niedziela, 11 października 2020

Rozdział 27 - Wąż czy może gryf?

Witajcie!
Na pewno już tu nikogo nie ma, jednak poczułam potrzebę opublikowania Wam tu dwudziestego siódmego rozdziału opowiadania, który nigdy nie został przeze mnie dokończony mimo wielu prób. 
Skąd to tak nagle? 
Natrafiłam dzisiaj na konto Toma Feltona na TikToku i wszystkie wspomnienia wróciły do mnie wielką falą. Faza na HP, to jak kochałam Draco, inside jokes z przyjaciłką (Marta Sz., która pojawiała się tu w dedykacjach parę razy) na temat HP i całego uniwersum... 
Próbowałam znaleźć swoje ulubione blogi Dramione, ale duża część już nie istnieje. Ja jednak nie mam zamiaru usuwać tego. Niech tu zostanie, a jeśli Blogger zostanie kiedyś usunięty to możecie być pewni, że wrzucę to wtedy na inną platformę. 
Zaczęłam pisać to wszystko w połowie szóstej klasy podstawówki, a teraz jestem w trzeciej klasie liceum i zajmuję się pisaniem książki z tą samą przyjaciółką, którą wspomniałam powyżej. 
Wstawię tutaj post jeśli uda nam się ją dokończyć i wydać:)
Czas okropnie leci i sama tęsknię za pisaniem tego bloga, zanurzaniem się po czubek głowy w tym niesamowitym uniwersum... 
Cieszę się, że właściwie każdy rozdział ma po minimum tysiąc wyświetleń, a miniaturki wiele więcej. Dla młodszej mnie znaczyło to nawet więcej. 
Kochałam pisać i nadal kocham, tak samo jak samo HP.
Na ten moment całe opowiadanie zajmuje sto dwadzieścia stron w Wordzie i prawie pięćdziesiąt tysięcy słów.
Jeśli kiedyś nadejdzie mnie wena i będę miała czas to wrócę tu i wyczaruję dalszą historię, jednak nie mam pojęcia kiedy i czy to będzie. 
Dziękuję za wszystko, za wszystkie wyświetlenia, komentarze, wsparcie, kocham Was.

Oto piosenka najbardziej kojarząca mi się z Dramione:

Es Sheeran - Kiss Me


E.L.
Autorka
Marcelina S. 


- Nie no ja nie wierzę...-jęczał Draco z twarzą wciśniętą w poduszkę.
Od pół godziny leżał na kanapie w salonie prefektów, żaląc się wyszywanym złota nitką jaśkom, które gdyby żyły prawdopodobnie uciekłyby jak najdalej, byleby nie słyszeć więcej głosu chłopaka. Tak już dawno uczyniła Sorbet, znikając za drzwiami dormitorium Hermiony. Sama Gryfonka spała sobie spokojnie na fotelu obok sofy, a jej oddech delikatnie poruszał platynowymi kosmykami na jej głowie.
- Granger!!!
Podskoczyła gwałtownie na swoim prowizorycznym posłaniu i zaczęła się rozglądać nerwowo za źródłem niemiłosiernie irytującego wrzasku. Jej nieprzytomny wzrok zatrzymał się na rozwalonym na kanapie koło niej Draconie. Westchnęła z dezaprobatą.
- Po co mnie budzisz?-spytała, ziewając i przeciągając się mocno.
- Granger, masz świadomość, że jutro przyjeżdżają moi rodzice?-zapytał, patrząc na nią spode łba.
- Taa... Ale to przecież twój problem, co nie?-ułożyła się wygodniej na fotelu i już powoli zamykała oczy, kiedy przerwał jej kolejny wkurzający krzyk.
- GRANGER!!!-Smok wydarł się ze wszystkich sił, a Herm poderwała się, marszcząc gniewnie brwi.
- CO?!-wrzasnęła na niego z rządzą mordu w oczach.
- To ty jesteś teraz w moim ciele idiotko!!!
Miona już miała mu coś odwarknąć, ale zamarła z otwartymi ustami, bo zorientowała się, że Draco teraz wyjątkowo ma rację. Jest aktualnie niby nim, więc to ONA, a nie ON będzie musiała spędzić nie wiadomo ile czasu z jego rodzicami. Opadła bezsilnie na miękkie oparcie fotela, wypuszczając powietrza z płuc. Dlaczego akurat teraz Malfoy'owie muszą przyjeżdżać? Nie mogliby łaskawie poczekać aż eliksir przestanie działać? To przecież już jutro wieczorem! Tak trudno zwalić się do Hogwartu kilka godzin później? Rozzłoszczona wstała z siedzenia i ruszyła do swojej sypialni, głośno tupiąc nogami.
-A ty gdzie?-zapytał zdziwiony Dracon.-Jeszcze jest wcześnie, dopiero dwudziesta druga!
- Idę spać, dobranoc fretko!-rzuciła przez ramię.-Masz tu Sorbet do towarzystwa!-mówiąc to podeszła do niego z kotką na rękach i zrzuciła mu ją na klatkę piersiową.
- AUUU!!!-zawył z bólu chłopak.-Czy ty w ogóle nie obcinasz szponów temu potworowi?!
- Nie, bo są przydatne właśnie w takich sytuacjach.-odparła Herm przesłodzonym głosem.
- Nienawidzę cię!!!
- Ja ciebie też.
- Pamiętaj tylko, by moje włosy czesać co dwie godziny! Równo osiemdziesiąt pociągnięć grzebieniem! A, i obcinaj paznokcie równo i dokładnie, a potem je przypiłuj starannie pilniczkiem!-krzyknął za nią, ale Hermiona miała w głębokim poważaniu, co ma jej do przekazania.
- Jeszcze czego!-mruknęła pod nosem.-Nie będziesz mi rozkazywał!
Po tych słowach weszła do swojego dormitorium, zatrzaskując za sobą drzwi.
Malfoy już myślał, że ma całkowity spokój, kiedy drzwi do pokoju Gryfonki ponownie się otworzyły.
- Tylko mi się tu nie próbuj obmacywać! - ostrzegła groźnym tonem głosu i znów zamknęła się w swojej sypialni.
- Ej, to nie fair! - krzyknął za nią Draco.

