygodnie na jednej z kanap Blaise zapytał z ożywieniem:
-To kto bierze udział w konkursie?-spojrzał zachęcająco na Severię, ale ta jedynie lekko się skrzywiła i wyjęczała:
-Ale ja jestem za niska...
-A co to przeszkadza?-zdziwił się Zabini.-przecież nikt nie będzie na to zwracał uwagi.
-Tak...-syknęła sarkastycznie Severia.-Zwłaszcza, że ja ci nawet do ramion nie dosięgam!
-No, ale liczy się taniec! Czym ty się przejmujesz!?-Zabini mimo, że był cierpliwy mógł w jednej chwili stać się bardzo niemiłym Ślizgonem.
-Wiesz co...!-Severce już brakowało słów, dlatego tylko mierzyła się z Diabłem rozwścieczonymi spojrzeniami.-Niech już lepiej Draco i Miona zatańczą!
Na te słowa Blaise wybuchnął głośnym śmiechem. Blondynka popatrzyła na niego zdezorientowana. Czy ona powiedziała coś śmiesznego? Po chwili zauważyła, że po ustach Harrego i Pansy również błąka się uśmiech. Teraz to już całkowicie zgłupiała. O co im chodzi? W końcu jednak Zabini uspokoił się nieco i ocierając łzy rozbawienia wyjąkał:
-Prędzej ja bym świadomie pocałował Snape'a niż oni by razem zatańczyli...
Draco od razu żywo zainteresował się tym, co powiedział jego przyjaciel.
-Serio?-zapytał z uniesioną brwią i posłał Herm porozumiewawcze spojrzenie.
-No pewnie!-krzyknął pewny siebie i lekko urażony tym, że Smok mu nie wierzy Zabini.
-To co powiesz na taki zakład... Jeśli ja i Granger zdobędziemy pierwsze miejsce to ty na lekcji eliksirów pocałujesz starego nietoperza w usta, a jak z jakiegoś powodu nie uda nam się to...-nie dokończył, bo przerwał mu Blaise:
-...to wy na cały dzień zamienicie się ciałami!-wykrzyknął podekscytowany, a Malfoy popatrzył na niego z politowaniem.
-A skąd ty idioto wytrzaśniesz tak długo działający eliksir wielosokowy?-spytał, unosząc brwi.
-Zakosi się Snape'owi!-odparł niezrażony pesymistycznym nastawianiem do życia kolegi.-Na pewno ma w składziku coś takiego.
-Hej, a ja co będę z tego miała?-zapytała zirytowana Severka.
-Nic.-odpowiedział usłużnie Diabeł, co wywołało u Sevii groźną minę, która nie zapowiadała niczego dobrego.
-Wiesz...-zaczęła niewinnie, ale Draco już wiedział, że za tą maską słodkości i uległości kryją się najgorsze rzeczy.-Jeszcze nie pokazałam ci co potrafi ten garnitur, który masz na sobie...
-A co mi może zrobić głupi garniak?
-Więcej niż ci się wydaje.-wysyczała przez zęby Sevia i pociągnęła za zwisający z jego kołnierzyka sznureczek.
W jednej chwili wszystkie falbany i falbanki żabotu wystrzeliły do góry i otoczyły głowę zdezorientowanego Diabła tak, że nic nie widział. Jedynie słyszał jak wszyscy zebrani przy stoliku równocześnie wybuchają głośnym śmiechem. Jemu jednak wcale nie było wesoło...
-Ty mała żmijo!-wrzasnął, ale materiał szybko stłumił jego przepełniony wyrzutem głos.
-Co Diabełku?-zapytała słodko Sevria.-Nie słyszę cię...
"Ja ją kiedyś uduszę..."-pomyślał wkurzony Ślizgon.-"Draco miał rację... To jest diabeł wcielony... Zaraz... To ja jestem Diabłem!"
-Blaise, słyszysz mnie?-zawołał blondyn, a kiedy nieszczęsna ofiara pokiwała lekko głową kontynuował.-To jak z tym zakładem? Zgadzasz się?-ponowne potwierdzenie.
Wychowankowie Salazara uścisnęli sobie dłonie i Malfoy wstał.
-A ty gdzie?-zapytała ze zdziwieniem Herm.
-Jak to gdzie? Zapisać nas na listę!


*Tłumaczenie: Nie jesteś sam, jestem przy tobie...