poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 20 - Nienawidzę cię Granger...

 Witam! Przynoszę Wam tutaj kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba. Dedykuję go Avadce! Jest ona ze mną od prawie od samego początku i w pierwszym swoim komentarzu mianowała się fanką numer jeden. Oczywiście wszyscy komentujący i czytający są moimi numerami jeden! Dzięki Wam ma już koło sześciu tysięcy wyświetleń i prawie dwieście komentarzy! Dziękuję! Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzedni rozdziałem i mam nadzieję na jeszcze więcej pod tym. Ocenę oczywiście pozostawiam Wam. Mam nadzieję, że będziecie mieli wenę na komentowanie. Kocham Was wszystkich bez wyjątku i życzę z całego serca miłej lektury!
PS-przepraszam za spóźnienie. Kolejne rozdziały będą się ukazywały... Nie wiem kiedy, ale pewnie w odstępach dwutygodniowych w weekendy, ale nic nie obiecuję.
PS2-Z góry przepraszam za wszystkie błędy te, które są i te, których (chyba) nie ma :-D

 Przed oczami miał białą mgłę, wśród której poruszały się tanecznym krokiem jakieś postacie. Wytężył wzrok, ale nie mógł nim przebić otaczających go oparów.Zaczął machać rekami, ale i to nie pomogło. Zmarszczył brwi i popatrzył na mgłę w głębokim zamyśleniu. Naprawdę był ciekawy co się znajduje po drugiej stronie tej dziwnej zasłony. Ciekawość po prostu zżerała go od środka. Westchnął ze zrezygnowaniem i pokręcił głową. Nagle coś przykuło jego uwagę. Pod wpływem jego oddechu mgła się rozmywała! Uniósł brwi i zaczął dmuchać na opary. Po chwili nie było po niech śladu, a on stał na środku (jak się okazało) Wielkiej Sali z otwartymi ustami i wytrzeszczonymi oczami. To w ogóle nie przypominało miejsca, w którym zwykle jadał posiłki! Ściany i sufit były przyozdobione girlandami z dyń i szarfami, a dookoła latały duchy, co jakiś czas przenikając przez kogoś.Wokół niego pary uczniów w odświętnych strojach wirowały na parkiecie, a z niewidocznych głośników płynęły nuty walca. Rozejrzał się jeszcze raz po całej sali i zauważył, że wszyscy mają maski na twarzach. Przyglądał się każdemu z osobna, ale nikogo nie potrafił rozpoznać. Nagle poczuł uściska na ramieniu. Nie był mocny, ale stanowczy. Zanim się obejrzał już tańczył na środku pomieszczenia z piękną nieznajomą. Miała na twarzy czarną, haftowaną maskę z koronką na obwodzie, a jej włosy tworzyły misternego koka na czubku głowy, z którego wysunęło się kilka loków. Jej skóra była mlecznobiała i gładka, a usta pełne i zapewne miękkie. Jej szczupłą talię opinała ciasno czarna suknia z gorsetem. Draco patrzył na nią jak zaczarowany, wirując na parkiecie. W pewnej chwili dziewczyna uniosła rękę do twarzy i jednym, płynnym, szybkim ruchem ściągnęła maskę. Malfoy'owi szczęka spadła z hukiem na posadzkę i zamrugał kilka razy ze zdziwienia, po czym wrzasnął na całe gardło:
-GRANGER?!
Hermiona uśmiechnęła się do niego słodko i puściła figlarnie oczko. Zanim zdążył pozbierać szczękę z podłogi albo jakkolwiek zareagować dziewczyna rozmyła się w powietrzu, a razem z nią zniknęła reszta otoczenia.