***

Za oknami lał deszcz, rozbijając wielkie krople wody na szybie jadącego powozu.
Nie było widać niczego, co się za nią znajdowało, bo wszystko spowijała mgła i nieprzenikniona szarość.
Wiatr hulał między wysokimi pniami drzew i ich rozległymi, gęstym koronami. Po chwili również docierał do pojazdu, trzęsąc nim na boki.
W środku jadącego wozu, na miękkich siedzeniach podskakiwały co rusz dwie postacue. Jedna z nich miała długie, lśniące, platynowe włosy, a druga oprócz tego posiadała czarne pasma po bokach głowy. Obydwoje mieli zmartwione miny.
Nie potrafili powstrzymać tego wyrazu twarzy mimo, że na codzień umieli niczym najzdolniejsi aktorzy ukryć emocje. Tym razem nie potrafili tego zrobić. Spojrzeli po sobie i westchnęli cicho. Wojna się skończyła, a ich dalej męczą jakieś nieszczęścia. Dlaczego los jest taki okrutny? Czy to pokuta za popełnione grzechy?
Przecież są już dobrzy, mili, nie straszą dzieci, kochają je! Czarnego Pana już nie ma!
- Lucjuszu... - W ciszy rozbrzmiał delikatny, zatroskany głos kobiety.
- Tak, Cyziu? - odpowiedział mężczyzna, spoglądając w błękitne oczy żony, blyszczące w mroku.
- Powiedz proszę... Obiecaj, że z Severią będzie wszystko dobrze! - Patrzyła na niego z takim błaganiem, że Malfoy nie mógł tego dłużej wytrzymać i odwrócił wzrok w stronę okna, za którym szalała ulewa.
- Nie mogę ci tego obiecać - powiedział cichi, a Narcyza spuściła ze smutkiem głowę.
Rozległ się stukot kół, toczących się po bruku. Wjechali na dziedziniec szkoły magii.
Arystokraci wysiedli i ruszyli do drzwi wejściowych. Obcasy pani Malfoy stukały miarowo, kiedy ich właścicielka kroczyła dumnie po mokrej powierzchni placu. Zanim doszli do ogromnych wrót jedno skrzydło drzwi uchyliło się, a zza niego wychyliła się szpetna głową Filcha.
- Zapraszam państwa - zaskrzeczał donośnie i wpuścił ich do środka. - Profesor McGonagall was oczekuje...
Zakaszlał głośno, potrząsnął głową na boki i odwrócił się w stronę schodów, oświetlając sobie drogę lampą.
Był naprawdę wczesny ranek, więc na korytarzach nie było żywej duszy. Wszędzie było ciemni i wydawało się, że mrok już dawno pochłoną wszystkie kąty i zakamarki, czając się wokół środka holu, czekając aż ktoś zboczy ze ścieżki i wpadnie w jego lepkie macki. Jednak Malfoy'owie zupełnie nie zwracali na to uwagi, idąc za woźnym. Może po prostu mieli już tak dużo do czynienia z ciemnością, że nie robiło to na nich większego wrażenia.
Po kilku minutach dotarli do celu i stanęli na dywanie w gabinecie dyrektorki. Minerwa uniosła głowę znad papierów, leżących na każdym centymetrze kwadratowym jej biurka i westchnęła cicho na widok arystokratów.
- Witam państwa serdecznie. Myślałam, że przyjadą państwo trochę później - przywitała się z wymuszonym uśmiechem na cienkich ustach, który bardziej przypominał grymas cierpienia.
- Mieliśmy to w planach, ale Narcyza nie mogła już usiedzieć spokojnie w miejscu - odparł Lucjusz, zerkając kątem oka na żonę.
- Dobrze, w takim razie proszę usiąść i poczekać przynajmniej do śniadania.
- Czy to konieczne? - spytała ze smutkiem Cyza.
- Nie można zakłócać spokoju pacjentów ani uczniów - powiedziała z powagą pani profesor, poprawiając szpiczasty kapelusz.
Rodzice poszkodowanej opadli ciężko na wskazaną przez kobietę kanapę. Jedyne co teraz im zostało to poczekać cierpliwie do śniadania. 

***

- Granger szybciej!!! - wrzeszczał Draco, pędząc przez zatłoczony korytarz.
Trzymał Hermionę za ramię, ciągnąc ją za sobą, przez co dziewczyna już chyba setny raz dostał a od kogoś łokciem.
- Czekaj, idioto! - krzyknęła, łapiąc go za kasztanowe włosy, powiewające lekko za jego plecami.
- JAUUU!!! - wydarł się na całe gardło Malfoy.
Odwrócił się w stronę Gryfonki z niepowstrzymaną rządzą mordu w oczach. Zanim zdążył chociażby otworzyć usta, Miona szepnęła mu do ucha przez zaciśnięte zęby:
- Czy ty naprawdę jesteś aż tak ułomny?! Nie wołaj do mnie po imieniu przy ludziach! To TY jesteś teraz mną!
Dracon odwrócił głowę i spojrzał we, właściwie to swoje, oczy. Przerażony odskoczył od niej i zaczął trząść się jak osika.
- Gran... To znaczy... Malfoy! Dlaczego masz na czole tego pryszcza?! Toż to okropność!Jak ty możesz się tak zaniedbywać, człowieku! Litości! - zaczął biadolić na jedną, małą, czerwoną kropką, nie zdając sobie sprawy, że wokół nich zdążyła się już zebrać spora grupka uczniów, którzy z zaciekawieniem przysłuchiwali sie tej nietypowej wymianie zdań.
- Co.. A, o to ci chodzi! - zaśmiała się. - To plamka po czerwonym atramencie.
- Co ty robiłaś czerwonym atramentem...?! - Nagle zamilkł i zrobił wielkie oczy. - A może to KREW?!
- Draco!!! - Przez korytarz poniósł się donośny głos, a wszystkie oczy zwróciły się w stronę źródła dźwięku.
Na końcu holu stali państwo Malfoy.
- Rodzice... - wyszeptał cicho Smok.
Odwrócił się do Gryfonki i warknął ze zmarszczonymi brwiami:
- Idź.
- Ale ja?
- Idź!
Herm chcąc, nie chcąc, ruszyła powoli w stronę 'jej' rodziców, patrząc na nich wystraszonym wzrokiem. Stojący za nią Dracon wywrócił orzechowymi oczami. 'Niech ona się wyprostuje, do cholery!' - pomyślał z irytacja, patrząc krzywo na zgarbioną dziewczynę. No, bo jak to dziedzic, a raczej aktualnie dziedziczka, rodziny Malfoy'ów może się tak garbić?!
Kiedy Miona przywlekła się do Lucjusza, on spojrzał na nią uważnie, marszcząc brwi, ale tę krępującą obserwacje przerwała Narcyza, która chwyciła swojego syna za rękę i pociągnęła w stronę skrzydła szpitalnego.
- Chodź Draco. Idziemy do Severii!
- Narcyzo! - krzyknął za nimi oburzony pan Malfoy. - Wracaj tu z nim natychmiast!
- Ani mi się śni! - odpowiedziała. - Idę do mojego dziecka i nawet nie waż sie mnie zatrzymywać!
Lucjusz tylko westchnął z rezygnacją za swoją trochę nazbyt stanowczą małżonką, narzekając na życie i zarzucając mu niesprawiedliwość.

***

Pani Pomfrey pochylała się nad nieprzytomną panienka Malfoy, zmieniając jej opatrunek na nowy. Powoli odkryła nogę Sevii razem twarzy zaczęła delikatnie, ostrożnie, by niczego nie uszkodzić, odwijać przesiąknięty krwią bandaż. Lekko skrzywiła się, patrząc na ropiejącą ranę, która nie chciała się goić i zaczęła ją oczyszczać.
Spojrzała lekko w górę na nieprzytomną dziewczynkę i zrobiło jej się bardzo żal. Czemu tak nieszczęśliwy wypadek trafił akurat na nią?
Jej rozmyślania przerwały odgłosy stukających o kamienną podłogę obcasów, dochodzących zza drzwi. Kontynuowała swoją pracę, jednak co chwila zerkając kątem oka na wejście. Nie wiadomo kto zechce się tu wedrzeć, bo uczniowie nie noszą obcasów, nauczyciele raczej też. 
Nagle wrota otworzyły się i wparowała przez nie Narcyza Malfoy, ciągnąc za sobą swojego syna. Zaraz za nią wszedł Lucjusz, który prawie wpadł na małżonkę, bo ta stanęła jak wryta w środku przejścia, wytrzeszczając oczy na swoją córkę. 
Pani Pomfrey skrzywiła się na ten widok ze współczuciem. Nie powinni tu przychodzić tak wcześnie, w trakcie zmieniania opatrunku. Gołe mięśnie, które widać w rozległych śladach po pazurach, w nodze własnego dziecka to niezbyt przyjemny widok dla rodzica.
Westchnęła cicho, odkładając brudną szmatkę do miski z wodą, wymieszaną z eliksirem i wstała, kierując się do nieruchomej rodziny.
- Prosiłbym, by państwo wyszli, to nie jest pora odwiedzi-
Nie zdążyła dokończyć, bo pani Malfoy ruszyła do łóżka Severii, kompletnie ją olewając.
Biedna Hermiona została w miejscu, nie mając pojęcia co ma ze sobą zrobić. Jak w takiej sytuacji zachowywałby się Draco? A nie... Przecież on nie był nigdy w takiej sytuacji. Zaczęła już wewnętrznie panikować, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu ratunku, ale jedyne co napotkała to srogie spojrzenie pana Malfoy'a.
- Draco, jakoś dziwnie się zachowujesz - stwierdził starszy, a Miona przełknęła ze zdenerwowaniem ślinę.
- Nie, nic się nir stało... Ojcze - dodała szybko, widząc dziwny wyraz twarzy Lucjusza.
- To dobrze - mruknął i podszedł do łóżka, gdzie leżała Sevia.
Herm odetchnęła z ulgą i ostrożnie podążyła za nim, bo chyba to by było nienaturalne, by została w miejscu podczas, gdy jej 'siostra' jest w takim stanie.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Zawieszam bloga

Przykro mi to pisać, ale wena opuściła mnie już całkowicie. Opowiadanie, jak i blog zostają zawieszone do odwołania. Nie mam pojęcia czy kiedykolwiek dokończę to opowiadanie, a uznałam tez, że lepiej je zawiesić niż robić na szybko, na odwal się jakieś zakończenie, które prawdopodobnie nie miałoby sensu. Przepraszam wszystkich czytelników, którzy do tej pory czekali.