***
-Draco! Draco! Obudź się!-usłyszał zirytowany głos i poczuł jak ktoś nim potrząsa.
Jęknął przeciągle i otworzył oczy. W tylnej części czaszki czuł potworny ból. Jakby ktoś wiercił mu tam dziurę młotem pneumatycznym i to bez znieczulenia. Dopiero teraz zauważył wiszących nad nim Theodora i Blaise'a. Obaj mieli zmarszczone brwi i ogólnie dziwne miny. Przyglądali mu się uważnie, przez co czuł się jakby obudził się w czasie operacji i widział pochylonych nad nim w skupieniu dwóch chirurgów.
-Stary!-odezwał się w końcu Zabini.-Co z tobą?! Wrzasnąłeś na całe gardło"Granger!" i zwaliłeś się na podłogę! Aż dziwne, że Snape tu nie przyleciał!!!
Smok dopiero teraz uświadomił sobie, że nie leży na łóżku, ale obok niego. Pozostało jeszcze jedno ważne pytanie...
-Gdzie ja jestem?-spytał, patrząc nieprzytomnie na kolegów.
-W swoim dormitorium.-odpowiedział Nott, kładąc z powrotem na posłanie kołdrę, którą Draco zrzucił podczas spadania..
-A ty Zabini? Co tu robisz?-Dracon odwrócił głowę w stronę Diabła.
-Ktoś cię musiał przenieść z Wielkiej Sali do lochów, bałwanie...-warknął poirytowany Blaise.
-Aa... Okej...-mruknął Malfoy i powoli wstał, podpierając się na łokciach.-Która jest godzina?
-Przespałeś cały dzień i całą noc.-powiedział Theodor.
-Serio?-zdziwił się Smok.-To co jeszcze tu robi Diabeł?
-Wrócił wieczorem, by zobaczyć co z tobą, ale dorwał się przy okazji do barku i usnął na moim łóżku.-wyjaśnił Nott.
-Aha... Czyli teraz idziemy na śniadanie?
-Smoku... Przespałeś śniadanie...
-Co?
-Spokojnie masz tu kanapki.-Blaise machnął ręką na talerz, leżący na biurku.
Malfoy'owi nie trzeba było dwa razy tego powtarzać. Jednym susem doskoczył do jedzenia i zaczął pałaszować. Ależ on był głodny! Po kilku minutach na biurku n ie było kompletnie NIC.
-Hej!-zawołał Theo.-Talerz tez zżarłeś?!
-Nie, odesłałem do kuchni.-odpowiedział Draco.-To która jest w końcu godzina?
-Za dwadzieścia minut dwunasta.
-Czemu w nie jesteście na lekcjach?!-Smok zmierzył ich groźnym spojrzeniem.
-A co my jesteśmy? Gryfoni?-oburzył się Zabini.
-Dobra...-westchnął Draco i przeczesał sobie włosy. Nagle znieruchomiał w połowie ruchu i popatrzył na kolegów przerażonymi oczami.-Na gacie Merlina!!!
Wrzasnął na cały Slytherin i rzucił się w stronę drzwi. Wpadł na nie całym ciałem i odbił się od nich, ponieważ były zamknięte. Szybko się podniósł, chociaż tyłek bolał go niemiłosiernie i nacisnął klamkę.
-Zabini chodź!-krzyknął przez ramię i już go nie było.
Diabeł i Theodor popatrzyli po sobie i unieśli brwi. Coś ostatnio Draco wydawał się być niezbyt zdrowy psychicznie. Chcąc, nie chcąc Blaise westchnął i pobiegł za przyjacielem.
Kiedy wpadł do pokoju wspólnego wszystkie spojrzenia spoczęły na nim. Rozejrzał się dookoła, ale nigdzie nie zauważył blond czupryny arystokraty. Zmarszczył brwi, zastanawiając się gdzie ten baran mógł tak pędzić. Nagle spłynęło na niego olśnienie... Trzasnął się w czoło, co wywołało u obserwujących go dziwny wyraz twarzy i ruszył do Wielkiej Sali. Przecież dzisiaj wieszają dekoracje na bal!

***
Otworzył z hukiem wielkie wrota i wleciał jak torpeda do sali. Wyhamował z piskiem podeszw na środku pomieszczenia i rozejrzał się dookoła. Pierwsze co zauważył to pełno ozdób walających się wszędzie, a potem jego wzrok padł na Ginny i Harrego, próbujących wyplątać się z czarnego materiału. 
-Potter!-krzyknął, machając ręką do Wybrańca..-Gdzie Draco?
-Hermiona wygłasza mu kazanie!-odpowiedziało Złote Dziecko.
Diabeł zmarszczył brwi. Popatrzył dookoła jeszcze raz i zauważył w końcu dwójkę wrogów.Miona miała jak zwykle wielką szopę na głowie, a jej twarz wskazywała na to, że nie jest w najmniejszym stopniu zadowolona. Za to Smok miał minę zbitego psa i zezował na przytknięty do jego nosa wskazujący palec Gryfonki. Na twarz Zabiniego wypłynął szeroki, lekko zadziorny uśmiech. Westchnął i podszedł do kłócących się. Kiedy był kilka metrów od nich, usłyszał:
-Jak ja cię nienawidzę!!!
-Nawzajem.
-Jeszcze mi tu pyskujesz?!
-Ale czemu się drzesz?! Przyszedłem tutaj nawet przed czasem!
-Ale to ja musiałam wyciągać cię z bagna!
-I co z tego?
-Mam ciebie dość!-wrzasnęła Herm.-Idź do Hagrida po dynię!-pokazała palcem drzwi.-Obiecał, że ją na dzisiaj wydrąży...
Malfoy pokiwał pojednawczo głową i uciekł z Wielkiej Sali. Blaise powiódł za nim wzrokiem i zwrócił głowę w stronę Hermiony.
-Hej, Mionka! Co to za krzyki?-zawołał wesoło, za co został spiorunowany wzrokiem.
-Diable... Weź ty lepiej znajdź Severię, bo gdzieś się zawieruszyła i nie skacz mi tutaj.
-Ale ja nie skaczę...-Zabini zamyślił się głęboko nad jej słowami.
-Nie rżnij głupa, tylko znajdź Severię!-wrzasnęła wyprowadzona z równowagi.
-Dobrze... Już lecę...-powiedział i tak jak Draco kilka minut temu dosłownie zwiał z sali, zostawiając na środku pomieszczenia pannę Granger, która najwidoczniej wstała lewą nogą.