E.L.

czwartek, 31 marca 2016

Drabble 1

 Niepohamowany głód

-Draco co ty robisz?-Lucjusz Malfoy patrzył ze zdziwieniem na syna, który wyjadał z kolorowej paczki brązowe chrupki.
-Jem, nie widać?
-Ale synu...
-Nie przeszkadzaj!
-Czekaj...
-Głodny jestem, a to da się jakoś zjeść mimo, że jest twarde jak cholera!
-Może byś mnie...
-Nie!-warknął, opluwając ojca kawałkami jedzenia.
-Och, no dobrze...-westchnął z udawanym zrezygnowaniem Lucjusz-Szkoda tylko, że to nie są żadne chrupki, tylko karma dla Fafika...
-CO-O?!


Sąd ostateczny

Stuk, stuk, stuk...
-Uwaga! Rozprawę czas zacząć! Pani Severio Narcyzo Malfoy wie pani po co tu pani jest?
-Nie.
-A więc...
-To niedopuszczalne!-przerwał mu pewien głos.
-Cisza! A więc została tu pani wezwana...
-Jak ty mogłaś mi to zrobić?!
-Niech pan się panie Malfoy uspokoi, bo każę wyprowadzić pana z sali!
-Powinno się ją od razu wsadzić za kratki! Niech nie niszczy więcej życia ludziom wokół niej!
-Draconie Lucjuszu Malfoy! Proszę w takim razie opowiedzieć o tym, co pan zarzuca własnej siostrze, skoro tak bardzo nie może się pan tego doczekać!!!
Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza, zmącona tylko odgłosem pociągania nosem.
-ONA MI ZEŻARŁA CZEKOLADOWEGO KRÓLICZKA!!!


Wyznanie

-Co robisz?
-...
-No powiedz!
-...
-Zacięłaś się?
-...
-Odpowiadaj!
-Ghrrrr...-wykrztusiła z trudem.
-Granger ja cię kocham, a ty nic nie powiesz???-przycisnął jej ciało do siebie jeszcze mocniej.
-Gheee... Du...
-Co? Mów! Słucham cię! Kochasz mnie?
-Du... sisz... mnie... idioto...

piątek, 4 marca 2016

Miniaturka 5 - Always

Witajcie! Oto miniaturka z konkursu, z Katalogu Granger. Nie będę się chwalić tym, które miejsce zajęła, bo nie jest to zachwycająca pozycja, ale moim zdaniem to małe dzieło jest dobre. Jestem z niego zadowolona.
Rozdział na pewno nie pojawi się szybko. Jestem na roku dyplomowym w szkole muzycznej i mam bardzo dużo występów, przygotowań itd.
Zapraszam do czytania!