***
Dracon szedł przez wysokie trawy na błoniach w stronę chatki gajowego. Granger akurat teraz musiała go wysłać po tę głupią dynię! W ogóle nie zauważyła, że leje jak z cebra i nie widać nic oprócz czubka swojego nosa. Na szczęście Hagrid miał zapalone lampy w swoim domu, więc było widać chociaż jakiś jasny punkt. Smok wyglądał gorzej niż mokry pies. Włosy kleiły mu się do twarzy i co chwila musiał je odgarniać, bo wpadały mu do oczu. Całe ubranie miał przemoknięte, a w butach mu chlupało. Na dodatek wiał mocny wiatr, który smagał mu twarz kroplami deszczu jak biczem. Draco nie wyglądał jak mokry pies. On wyglądał stary, mokry mop.
W myślach przeklinał swoją głupotę, bo nie chciało mu się nawet schodzić do lochów po płaszcz. Objął się ramionami i tak brnął przez tą ulewę. Pochylił głowę, by ochronić twarz przed wodą i zaczął szczękać zębami z zimna. Skulił się jak najbardziej i przyspieszył. Nagle poczuł jak jego głowa zderza się z czymś twardym. Jęknął i pomasował się po obolałym miejscu. Podniósł lekko poszkodowaną część ciała i rozchylił zaciśnięte powieki. Przed nosem miał drzwi do chaty gajowego. Uniósł rękę i mocno zapukał. Po chwili z domku wyszedł Hagrid i zapytał:
-Czego chcesz?
-Przyszedłem po dynię.-odpowiedział.
Półolbrzym pokiwał głową, odwrócił się i przeszedł na drugi koniec izby. Po chwili wrócił z wielką, wydrążoną dynią. Draco wytrzeszczył oczy, ale niepewnie wyciągnął ręce i przejął ciężar ozdoby. Kolana się pod nim ugięły, ale dzielnie to wytrzymał i tylko wystękał:
-Na Salazara... Jakie... To... Ciężkie...

***
Draco odstawił dynię na podłogę w holu i odetchnął z ulgą. Jakie to było ciężkie! Aż dziwne, że mu kręgosłup w połowie drogi nie strzelił! Potrząsnął głową, próbując pozbyć się nadmiaru wody z włosów. Westchnął ciężko i popatrzył na ozdobę, która szczerzyła do niego szczerbate zęby, wycięte w skórce. Prychnął głośno i podniósł ją z posadzki. Z trudem powoli ruszył do Wielkiej Sali. Największym wyzwaniem były dla niego schody mimo, że musiał pokonać tylko jedną kondygnację. Dynia całkowicie zasłaniała mu widok, więc nieraz prawie się wywalił. Kiedy w końcu doszedł do Wielkiej Sali ręce go strasznie olały, a nogi kompletnie odmawiały posłuszeństwa. Niestety na jego nieszczęście drzwi były zamknięte. Próbował przełożyć dynię do jednej ręki, ale po kilku nieudanych próbach zrezygnował. Zmarszczył brwi i warknął zirytowany. Jak on nie znosił takich sytuacji! Ze złości kopnął przeszkodę, zagradzającą mu przejście. Ku jego zdziwieniu wrota po chwili się uchyliły, a przez szparę wyjrzała najpierw szopa poplątanych loków, a dopiero potem twarz jej właścicielki. 
-Malfoy właź!-warknęła Hermiona i otworzyła szerzej wrota.
Draco wszedł, a raczej wgramolił się do środka i postawił dynię na podłodze. 
-Potter! Nie wierć się!-spojrzał w stronę, z której dobiegał mocno zirytowany głos.
Pod ścianą stała wysoka drabina, którą podtrzymywały Ginny i Severia. Obydwie zaciskały mocno ręce na metalu i patrzyły w górę. Na szczycie wyżej wspomnianego przedmiotu stał Blaise, który miał niezbyt zadowoloną minę i co chwila zerkał w górę spod brwi. Jednak nie to zamurowało Dracona. Na barkach Zabiniego siedział Potter i wyciągał się, by zawiesić czarny materiał na wystającym ze ściany gwoździu. 
-Tak!!! Udało się!-krzyknął Harry, kiedy udało mu się umieścić tkaninę w docelowym miejscu.
Z radości zaczął machać rękami i wiercić się na ramionach Diabła.
-Potter... Złaź!-wystękał Blaise,próbując utrzymać równowagę.
Przecież zaraz przez tego bliznowatego idiotę spadną!
Smok podszedł pod samą drabinę i tak jak dziewczyny zadarł głowę do góry. Jego usta wygięły się w lekkim uśmiechu. Niecodziennie widzi się Zabiniego przepychającego się z Potterem na szczycie chwiejącej się drabiny. Jednak ten głupawy wyraz zszedł mu z twarzy, kiedy Harry za mocno wychylił się do tyłu i stracił równowagę. Oczy Dracon rozszerzyły się do rozmiarów talerzy, ponieważ Wybraniec leciał prosto na niego. Kierowany jakimś dziwnym impulsem wyciągnął przed siebie ręce i po chwili poczuł na nich ciężar Złotego Dziecka. Stęknął głośno, bo Potter mało nie ważył. Harry spojrzał na niego jak na kosmitę. Po chwili jednak otrząsnął się z szoku i uśmiechnął się do osłupiałego Smoka. Po krótkim zastanowieniu (a raczej jego braku) zarzucił mu ręce na szyje i powiedział zmysłowym głosem:
-Dziękuję za uratowanie mi życia... Mój ty bohaterze...-puścił do niego flirciarsko oczko.
Malfoy patrzył na niego przez chwilę z dziwnym wyrazem twarzy, jakby trzymał coś obrzydliwego, a potem ni stąd, ni zowąd po prostu go puścił. Harry z cienkim piskiem i głośnym hukiem spadł na twardą posadzkę, a Draco mruknął:
-Mogłem cię nie łapać...
Odwrócił się i odszedł, a Wybraniec patrzył za nim ze smutną miną zawiedzionej dziewczyny.
-A ja cię tak kochałem...-szepnął.
Jego melancholię przerwał gromki wybuch śmiechu, dochodzący z góry. Potter zacisnął szczęki i spojrzał na Blaise'a, który umierał na szczycie drabiny ze śmiechu.
-Zamknij się! Ja tu opłakuję nasz związek!-warknął.
Odpowiedział mu jedynie jeszcze głośniejszy rechot.

***
Draco wsunął ręce do kieszeni i minął dynię, którą kilka minut temu postawił na podłodze. Po co on łapał Pottera? Mógł spaść i byłoby po kłopocie, a tak musi się dalej z nim użerać. Pokręcił głową i parsknął krótkim śmiechem. Jaki on jest głupi...
Nagle zauważył kawałek białego futra, znikającego za uchylonymi drzwiami. Zmarszczył brwi. Od kiedy futerka tak po prostu sobie chodzą? Podążył za puchatym "cosiem" i już po chwili znalazł się na korytażu. Nie było tu nic oprócz białej kotki ze stalowymi oczami.
-Sorbet? Co ty tu robisz kłaku?!-zapytał Smok, podchodząc do zwierzęcia.
Po chwili trzasnął się z całej siły dłonią w czoło.
-Co ja robię?!-spytał sam siebie.-Czemu ja gadam z kotem?! Niedługo oszaleję...
Nawet nie zauważył kiedy kotka podeszła do niego i zaczęła ostrzyć sobie pazurki o jego nowe spodnie. Spojrzał na nią ze złością i obrzydzeniem.
-O nie sierściuchu! To markowe jeansy!-pogroził jej palcem.
Pochylił się i podniósł ją z podłogi. Jaka ona była ciężka! Granger karmi ją sterydami, czy jak?!
Nie zwracając uwagi na nizadowolone miauknięcie ruszył do dormitorium prefektów.

***
Odsunął na bok ciężki gobelin i popatrzył na niezliczoną ilość schodków, prowadzących do salonu. Jęknął w duchu. "Czemu wszędzie, gdzie jest jakiś Gryfon automatycznie musi też być pełno stopni?!"-pomyślał z rezygnacją, pomieszaną z głęboką irytacją.
Westchnął ciężko i zaczął wspinać się do góry. Po kilku przekleństwach i jękach dotarł do uchylonych drzwi głównego pokoju. Otworzył je szerzej i bezceremonialnie wepchnął Sorbet do środka w akompaniamencie jej miauknięcia. Nie patrząc na nią zatrzasnął z hukiem drzwi i skrzywił się. "Czemu Granger nie może pilnować tego kołtuna?! Tylko on musiał latać za tą imitacją kota, bo tej szczocie nie chciało się zamknąć drzwi!"-krzyczał w myślach.
Ani się obejrzał, a już był dwa korytarze od dormitorium prefektów. Nagle znieruchomiał w połowie kroku, a było to spowodowane zachrypniętym głosem należącym do osoby, która nie była tutaj mile widziana zwłaszcza w tym momencie.
-Stój!
Odwrócił się, a na jego twarzy wymalował się wyraz przerażenia. Kompletnie zapomniał, że ma obłocone buty i mokre ubranie! Wynikiem tego były błotniste ślady na posadzce za nim. Jednak to nie było najgorsze... Najstraszniejszy był Filch, pędzący w jego stronę i wymachujący miotłą. Malfoy nie zastanawiał się w ogóle, tylko rzucił się do ucieczki. Jeśli woźny go złapie to zarobi tygodniowy szlaban!
-Nie uciekaj!
Słysząc to jeszcze bardziej przyspieszył. Ledwo wyhamował na zakręcie, ale pędził dalej. Byleby tylko nie zostać złapanym! Skręcił jeszcze raz i wskoczył do pierwszego od prawej schowka na miotły. Słyszał, że Filch coraz bardziej się zbliża, a on przecież zostawił mokre ślady na podłodze! Szybko wskoczył za jakieś pudła i przykrył się stara szmatą. Usłyszał jak woźny naciska klamkę i wchodzi do środka. Wstrzymał oddech, czekając na kolejne wydarzenia. Przez chwilę panowała cisza, a potem rozległ się niezadowolony głos woźnego:
-Niech to szlag... Do diabła z tym szczeniakiem...
Po tych słowach drzwi trzasnęły, a on został sam w schowku. Odrzucił na bok szmatę i usiadł wśród kartonów. Odetchnął z ulgą. Jednak jego spokój nie trwał długo...
Nagle poczuł jak coś koło niego się poruszyło spojrzał przestraszony w tamtą stronę, ale nic nie zobaczył oprócz ciemności. Sekundę potem został brutalnie przygnieciony przez coś ciężkiego i dyszącego. Po chwili poczuł na szyi mocny uścisk, a napastnik usiadł na nim okrakiem. Jego przerażenie wzrosło, kiedy ta postać zaczęła go całować po całej twarzy!