Kate siedziała w dyżurce, powoli pijąc już zimną herbatę i patrząc się tępo w ścianę po drugiej stronę szpitalnego korytarza. Wypuściła ze świstem wstrzymywane w płucach powietrze i spuściła wzrok na bursztynową ciecz w szklance, którą trzymała w dłoniach. Była już zmęczona tymi wszystkimi dyżurami, a dzisiaj jeszcze musiała zostać po godzinach, bo jej koleżanka nagle się rozchorowała. Zakryła sobie twarz dłońmi i zamknęła oczy, które już ją szczypały ze zmęczenia. Jednak nie dane jej było długo się odprężać, bo usłyszała pewien głos, którego barwa sprawiła, że powiało chłodem. Uniosła głowę i zobaczyła wysokiego, na oko trzydziestoletniego mężczyznę, który miał platynowe, starannie ułożone włosy i ostre rysy twarzy. Jego oczy mimo, że były koloru orzechów wydawały się lodowate. Miał piękny, prosty nos po czym Kate mogła poznać, że pochodzi z arystokratycznej, co nie było dla niej zbyt korzystne, ponieważ była mugolaczką. Wyniosły osobnik był ubrany w śnieżnobiałą koszulę, czarny krawat i tego samego koloru spodnie od garnituru. Przez ramię przerzucił sobie marynarkę, która luźno zwisała za jego plecami. Kobieta dopiero po chwili zauważyła, że mężczyzna trzyma za rękę małego chłopca, który wyglądał jak młodsza kopia swojego taty. Jedynym co ich różniło były oczy, bo malec miał je koloru tak jasnego błękitu, że gdyby nie szare obwódki, można by pomyśleć, że nie posiadał tęczówek.
Przez chwilę wpatrywał się z lekkim zdziwieniem w twarze obydwu gości, aż w końcu ocknęła się z na pewno dziwnie wyglądającego letargu i przeszła do rzeczy, zamieniając się znów w co prawda zmęczoną, ale jednak  specjalistkę.
-Poproszę imię i nazwisko pańskie i syna.
-Chwila...-gość zmarszczył brwi, a Kate przestraszyła się lekko, że zrobiła coś źle.-Ostatnio musiałem podać tylko i wyłącznie swoje dane.
-Tak było jeszcze w tamtym tygodniu, ale od tego zasady się zmieniły.-wyjaśniła powoli i cierpliwie ciesząc się, że tylko o to chodziło.
-Ech... No dobrze.-blondyn westchnął i skrzywił się lekko.-Scorpius Malfoy, a mój syn to Alois Malfoy.
Kate na chwilę rozszerzyły się źrenice ze zdziwienia. Wiedziała od razu, że to jacyś czystokrwiści arystokraci, ale nie spodziewała się, że to będą Malfoy'owie! Jaka ona była głupia! Przecież mogła poznać ich po włosach! Tylko ten jeden ród ma taki charakterystyczny kolor fryzury!
-Och, przepraszam najmocniej! Nie poznałam!-powiedziała na głos, modląc się, by blond dziedzic się nie zdenerwował.
-Nic nie szkodzi.-odparł chłodno mężczyzna.-Hermiona Malfoy leży w tym samym pokoju co zawsze?
-Tak, oczywiście.
-Dziękuję.-odparł Scorpius.-Chodź Alois.-powiedział zachęcająco do syna, złapał go za rękę i odszedł dostojnym krokiem w głąb szpitalnego korytarza, a Kate odprowadziła go wciąż trochę zszokowanym wzrokiem.
Szedł powoli, trzymając synka za rękę i stukając butami o podłogę. Miał zmarszczone brwi i biło od niego chłodem. Nienawidził tego, że jak wyjawi komuś swoje nazwisko, to ta osoba zaczyna się na niego gapić z szeroko otwartymi ustami, jak jakaś ryba, wyciągnięta z wody. Wzdrygnął się. "Obrzydliwe"-pomyślał z odrazą i wcisnął przycisk, przywołujący windę. Zerknął w dół na swoje dziecko, a jego twarz momentalnie złagodniała, gdy zauważył, że Alois wpatruje się tępo w swoje buty. Przyjechało pomieszczenie, mające zawieźć ich na górę i weszli obydwaj do środka. Scorpius nacisnął guzik z dwójką, a kiedy drzwi się zamknęły uklęknął przed małą kopią siebie.
-Co się stało?-zapytał spokojnie, patrząc z troską na małego Malfoy'a.
Przy tej małej istocie zmieniał się nie do poznania. Cały chłód znikał z jego oczu, a zazwyczaj wykrzywiona ze złości, obrzydzenia lub irytacji twarz wygładzała się. Znikał oschły biznesmen, a pojawiał się czuły, kochający ojciec.
-Tęsknię za dziadkiem...-wymamrotał cicho malec, a blondyn uśmiechnął się smutno.
-Dziadkowi Draco jest dobrze tam, gdzie teraz przebywa. Lepiej niż mu było tutaj. Pewnie teraz patrzy na nas z góry i na pewno nie chciałby byś się smucił tym, że odszedł. On jest z nami, kochanie.-mówił powoli, ciepłym głosem.
Mały chłopiec nic na to nie odpowiedział, a po chwili drzwi się otworzyły i wyszli na korytarz, oświetlony przez długie świetlówki.
Nie zajęło im dużo czasu znalezienie pokoju Hermiony i już po kilkunastu sekundach starszy Malfoy naciskał klamkę. Drzwi bez najmniejszego oporu ustąpiły i już po chwili znaleźli się w środku. Pomieszczenie miało białe ściany i tego samego koloru linoleum na podłodze, a w powietrzu unosił się charakterystyczny dla szpitali zapach. Na przeciwległej od drzwi ścianie znajdowało się okno z widokiem na park, a na parapecie stał w małej doniczce kaktusik, który wyglądał jak kolczasta kulka z jednym białym kwiatkiem na czubku. Była to jedyna roślina w tym pomieszczeniu. Przywieźli go z domu, bo była Gryfonka bardzo lubiła gdy było coś zielonego w pokoju, a w tym stanie nie miała jak się czymkolwiek zajmować, więc taka pustynna roślinka była wręcz idealna. Na środku stała szafka nocna z lekami i małą lampką, obok stojak z kroplówką, a na szpitalnym łóżku leżała Hermiona. Kasztanowe włosy pokrywały siwe pasma, a twarz nie była już taka gładka jak kiedyś. Była odwrócona w stronę okna i wpatrywała się w puste krzesło przed sobą, jakby ktoś tam siedział. Blondyn uśmiechnął się lekko, kiedy zauważył pokaźnych rozmiarów stos grubych ksiąg na podłodze koło posłania matki. Na samej górze leżała oczywiście "Historia Hogwartu".
-Witaj mamo.-powiedział głośno, a starsza kobieta odwróciła gwałtownie głowę, jakby została nakryta na robieniu czegoś niedozwolonego.
-Och Scorpius, synku!-uśmiech wypłynął na jej pomarszczoną twarz.-Właśnie gawędziłam sobie z twoim tatą, pozdrawia was!
Blondyn uśmiechnął się do niej. Odkąd ojciec umarł często majaczyła. Mówiła ciągle, że go widzi, że z nim rozmawia. Postanowili się tym nie przejmować i być dla niej po prostu mili.
-O! Alois!-staruszka zauważyła malca, który stał obok starszego Malfoy'a.
Dziecko podbiegło do niej i wspięło się na łóżko. Hermiona przytuliła je czule i ucałowała w oba policzki. Scorpius podszedł do krzesła i usiadł na nim. Położył swoją czarną torbę na kolanach i otworzył ją. Wyjął z jej wnętrza mały bukiecik róż i bombonierkę w kształcie SERDUSZKA. Kiedy była Gryfonka to zauważyła uśmiechnęła się pobłażliwie.
-Zamierzasz kontynuować tradycję ojca, który z braku pomysłów dawał mi co roku to samo?
-No... Tak, trochę... W końcu dzisiaj Walentynki!-tłumaczył się z rumieńcami na twarzy.
-Powinieneś dać to swojej żonie, a nie przynosić starej matce do szpitala!-zaśmiała się, a blondyn zauważył, że jej oczy są nadzwyczaj wesołe.
Położył prezenty na białej szafce nocnej, wstał i podszedł do okna. Skrzyżował ręce na piersi i głęboko się zamyślił, a w tym czasie Hermiona pogrążyła się we wspomnieniach.
-Ech... Pamiętam jeszcze nasze pierwsze, może nie do końca wspólne Walentynki z Draco...
"Obudziły ją wpadające przez okno promienie słońca. "Znowu nie zasłoniły zasłon."-pomyślała ze złością, mrużąc oczy. Powoli podniosła się do pozycji siedzącej, ziewając szeroko. Rozejrzała się dookoła sennym wzrokiem. Jak zwykle panował tu niemiłosierny bałagan. Wszędzie walały się grube księgi, stare woluminy, zwoje pergaminu i połamane pióra, a na biurku widniała ogromna plama po atramencie, który kiedyś przez przypadek wylała, ale zapomniała o tym i tak już zostało. Ostrożnie wstała i powlokła się do łazienki, co chwila potykając się o jakiś podręcznik. Kiedy już się w miarę ogarnęła i ubrała w szkolną szatę zeszła po schodach do salonu, z którego dobiegały dziwne, niecodzienne odgłosy. Stanęła jak wryta w progu, bo to co zobaczyła w głównym pokoju przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Wszędzie wisiały na wstążkach serduszka i różowe serpentyny, z sufitu sypał się czerwony brokat, a wszystkie Gryfonki tańczyły po środku tego wszystkiego w różowych sukienkach lub spódniczkach.
-Co wy wyprawiacie?!-krzyknęła zdenerwowana.
Biedne skrzaty znowu będą musiały tu sprzątać!
-Miona, spokojnie...-Lavender uśmiechnęła się do niej życzliwie.-Dzisiaj są przecież Walentynki! Dzień miłości!
Herm skrzywiła się na te słowa. Jak ona nienawidziła Walentynek! Te wszystkie miziające się po kątach pary. Fu! Przecież co roku jest tak samo, a one za każdym razem coraz bardziej się tym podniecają. Żałosne...
Prychnęła pod nosem i ruszyła w stronę wyjścia z salonu. Może chociaż Harry i Ron będą normalni, nie tak jak cała reszta.
Idąc korytarzem na śniadanie rozmyślała o tym czy zdąży dzisiaj napisać całe wypracowanie dla Snape'a na następny tydzień. Będzie musiała pójść do biblioteki po potrzebne księgi, a następnie wyszukać w nich wszystkie potrzebne informacje. Potem wystarczy tylko napisać całość na brudno i przepisać na czysty pergamin.
Tak się zamyśliła, że w ogóle nie zwróciła uwagi na to, że nie dość, że prawie rozkwasiła się na ścianie to jeszcze o mały włos nie została poturbowana przez pędzącego na oślep przed siebie pewnego blondyna.
-Z drogi Granger!!!-wrzasnął na cały Hogwart.
-Odwal się ode mnie fretko!-warknęła ze złością, ale odsunęła się.
Chwilę później przekonała się, że to była bardzo dobra decyzja, bo zza zakrętu wypadłą spora grupa dziewcząt.
Wszystkie piszczały niemiłosiernie, machały i przepychały się, by być na czele tłumu. Każda z nich trzymała w ręce walentynkę lub jakiś kwiatek. Miona zauważyła, że Astoria Greengrass biegła z pierścionkiem zaręczynowym w dłoni. "Nie no to jakiś żart..."-pomyślała ze zrezygnowaniem i powlokła się w stronę wejścia do Wielkiej Sali."
Staruszka westchnęła z lekkim uśmiechem na twarz, patrząc z rozmarzeniem w sufit nad sobą.
-Nienawidziłam twojego ojca, Scorpiusie, z całego serca.-zaśmiała się cicho.-Ale w głębi duszy moja nienawiść powoli zamieniała się w miłość. Kochałam go, a jednocześnie nie chciałam znać, dziwne co?
-Dosyć niecodzienne...-odparł lakonicznie Malfoy.
-Babciu, a co było dalej?-spytał z ciekawością Alois.-Opowiadaj, proszę!
-No dobrze.-Miona pogłaskała go po głowie i zmierzwiła mu włosy.
"Gryfonka wracała wieczorem ciemnym korytarzem do dormitorium. Była na imprezie walentynkowej w salonie Krukonów, na którą pomimo jej protestów i wrzasków zaciągnęła ją Ginny. Ku jej zdziwieniu byli tam także Ślizgoni, którzy zachowywali się jak u siebie. Połowa była pijana, jedna czwarta poległa i spała gdzieś po kątach, a ostatnia ćwiartka, która jeszcze wytrwała obściskiwała się z dziewczynami na kanapach lub próbowała nieudolnie tańczyć na środku parkietu, wpadając na inne pary. Mionę strasznie irytowało to co robili. Z odrazą patrzyła na uczniów domu Węża, ale mimo wszystko co jakiś czas zerkała na rozwalonego na sofie Draco. Było w nim coś, co przyciągało jej uwagę. Przede wszystkim wyglądał wręcz powalająco w rozpiętej białej koszuli i czarnych jeansach. Jego szare oczy błyszczały tajemniczo w półmroku, a zmierzwione platynowe kosmyki zwisały luźno nad arystokratycznym czołem.
Potrzasnęła głową, przepędzając z głowy wszystkie wspomnienia z dzisiejszego wieczoru, a zwłaszcza te z Draconem i zamknęła za sobą drzwi pokoju. Rozejrzała się po pomieszczeniu i z wielkim zadowoleniem stwierdziła, że Lavender i Parvati jeszcze nie wróciły z nocnej balangi.
Z lekkim uśmiechem na ustach rzuciła się na łóżko, wtulając policzek w miękką poduszkę. Już chciała odpłynąć w ramiona Morfeusza, ale coś, co leżało na parapecie i co chwila zabłyskiwało w świetle księżyca przykuło jej uwagę. Powoli wstała i podeszła do okna, czując pod bosymi stopami chłód twardej posadzki. Okiennice były otwarte, więc mogła się domyślać, że niedawno zawitała tu jakaś sowa. Spuściła wzrok na leżący przed nią liścik z załączoną do niego ozdobną fiolką, wypełnioną bursztynowym płynem. Podniosła ją bliżej oczu i aż westchnęła z zachwytu. W środku, za szkłem, w lepkiej cieczy pływała przepiękna róża. Była krwisto czerwona i zdawała się świecić własnym blaskiem. Hermiona stała w miejscu, nie mogąc oderwać oczu od tego cudownego prezentu. To było coś niesamowitego, że komuś tak bardzo na niej zależy, że w Walentynki przysyła jej takie cudeńko. Tylko kto to mógł być? Jej wzrok padł na małą kartkę. Wzięła ją do ręki i przeczytała:
Dla kogoś wyjątkowego.
Dla Granger.
D.L. Malfoy
Uśmiechnęła się lekko pod nosem, zdziwiona podpisem. W najśmielszych snach nie mogła sobie wyobrazić, że Malfoy da jej takie coś. Ba! Ona nigdy nie myślała, że ten egoista da jej cokolwiek! Chyba, że chodzi o solidną dawkę wyzwisk. A tu jednak kryje się w nim trochę człowieka.
Przeniosła spojrzenie na trzymaną w drugiej dłoni fiolkę. Odwróciła się od okna, nie zamykając go. Lubiła, gdy świeże powietrze czasami wpadało do sypialni. W ubraniu i butach położyła się na łóżku, przyciskając do siebie zalany żywicą kwiat, jakby to był najcenniejszy skarb na świecie. Przymknęła powoli powieki i już po chwili była w krainie marzeń i snów."
-Woow... Babaciu! Ty i dziadek byliście strasznie dziwni!
Herm zaśmiała się cicho na te słowa i przytuliła do siebie wnuka. Często się zastanawiała jak to jest możliwe, że Draco, Scorpius i Alois wyglądali prawie identycznie. Nawet Lucjusz, gdyby miał krótkie włosy mógłby być kolejnym "klonem". No, ale teraz to już raczej ich nie zetnie, bo do grobów fryzjerzy nie chodzą.
-Mimo, że twój dziadek był czasem nieznośny, to go kochałam całym sercem i dalej będę kochać. Ciągle widzę jak uśmiecha się ironicznie w moją stronę. Na przykład teraz, kiedy stoi tam pod ścianą i nas obserwuje.
Uśmiechnęła się szeroko w tamtą stronę z oczami błyszczącymi miłością.
-Mamo...-Scorpius podszedł do łóżka i położył dłoń na pomarszczonej ręce Miony.-Spokojnie wszys...
Nie zdążył dokończyć zdania, bo coś zastukało w szybę. Odwrócił się i zobaczył sowę. Otworzył jej okno, a ona wleciała do środka i usiadła na parapecie, wystawiając nóżkę. Ostrożnie odwiązał wiadomość, a ona od razu odleciała. Rozwinął szybko karteczkę i przeczytał jej zawartość. Po chwili schował ją do kieszeni i sięgnął po torbę, leżącą na krześle.
-Niestety musimy już iść, mamo. W ministerstwie mają jakieś problemy i muszę natychmiast tam być.
-Dobrze, ale poczekaj jeszcze sekundkę. Alois podejdź, proszę.-uśmiechnęła się do niego zachęcająco, a kiedy się zbliżył wzięła jego rękę i włożyła mu coś do niej.
Mały spojrzał na nią z lekkim zaskoczeniem, po czym spuścił wzrok na tajemniczy przedmiot. Na jego dłoni leżała ozdobna fiolka z zatopioną w żywicy różą w środku. Chłopiec podniósł wzrok na babcię, a ta uśmiechnęła się do niego szeroko i szczerze, po czym kiwnęła głową i powiedziała:
-Powinniście już iść.-patrzyła jak podchodzą do drzwi, by po chwili za nimi zniknąć.
Kiedy kroki na korytarzu ucichły zaśmiała się cicho pod nosem i odwróciła głowę w stronę siedzącej na parapecie półprzezroczystej postaci.
-I co Draco? Nie wierzą mi, widzisz?-powiedziała z lekkim uśmiechem.
Duch odpowiedział na to lekkim wygięciem w górę kącików cienkich, ale pełnych ust. Po chwili zeskoczył na podłogę i podszedł do swojej ukochanej. Wyciągnął powoli dłoń w stronę jej policzka, ale jego ręka przeniknęła przez jej ciało. Jego twarz posmutniała, gdy zobaczył, że nie może jej dotknąć.
-Szkoda, że nie potrafisz teraz nic powiedzieć.-wyszeptała Hermiona, wzdrygając się lekko, gdy poczuła jak kończyna zjawy przez nią przenika, a blondyn ponownie się uśmiechnął, z miłością patrząc w oczy byłej Gryfonki.
Poczuła, że jej powieki robią się coraz cięższe, a serce i oddech zwalniają z każda sekundą. Wolniej, wolniej, wolniej... Zwróciła wzrok na zmarłego męża, który obserwował ją szeroko otwartymi oczami.
-Kocham... Cię...-szepnęła z trudem, a jej głos przypominał szelest liści. Malfoy pokiwał głową na jej słowa. "Łapiąc" ją za dłoń, leżącą bezwładnie na pościeli.
Popatrzyła ostatni raz na otaczający ją pokój i świat, po czym powoli opuściła powieki, zasłaniając orzechowe tęczówki, które wcześniej świecące szczęściem i radością, teraz powoli wygasały. W małym szpitalnym pokoiku po chwili rozległo się ledwo słyszalne, ostatnie, cichutkie westchnienie Hermiony kiedyś Granger, a teraz i wiecznie Malfoy.
Razem...
Na zawsze...