wtorek, 7 kwietnia 2015

Brak czasu...

Przepraszam wszystkich razem i każdego z osobna, ale nie mam po prostu czasu na pisanie, a w tamtym tygodniu w ogóle nie miałam weny, więc kolejny rozdział to na razie ruina. Mam na dzieję, że mi to wybaczycie i napiszecie pod kolejną notką duuuużo komentarzy. Możecie mnie strzelić Avadą, ale po prostu nie pstryknę palcami i samo się napisze. Obiecuję za to, że ten rozdział będzie dłuższy niż poprzednie, ale ukaże się dopiero w sobotę lub niedzielę. No ja wiem, że już czekacie prawie trzy tygodnie. Wiem też, że jestem okropna, ale i tak mnie kochacie.
Postaram się nie zawieść was.

Wasza Essentia Lepore.

poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 19 - Pech

Witajcie!!! Na początek chciałaby zaznaczyć, że jak napisaliście pod kilkoma postami komentarz, to nie znaczy, że potem już nie musicie pisać. Oczywiście rozumiem, że macie swoje zajęcia. Jednak ogłaszam to tak na jakby co. A teraz przejdźmy do konkretów.
Ten rozdział dedykuję mojej niezastąpionej Rabelle Qere (przepraszam Cię, ale nie mam na klawiaturze "e" z kreseczką na górze). Ona jako jedyna pisze nawet po kilka komentarzy pod każdym postem. Dziękuję Ci za to Rabelle!!! Dziękuję też za wszystkie inne komentarze i za to, że tu wciąż jesteście!
Następny rozdział pokaże się pewnie za dwa tygodnie, ponieważ mam przez najbliższe dni nawał konkursów. Tak czy siak... ZAPRASZAM NA ROZDZIAŁ!!!

Hermiona patrzyła z uniesioną brwią na Malfoy'a, który szczerzył się jak idiota. Wzrok wlepiał w krzaki przed sobą i wyglądał jakby się zaciął. Dobrze, że nikt oprócz niej tego nie widział, bo od razu wysłano by go do wariatkowa. Przekrzywiła zabawnie głowę, przyglądając mu się uważnie, ale nie drgnął nawet o milimetr.Z wahaniem wyciągnęła rękę, by pomachać mu nią przed oczami, ale nagle wybudził się z transu i potrząsnął głową. Hermiona odskoczyła do tyłu, przestraszona reakcją chłopaka i popatrzyła na niego, marszcząc brwi. Draco ponownie spojrzał w ten niewidoczny dla Herm punkt i wrzasnął odkrywczo, jakby właśnie wymyślił sposób na podróż w czasie:
-SZMATA!!!
Malfoy wypadł z krzaków jak torpeda, potykając się po drodze i popędził przed siebie, machając rekami jak opętany. Dobiegł do zarośli i zaczął w nich grzebać. Herm wywróciła oczami i ruszyła za Ślizgonem. Było tylko jedno wyjaśnienie jego zachowania... Zwariował!!! Najpierw wlepia się w krzaczyska przed sobą, a potem leci w ich stronę jak wariat, krzycząc: szmata!!!
-Granger, zobacz!-usłyszała ożywiony głos wyżej wspomnianego szaleńca.
Spojrzała na niego i tylko westchnęła z rezygnacją. Draco szczerzył się do niej, jakby dostał pod choinkę tonę cukierków i trzymał w wyciągniętej do góry ręce kawał brudnego materiału.
-No i po co ci ten łach?-zapytała, patrząc z irytacją na szeroki uśmiech chłopaka.
-Jak to po co?-zapytał oburzony jej nastawieniem.
Sięgnął do tylnej kieszeni spodni i wyciągnął z niej buteleczkę z ciemnego szkła, w której był jakiś płyn. Dziewczyna popatrzyła na naczynie, a potem na szczerzącego się od ucha do ucha Dracona i uniosła brew. Ślizgon załamał ręce i aż jęknął z irytacji. A niby Granger jest taka mądra i domyślna!
-Kobieto!-krzyknął.-To jest eter! Wiesz co to jest eter?!
-Wiem, ale nie wiem po co ci on teraz, skoro kilkanaście metrów stąd jest wielka sklątka.-odparła.
Smok westchnął ciężko i pokręcił głową z rezygnacją.
-A jak myślisz... Po co mi ta szmata?-spytał, unosząc wyżej materiał.
-Żeby mieć w co się ubrać?
-Nie! Nasączę szmatę eterem!
-No i po co?
-Ty jesteś taka głupia czy tylko udajesz?!-wykrzyknął, czerwieniejąc na twarzy i zaciskając pięści ze złości.-Eter to silny środek odurzający! Jeśli chwilę będę trzymać tę tkaninę przy... przy tym, czym ten potwór oddycha, to on zaśnie! Straci przytomność!-zaczął machać rękami, wrzeszcząc na całą puszczę.
-No dobra! Rozumiem! Tylko skąd ty wytrzasnąłeś ten eter?!
-Buchnąłem siostrze. Ona ma w domu zamiast pokoju bazę pancerną! Diabeł ma na nią zły wpływ...
-Okej... To jak ten swój "genialny" plany wprowadzisz w życie, geniuszu?
-Wlezę na drzewo i zeskoczę na grzbiet tego obrzydlistwa!-uniósł dumnie podbródek.
-A jak to tu zwabisz?-uniosła pytająco brew.
-Do tego właśnie ty mi będziesz potrzebna...-uśmiechnął się do niej krzywo, zacierając ręce.
Miona spojrzała na niego z niezrozumieniem, które chwilę później zamieniło się w przerażenie.
-O nie! Nie zrobię tego! Nie ma mowy!-krzyknęła.
-A właśnie, że zrobisz!-odparł Draco, wspinając się na rosnące obok drzewo.
Ale ja nie chcę!-jęknęła, patrząc za nim w górę.
-I tak nie masz wyboru!-dobiegła ją odpowiedź siedzącego pośród gałęzi Smoka.
-Jak ja cię nienawidzę...-warknęła przez zaciśnięte zęby i ruszyła na poszukiwanie wielkiej sklątki tylnowybuchowej.