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Rozdział 26 - Gdzie jest moje ciało?!

 Witajcie!
Oto długo wyczekiwany rozdział z dedykacją dla Marty Sz.
Proszę piszcie w komentarzach czy są w rozdziale jakieś błędy, a je poprawie. Piszcie tez proszę czy mam kontynuować miniaturkę "Przymus". Bo ja nie wiem czy ona Wam się podoba czy nie i nie wiem czy pisać dalsze części.
Mam zamiar brać udział w konkursie na miniaturkę miesiąca Katalogu Granger, więc jak ukażą się już konkursowe miniaturki, to serdecznie zapraszam do głosowania!
Miłej lektury!

 5 Second of Summer  - She Looks So Perfect


Zwykły, pusty, ciemny korytarz... Takie coś to dla normalnego człowieka po prostu zwykły, pusty, ciemny korytarz. Chociaż może nie aż taki zwykły, bo znajdował się w szkole magii i na jego ścianach wisiały gadające portrety, które większość czasu zrzędziły na hałasujących uczniów.
Jednak gdyby ktoś stanął na początku tego pomieszczenia i dokładnie wpatrzył się w tę ponurą ciemność mógłby dostrzec pewną postać, opierającą się o ścianę, jakby tylko ona powstrzymywała ją od bolesnego upadku na twardą, zimną posadzkę, którego i tak by pewnie nie poczuła. Osobnik ten był zgarbiony, chował twarz w dłoniach i wyglądał ogółem jak wszystkie nieszczęścia razem wzięte.
Gdyby ktoś wytężył słuch, usłyszałby pociąganie nosem, spowodowane zbyt częstym i zbyt długim przebywaniem na dworze bez żadnego okrycia wierzchniego i cichy szloch. Szloch spowodowany złym stanem bardzo bliskiej osoby.
Gdyby ktoś skierował trochę światła na tę tajemniczą postać, ujrzałby zniszczonego przez życie człowieka, który już nawet nie dba o to jak wygląda, tylko skupia się całkowicie na swoim cierpieniu. Wory pod oczami świadczą o zmęczeniu i zarwanych nocach, szarawy odcień skóry daje do zrozumienia, że ten osobnik jest naprawdę wycieńczony, rozczochrane włosy dawno nie widziały grzebienia, usta skamieniały i nie pojawił się na nich żaden nawet najmniejszy uśmiech. Ich kąciki zamarły, opuszczone w dół. A oczy? Oczy były puste... Od kilku dni nie pojawił się w nich ani jeden zadziorny błysk.
Gdyby ktoś podszedł do niego i zapytał co się stało nawet by na niego nie spojrzał, tylko po chwili oderwałby się od ściany i odszedł w ciszy w mrok korytarza.
Gdyby ktoś jednak zaskoczył czymś niespodziewającego się niczego chłopaka to albo zostałby zupełnie olany albo od razu, prosto z mostu potraktowany Avadą.
Na pewno stałoby się tak, gdyby osobnik przeszkadzający panu Cierpię-Idź-Sobie był... no właśnie... normalny. Sposób jego postępowania sprawił, że reakcja chłopaka, opierającego się o ścianę była zupełnie inna.
W pewnej chwili zgarbiona postać mogła usłyszeć stłumiony, ale nadal wyraźny krzyk: "Wiejemy!".
Uniosła lekko głowę, chociaż i tak w sumie nie interesowało ją co się stało, ale coś jej mówiło, że właśnie na ten wrzask powinna zwrócić uwagę. Spojrzała w głąb mroku na końcu długiego korytarza, po czym z powrotem ją opuściła. Jednak spokój nie trwał zbyt długo.
Po kilku sekundach w korytarzu rozległ się głuchy odgłos kroków. Ktoś biegł w jego stronę. Głośność tych dźwięków z każdą chwilą narastała, aż w końcu ciemna postać, przebiegając przed nim potknęła się o jego wyciągnięte nogi i z impetem wyrżnęła zębami o twardą, kamienną posadzkę u jego stóp. Chłopak kompletnie nie zwrócił na to uwagi, mimo głośnych jęków poszkodowanego.
-Draco?!-spojrzał ze zdziwieniem pod nogi i zauważył, że ofiarą nieszczęśliwego wypadku jest nie kto inny jak Blaise Zabini we własnej osobie.
-Diable, co ty tu robisz?-zapytał urywanym, syczącym szeptem, bo na głośniejsze mówienie nie pozwalała mu mocna chrypa i zastałe struny głosowe.
-No, a co mam tu robić?-spytał, podnosząc się z ziemi i otrzepując ubranie z kurzu.
"Chyba Filcha tu nie było od bardzo dawna"-pomyślał z przekąsem.
Kiedy w końcu po serii jęków, westchnięć i stęków stanął na swoich nogach przed Draco i spojrzał na niego, dotarło do jego pustego łba jakie miał szczęście, że go tu spotkał. Uśmiech rozjaśnił jego twarz, a Smok spojrzał na niego z niezrozumieniem. No tak, przecież to CAŁKOWICIE normalne, że Zabini drze się na cały Hogwart, potem biegnie i wywala się przez jego stopy, a na koniec staje przed nim i zaczyna się kretyńsko uśmiechać. Tak... Od dawna sadził, że Diabeł potrzebuje długiej terapii na oddziale zamknięty w Mungu, ale teraz już w 100% upewnił się w tym przekonaniu.
-Czego chcesz...-wychrypiał, przeczesując splątane włosy długimi palcami.
-Chcę, byś teraz, w tej chwili poszedł ze mną do dormitorium mojego i Mionki!-wykrzyknął Zabini, a jego głos poniósł się głuchym echem poprzez korytarze zamku.
Draco skrzywił się okropnie i syknął przez zaciśnięte zęby, patrząc spode łba na przyjaciela:
-Głośniej się nie da...?
-Oczywiście, że się da!-żachnął się Blaise.-Wątpisz w moje możliwości?
-Tak.-burknął blondyn pod nosem.
-No jak ty możesz?!-oburzył się Ślizgon. Wydął policzki i skrzyżował ręce na piersi. Wyglądał jak małe, rozzłoszczone dziecko.
-Nie drzyj się...-wysyczał Draco niczym wąż.-Zamknij swój szanowny dziób i zjeżdżaj mi stąd, bo ja i tak nigdzie się nie ruszę!
-O nie...-powiedział stanowczo czarnoskóry chłopak. Nie będziesz mi rozkazywał!
Zanim Smok zdążył cokolwiek powiedzieć, jakkolwiek zareagować na to co jego przyjaciel przed chwilą powiedział Blaise schylił się lekko, złapał go w pół i przerzucił go sobie przez ramię.
-ZABINI PUŚĆ MNIE!!!-Dracon zaczął się wydzierać w niebogłosy.
-Zamiast się drzeć mógłbyś trochę schudnąć.-mruknął do niego Diabeł.
-Jak śmiesz mi zarzucać, że jestem gruby??? To same mięśnie!-obruszył się arystokrata.
-Taa... Jasne...-prychnął z pogardą Ślizgon.
Malfoy, słysząc to zamachnął się i z całej siły przywalił przyjacielowi w osłonięty czarnymi jeansami pośladek. Kiedy Blaise to poczuł lekko z zaskoczenia, bo w żaden sposób nie spodziewał się po Draco takiego nagłego ataku na jego osobistą przestrzeń prywatną, zwaną ciałem.
-Mmm... Tak chcesz się bawić?-zamruczał jak rasowy gej i uśmiechnął się lubieżnie.
Blondyn na początku olał to co powiedział Zabini, ale po chwili dotarł do niego sens jego słów. Zaczął się gwałtownie wyrywać, walić pięściami w plecy Diabła i wymachiwać szaleńczo długimi nogami, wrzeszcząc w panice:
-ZOSTAW MNIE TY ZBOCZEŃCU!!! JESTEŚ NIENORMALNY! POZWĘ CIĘ ZA MOLESTOWANIE NIELETNICH!!!
-Cicho siedź... Nic ci nie zrobię ci nic, bo jesteś za brzydki...
-Ja brzydki?! Nie chcesz się ze mną zabawić, bo jestem BRZYDKI???
-Aaa... czyli jednak chcesz...?-mruknął z udawanym oświeceniem Zabini, uśmiechając się chytrze pod nosem.
On miał z całej tej sytuacji wielką frajdę, a Draco
-NIE!!! Nie, nie, nie, nie, nie!-znowu zaczął młócić powietrze wszystkim i kończynami.
-Ech... I tak nic nie zdążę zdziałać, bo jesteśmy już na miejscu...-westchnął Blaise z zawodem w głosie.
Malfoy usłyszał skrzypienie drzwi i już po chwili znaleźli się w zalanym, światłem pomieszczeniu. Chłopak zauważył jak gustownie urządzony jest salon prefektów, ale nie dane mu było zbyt długo go podziwiać, bo został brutalnie zrzucony na twardą posadzkę, pokrytą dywanem. Syknął z bólu, kiedy jego arystokratyczne siedzenie zetknęło się z podłogą. Otworzył oczy i spojrzał z wyrzutem na przyjaciela.
-To już nie łaska rzucić mnie chociaż na kanapę?!-wskazał palcem na mebel, stojący tuz obok niego.
-Nie.
-Czemu go przyniosłeś? Nie ma swoich nóg?-blondyn usłyszał wysoki głos i zorientował się, że oprócz nich w pokoju są jeszcze Pansy, Hermiona i Harry.
-Powiedział, że nigdzie nie pójdzie, to się wyjątkowo poświęciłem i go tu własnoręcznie przytargałem na moich biednych plecach. Powinniście to docenić! On waży chyba z tonę!
-To wierutne kłamstwo!-usłyszeli głos dochodzący z podłogi. Blondyn chciał jeszcze coś dodać, ale został potraktowany przez Diabła spojrzeniem, mówiącym: "Zamknij dziób, bo nie dożyjesz jutra."
-Dobrze, dobrze doceniamy...-mruknęła Parkinson, wracając do poprzedniego tematu i wywracając oczami.-Potter, podaj mi te fiolki. Miejmy to już za sobą...
Harry podniósł ze stołu dwa szklane naczynka ze zgniło-fioletową cieczą w środku, patrząc ze szczerym współczuciem na Herm i Dracona. Czarnowłosa odebrała mu je i bez zbędnego rozczulania się wręczyła je przyszłym ofiarom. Smok spojrzał na fiolkę z powątpiewaniem i nutka obrzydzenia zarazem, po czym popatrzył wielkimi oczami na przyjaciółkę i zapytał:
-Muszę to pić...?
-Tak, musisz.
-A możesz chociaż zmienić kolor tego... czegoś na powiedzmy... różowy?-spytał ze zrezygnowaniem, mając złudne nadzieje na pozytywną odpowiedź.
-Po prostu przestań jęczeć i to wypij!
-Dobra, dobra...-zerknął ostatni raz na obrzydliwą substancję, skrzywił się okropnie i jednym łykiem wypił całą zawartość naczynia.
Wykrzywiło mu twarz, kiedy poczuł ohydny smak cieczy w ustach, ale przełknął ją, ledwo powstrzymując odruch wymiotny. Odczekał kilka niekończących się sekund i spojrzał na Hermionę, która również skierowała swój wzrok na niego. Żadne z nich nie czuło jakichkolwiek zmian.
-No i?-zapytał wyczekując Draco, unosząc lewą brew do góry.
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów poczuł ostry ból głowy, jakby ktoś wiercił mu wiertarką otwór w czaszce. Zgiął się w pół i złapał za bolącą część ciała, wbijając paznokcie w skórę. Usłyszał gdzieś obok głuchy huk, kiedy Miona, trzymając się za skronie upadła na podłogę. To cierpienie zaczęło się tak nagle, że nawet nie zdążył pisnąć. w miarę upływu czasu to okropne uczucie rozchodziło się po całym jego ciele. Czuł się, jakby był palony żywcem. Każda komórka jego ciała płonęła ogniem i zdawało się, że kawałek po kawałku obraca się w popiół. DNA modyfikowało się, sprawiając mu niewyobrażalny ból, porównywalny do Cruciatusa, kości z lekkim gruchotem zmieniały położenie, dostosowując się do nowej formy postaci.
Poczuł nagłe w pewnym momencie przyjemne ciepło, rozpływające się po jego głowie i lekkie mrowienie. Z trudem podniósł swoją drżącą dłoń do czaszki i bardzo się zdziwił tym, co na niej zastał.
-Patrz, wygląda jakby miał Parkinsona!-usłyszał jak przez sen krzyk Blaise'a.
Miał wrażenie, że Diabeł jest bardzo daleko, ale niezbyt go to obchodziło, bo właśnie wyczuł, że na swojej głowie zamiast rozczochranych blond kosmyków z dodatkiem kurzu, pajęczyn i samych pająków miał bujne, kasztanowe loki, a raczej wielką szopę, bo fryzurą tego nazwać nie można było. Nagle jak za odjęciem różdżki ból ustał i wydawało się, że go nigdy nie było. Draco oparł dłonie o kolana, głośno oddychając i przymykając na kilka sekund oczy. Dopiero po dłuższej chwili zauważył, że coś jest nie tak. Ubrania wisiały na nim jak na jakimś starym wieszak, a paznokcie były dłuższe i o wiele mniej zadbane niż zwykle. "Rany jak ja dawno ich nie obcinałem..."-pomyślał, marszcząc brwi. Powoli się wyprostował i przyjrzał się sobie. Po krótkiej chwili ciszy na jego twarzy pojawił się najszerszy, najjaśniejszy i najbardziej uradowany uśmiech jaki świat widział.
-Rany! Ja mam cycki!!!-wykrzyknął uradowany Draco. Zabini po tych słowach parsknął niekontrolowanym śmiechem, a Parkinson przejechała sobie otwartą dłonią po twarzy.
Tylko Harry nawet się nie uśmiechnął, tylko od razu podbiegł do klęczącej na podłodze Hermiony w ciele Draco.
-Mionka nic ci nie jest?-zapytał z troską i położył delikatnie rękę na jej ramieniu.
Herm gwałtownie odwróciła głowę w jego stronę, zamiatając platynową grzywką i z błyszczącymi złowrogo stalowymi oczami wysyczała przez zęby głosem Malfoy'a:
-Spadaj Potter...
Chłopak cofnął się kilka kroków, przerażony reakcją przyjaciółki. Po chwili poczuł za sobą czyjeś miękkie ciało.
-Nie bój się "waleczny" Gryfonie.-zaszydziła, stojąca za nim Pansy.-Takie coś będzie się działo jeszcze przez jakiś czas. Jakbyś pytał, to jest to rezultat twojej bezdennej głupoty.
-Mojej?!-oburzył się zielonooki.
-Tak, twojej!-krzyknęła na niego Parkinson, zaciskając ze złości pięści.-Popatrz co oni teraz robią!
Harry zwrócił wzrok w stronę niedawno przemienionej dwójki i załamał ręce, wzdychając ze zrezygnowaniem.
Na środku pokoju stał Draco w ciele Hermiony, trzymając wysoko rękę, dumnie wypinając pierś i uśmiechając się szyderczo. Wyglądałoby to naprawdę wspaniale, gdyby nie pluł co chwila włosami, włażącymi mu bez przerwy do ust i nie przeklinał co rusz, narzekając na fryzurę.
-Co to za... Tfu! ...włosy! Wszędzie... Tfu! ...się pchają! Granger jak ty... Tfu! ...je ogarniasz!?
 -Nie ogarniam...-wymruczała Miona, ale jej głos w połowie zagłuszała drobna dłoń Draco, którą skutecznie ograniczał jej możliwość podbiegnięcia do niego i rozszarpania go równo opiłowanymi paznokciami, poprzez przyciskanie jej do jej twarzy.
Trzymając ją z daleka od swojej głowy równocześnie mocno ściskał w drugiej ręce różdżkę młodej czarownicy, którą jej przed kilkoma minutami wyrwał z ręki.
Na szczęście nikt z zebranych nie musiał już dłużej oglądać tej nieco dziwnej sceny, bo do dormitorium wparował w najmniej oczekiwanej chwili Theodor Nott. Ledwo wyhamował przed siedzącą na dywanie Sorbet i zaczął wykrzykiwać:
-Słuchajcie! Musicie natychmiast... zaraz, co oni robią...?-spojrzał na Smoka i Mionę, ale od razu Parkinson przerwała mu tę niezwykle interesującą obserwację.
-Co się stało? Mów, a nie gapisz się na nich jak ciele na malowane wrota!
-A tak...-Ślizgon wrócił do rzeczywistości.-Biegnijcie do skrzydła szpitalnego!
-Po co?-zapytał zdziwiony Harry.
-Bo z Severią jest coś nie tak, Głupotter!!!-wywrzeszczał wściekły i zirytowany Theo.
-SEVERIA!!!-krzyknął rozpaczliwie Draco i wyleciał z pomieszczenia jak torpeda, powiewając kasztanowymi włosami.
-Malfoy, wracaj! Oddaj mi różdżkę przeklęty gnomie!!!-Herm rzuciła się za nim w pogoń, potrącając po drodze Notta swoim ramieniem. Theodor stracił równowagę i z hukiem upadł na podłogę. Jednak nawet to nie zdołało go powstrzymać do zadania wybitnie niewygodnego dla wszystkich pytanie:
-Czemu oni mówią do siebie...?
-NIE PYTAJ!-przerwała mu swoim głośnym wrzaskiem Pansy.
Musiała jakkolwiek zareagować, bo mieliby niezłe kłopoty, gdyby ktokolwiek dowiedział się o takiej przemianie.
Theo tylko wzruszył na to ramionami.