***
Dlaczego to akurat ona ma robić za przynętę?! Niech sobie sam zwabia ta bestię!!! Jego plan, jego problem! Że niby ona musi się poświęcać, bo szanowny pan arystokrata nie chce narażać swojego świętego tyłka! Niedoczekanie!
Szła szybko przed siebie, w myślach wyzywając Malfoy'a od najgorszych. Nawet nie patrzyła w którą stronę zmierza było jej wszystko jedno. Nagle coś złapało ją za nogę i straciła równowagę. Upadła akurat w wielką kałużę, mocząc sobie wszystko. Zerknęła na swoją kostkę i warknęła zirytowana.
-Niech cię szlag Malfoy...-wysyczała przez zęby, spoglądając na kolczaste pnącze, które owinęło się wokół jej nogi. Usiadła i odplątała roślinę, przy okazji ją rozrywając. Spojrzała na swoją poszkodowaną kończynę i zmarszczyła brwi. To zielsko zostawiło na jej skórze małe, ale głębokie rany.Z niektórych sączyła się wolno krew, plamiąc jej skarpetkę. Poczuła czyjąś obecność za plecami i westchnęła z irytacją.
-Co Malfoy? Przyszedłeś patrzeć na moje nieszczęście, zamiast siedzieć na tym drzewie?-spytała, odwracając głowę.
To co zobaczyła sprawiło, że wytrzeszczyła oczy i otworzyła usta, z których wydobył się histeryczny wrzask. Nie był to zwykły krzyk, ale pisk naprawdę przerażonej dziewczyny. Czemu ona musi mieć takiego pecha?!
Nad nią stałą wielka, obrzydliwa sklątka.
Hermionie zachciało się płakać. Przez głupiego Malfoy'a teraz leży pod ogromnym robalem i ryczy ze strachu.
Nagle kątem oka zauważyła coś dziwnego. Ta sklątka kulała! Biedna bestyjka miała złamana nogę! Herm spojrzała na potwora i uśmiechnęła się do niego. Wyciągnęła ostrożnie rękę i delikatnie dotknęła grubego pancerza kończyny stworzenia. Nie zareagowało. Nie odsunęło się ani nie zaatakowało. Powoli podniosła się z ziemi, podpierając się rekami. Może ta bestia nie była bestią? Kiedy stanęła na nogach, sklątka ciągle trwała w tej samej pozycji. Po chwili zrobiła coś, co kompletnie ją zaskoczyło. Potwór zgiął tylne nogi jakby chciał, by go dosiadła. Najpierw się wahała, zastanawiając się, czy to bezpieczne, ale w końcu po dłuższej chwili niepewnie przerzuciła jedną nogę przez ciało sklątki. Ostrożnie usiadła na jej grzbiecie, a ona się wyprostowała. Miona uczepiła się mocno pleców stworzenia, a ono powoli ruszyło. Po kilku krokach jednak wystrzeliło do przodu. Siła z jaką poleciały w przód sprawiła, że Herm prawie spadła ze swojego "wierzchowca". Za nim się obejrzała były już na miejscu, z którego wyruszyła.
-Malfoy!-zawołała, wypatrując pośród liści platynowej czupryny chłopaka.
Nagle coś ciężkiego spadło na nią z góry i zaczęło ją dusić. Szarpała się, próbując zrzucić napastnika, jednak nic to nie dawało. Po kilku sekundach walki uścisk na jej szyi się rozluźnił i usłyszała zdumiony do granic możliwości głos:
-Granger?!
-Tak! Granger, baranie!-zawołała z irytacją w głosie.
-Na czym ty do cholery siedzisz?!-Draco zadał najgłupsze pytanie z możliwych.
-Na sklątce tylnowybuchowej.-odparła przesłodzonym głosem, patrząc na niego przez ramię.
-Że co?!-wydarł się.
-Ty jesteś głuchy czy jak?!
-Nie głuchy, tylko zszokowany!
-Dobra.-skoro już sobie wszystko wyjaśniliśmy to możemy wracać.-uśmiechnęła się do niego chytrze przez ramię.
-Zaraz, zaraz... Ty chcesz wracać na tym czymś?!-wytrzeszczył na nią oczy.
-Oczywiście. Wiesz jaki to ma odrzut?
-Coś mi się wydaje, że zaraz poleci do przodu ten nasz "pojazd".-wyjąkał, czując jak sklątka przygotowuje się do odpalenia.
-Połóż ręce na mojej talii.-powiedziała, a widząc minę chłopaka dodała.-No już! Zrób to!
Draco objął Gryfonkę i przylgnął do jej pleców jak bluszcz.
-Malfoy! nie przylepiaj się tak!-usłyszał rozzłoszczony głos dziewczyny, ale nie zdążył powiedzieć, bo już po chwili leciał z prędkością rakiety pomiędzy drzewami. Ten robal miał naprawdę niezły odpał!
Po kilku wybuchach i cienkich piskach Dracona byli już na skraju lasu, przed chatką Hagrida.
Smok zszedł z ich nietypowego środku transportu na drżących jak galareta nogach. Po kilku krokach nogi się pod nim ugięły i padł na trawę.
-Nigdy więcej...-wysapał.
Obrócił głowę na bok, by zobaczyć jeszcze jak Hermiona zeskakuje z tego diabła wcielonego z uśmiechem na twarzy i pędzi w stronę czekającego na nich gajowego. Wypuścił ze świstem powietrze z płuc. Spojrzał na niebo i zmarszczył brwi. Czyżby byli w tym zakichanym lesie całą noc? Kolory chmur i słońca świadczyły o tym, że zbliża się świt. A skoro jest już ranek to...
-Granger! śniadanie!-krzyknął, zrywając się na nogi.
Hermiona spojrzała na niego i również oprzytomniałą. Równocześnie rzucili się w stronę szkoły.

***
Wpadli przez drzwi do holu i podparli się rękami o kolana. Oddychali ciężko, włosy mieli zlepione od potu, a nogi bolały ich niemiłosiernie. Byli zdyszani jak nie wiadomo co, ponieważ jak głupi pędzili przez całe błonia, nie zwalniając nawet na chwilę. Popatrzyli po sobie i parsknęli krótkim śmiechem, po którym nastąpił długi atak kaszlu. Kiedy się w końcu uspokoili, ruszyli zgodnie do Wielkiej Sali, nie zważając kompletnie na swój wygląd.
Wlekli się jak ślimaki, co chwila wpadając na ściany, albo co gorsze na siebie. Takim zderzeniom towarzyszyły warknięcia: "Uważaj Malfoy!" albo "Jak leziesz Granger?!". Po dłuższym czasie jednak doszli, a raczej doczołgali się do wrót docelowej sali i otworzyli je z wielkim trudem na oścież. Kiedy wkroczyli do środka wszystkie spojrzenia zwróciły się na nich. Zapadła cisza, którą przerwał jedynie dźwięk tłukącego się szkła. Nikt się nie odzywał, tylko wszyscy wpatrywali się jak zahipnotyzowani w dwie postacie stojące w progu Wielkiej Sali. Niezręczne milczenie przerwała McGonagall, która podeszła szybkim krokiem do dwóch ofiar losu.
-Malfoy! Granger! Jak wy wyglądacie?!
-Jakbyśmy się pół nocy szlajali po Zakazanym Lesie, zwiedzając wszystkie napotkane kałuże, co chwila się wywalając i wpadając do bagna.-odparł usłużnie Draco.
-Proszę mi tu takich bzdur nie opowiadać, panie Malfoy!-profesor od transmutacji zmarszczyła brwi.
-Ale on mówi prawdę...-wychrypiała Hermiona, podpierając się na barku Dracona.
Malfoy schylił się lekko i zdjął jeden z butów.
--Mamy nawet trochę tego mokradła na dowód...-powiedział, chytrze się uśmiechając i wylał zawartość swojego obuwia na posadzkę.
-Dobrze... Wierzę panu, panie Malfoy...-westchnęła ciężko McGonagall i oczyściła ich ubrania zaklęciem.-Proszę siadać. Za chwilę odbędzie się losowanie.
Ślizgon i Gryfonka zgodnie jęknęli i skierowali się do swoich stołów.
-Miona!
Herm zobaczyła machającą do niej Ginny i po chwili już siedziała koło niej.
-Gdzie ty byłaś?-zapytała ruda, podczas gdy Hermiona ładowała sobie na talerz wszystko, co było w zasięgu jej ręki.
-Na szlabanie z Malfoy'em.-wymruczała z pełnymi ustami.
-Co?!
-Czemu się dziwisz? Nie poszłam z tym durniem do Zakazanego Lasu tylko dlatego, że mi się nudziło!-spojrzała na przyjaciółkę jak na wariatkę.
-Uwaga!-po sali rozniósł się głos Blaise'a.-Zaczynamy losowanie! Proszę o podejście tutaj Draco Malfoy'a i Hermionę Granger!
Obydwoje uczniów jęknęło z niezadowoleniem. Nawet nie zdążyli się najeść! Ruszyli powoli w stronę podwyższenia, a Zabini mówił dalej:
-Może najpierw wyjaśnię resztę zasad... Otóż losowanie odbędzie się w następujący sposób: nasza niezastąpiona Miona będzie losować imię dziewczyny, a zawodowy zrzęda roku, czyli Smok jej...
-Ja ci dam zrzędę...-warknął Draco.
-Też cię kocham.-mruknął Blaise-Kontynuując. Smoczek będzie losował imię partnera danej niewiasty. Każda para będzie musiała iść w niedzielę do Hogsmeade i kupić sobie nawzajem kreację na zabawę. Stroju nie będzie można zdjąć do końca imprezy! Jeśli ktoś jednak w czasie balu zdejmie swój ubiór to zostanie wywalony z sali bez prawa powrotu! Podczas wybierania partnerowi kreacji wszystkie chwyty są dozwolone! I jeszcze jedno! Trzeba podczas zabawy trzymać się razem z partnerem! No dobrze... Już dosyć tych regułek. Czas zacząć losowanie!
Jego przemówienie spotkało się z wielkim entuzjazmem ze strony uczniów. Słychać było wszędzie gwar ożywionych rozmów i krzyków. 
Draco i Hermiona stanęli przy dwóch kartonach, wypełnionych karteczkami. Herm obok różowego, a Malfoy niebieskiego.
Wszyscy ucichli, kiedy Herm zanurzyła rękę w pudełku. Wyciągnęła jeden świstek papieru i rozłożyła go. Każdy śledził jej nawet najdrobniejszy ruch.
-Millicenta Buldstore!-krzyknęła po chwili.
Teraz Draco wyciągnął karteczkę i odczytał imię chłopaka:
-Graham Montegue!
Wylosowani popatrzyli na siebie i uśmiechnęli się.
-Tracey Davis!
-Dean Thomas!
Obydwoje zmierzyli się wzrokiem i skrzywili się.
-Pansy Parkinson!
Pansy wytężyła słuch. Może będzie w parze z Draconem?
-Harry Potter!
Na twarz mopsicy wypłynął wyraz zawiedzenia i odrazy.
-Astoria Greengrass!
-Vincent Crabbe!
Teraz nawet Malfoy popatrzył na Astorię ze współczuciem.
-Ginny Wesley!
-Theodor Nott!
Theo popatrzył na ruda i mrugnął do niej zalotnie, przez co został spiorunowany wzrokiem przez Diabła.
-Luna Lovegood!
-Adrian Pucey!
Ślizgon tylko zrobił zbolałą minę i zaczął walić głową o stół.
-Hanna Abott!
-Ron Wesley!
Tu padły z ust rudego słowa, które nie nadają się do druku.
-Penelopa Clearwater!
-Gregory Goyle!
Smok i Miona spojrzeli po sobie i unieśli brwi. Kolejna poszkodowana dziewczyna...
-Severia Malfoy!
Draco tym razem dłuższy czas grzebał w pudełku. Chciał, by jego siostra miała godnego jej partnera. Dobrze, że Crabbe i Goyle już są zajęci. W końcu wyciągnął z kartonu kawałek pergaminu.
-Blaise Zabini!-odczytał, z szczęka spadła mu z hukiem na podłogę.
-Levander Brown!-Herm się tą sytuacją w ogóle nie przejęła. Przecież Zabini zajmie się dobrze Sevką.
Malfoy w końcu otrząsnął się z szoku i wyczytał kolejne nazwisko:
-Ernie MacMillan!
I tak pop kolei każdy dostawał swojego partnera. Były różne reakcje: niektórzy się cieszyli, inni wykrzywiali twarze, a jeszcze inni nie wiedzieli jak zareagować. 
Kilkanaście karteczek później Miona wyjęła z pudełka jeden naderwany świstek pergaminu i odczytała:
-Hermiona Granger! O, to ja!
-No brawo Granger!-powiedział złośliwie Smok.
On również sięgnął po kolejny los.
-Draco Malfoy!
Przez chwilę wpatrywał się w kawałek pergaminu z otwartymi ustami. Spojrzał na Hermionę, która również była w głębokim szoku. Przeniósł wzrok na oniemiałego Blaise'a, a potem na resztę uczniów, jakby szukając ratunku. Poczuł, że robi mu się słabo. Złapał się za czoło i przymknął oczy. Świat wokół niego zawirował i po chwili rozległ się huk ciała uderzającego o podłogę.