***
Draco i Hermiona wpadli do skrzydła szpitalnego ramię w ramię. Minęli stojące w pobliżu McGonagall i panią Pomfrey, od razu podbiegając do leżącej na jednym ze szpitalnych łóżek Severii. Od razu zaczęli ją dokładnie oglądać ze wszystkich stron, jakby miała zaraz umrzeć i musieliby natychmiast odkryć co jej jest. Wszystko byłoby dobrze, gdyby Hermiona nie podwinęła szpitalnej koszuli i nie ukazała światłu dziennemu nogi Sevii. Zarówno chłopak jak i dziewczyna skamienieli w połowie ruchu z przerażenie, połączonym z obrzydzeniem na twarzach. Mionie zaszkliły się lekko oczy, gdy patrzyła na to, co zrobił tej biednej, małej, wątłej osóbce wilkołak. "Ona na to nie zasłużyła..."-powtarzała ciągle w myślach, próbując ukryć łzy.
Uszkodzona część ciała Severki wyglądała okropnie. Głęboka Rana zamiast się goić zaropiała, a skóra wokół niej przybrała niezdrowy fioletowy kolor z licznymi zaczerwienieniami.
Pierwszy wybudził się z szoku Malfoy i rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu McGonagall, ale zamiast niej znalazł kogoś innego, którego obecność ani trochę go nie uszczęśliwiła, a wręcz przeciwnie, rozzłościła. Smok zmarszczył gniewnie brwi i zacisnął mocno szczęki, aż na jego policzkach wyraźnie uwypukliły się mięśnie. Powoli odszedł od posłania, na którym, leżała jego siostra i ruszył w stronę znieruchomiałego na szpitalnym łóżku przystojnego DJ'a.
Kiedy był wystarczająco blisko, pochylił się lekko nad nim, nie chcąc się pobrudzić nieczystością tego "dzikusa" i zjechał go od stóp do głowy pogardliwym spojrzeniem.
-Nigdy ci nie wybaczą tego, śmieciu...-wysyczał szyderczo do śpiącego, niczego nieświadomego chłopaka.
-Panno Granger!-odwrócił się na dźwięk głosu nauczycielki transmutacji.
Już myślał, już miał nadzieję, że McSztywna chce zbesztać za coś tą kujonicę Granger, ale bardzo się zdziwił, kiedy zauważył, że wzrok profesorki jest skierowany prosto na niego.
-Ale ja nie...-już chciał zaprzeczyć, kiedy przypomniał sobie w czyim ciele teraz jest.
Uderzył się otwartą dłonią w czoło i szybko się zreflektował.-Nie, nic... 
Dyrektorka spojrzała na niego podejrzliwie, ale kontynuowała to, co wcześniej zaczęła mówić, a Draco odetchnął z ulgą.
-Co panienka zamierza zrobić panu Morrisonowi, że się tak nad nim pochyla?-spytała spokojnie.
-Zaraz... Mogłaby pani powtórzyć? Jak to coś się nazywa?-zapytał Draco ze śmiechem.
-Nie coś, tylko ktoś.-zbeształa go Minevra.-Morrison. Bożydar Morrison.
Draco stał przez chwilę nieruchomo, a potem nagle wybuchnął głośnym, niepohamowanym rechotem. to samo kilka metrów dalej stało się z Hemrioną.
-Bożydar! Na Salazara! Hahaha jak można tak skrzywdzić dziecko??? Hahahaha...-wyjękiwał z trudem poszczególne słowa, krztusząc się ze śmiechu.
McGonagall spojrzała na niego wręcz z pogardą i potępieniem, a następnie zwróciła się do Hemriony, przebywającej aktualnie w ciele Draco.
-Niech się pan tak nie cieszy, panie Malfoy. Jutro przyjeżdżają tu pańscy rodzice, by zobaczyć co z pańską siostrą.-oznajmiła z powagą.
-COOO???!!!

czwartek, 14 stycznia 2016

R.I.P Alan Rickman

Witajcie!
Pewnie większość z Was już o tym wie, ale dzisiaj 14.01.2016r zmarł w wieku 69 lat Alan Rickman-aktor grający w Harrym Potterze Severusa Snape'a.
Dla mnie osobiście Snape to byla druga ulubiona postać zaraz po Draco, a Alan idealnie wpasował się w tę rolę i odegrał ją perfekcyjnie!
Bardzo mi smutno z powodu jego odejścia.

R.I.P Alan Rickman [*]

Pozdrawiam
E.L.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Przepraszam...

Przepraszam, że naprawdę długo nie ma żadnego rozdziału, ale mam kilka powodów, by nie mieć czasu pisać. Otóż wcześniej wena się na mnie obraziła i sobie gdzieś poszła, a poza tym w szkole muzycznej miałam niemałe zamieszanie, bo były egzaminy. Teraz przez ten tydzień wystawiają oceny w gimnazjum, ale nie to jest głównym powodem. Biorę udział w konkursie na paczkę u JDabrowskiego i staram się teraz, by zrobić ją najlepiej jak potrafię, a jutro już powinnam ją wysłać.
Pocieszę Was, że rozdział jest prawie skończony i tylko brakuje kilku akcji, by wszystko dopełnić.
Oprócz tego zapraszam do brania udziału w ankiecie, która się znajduje na pasku po lewej.
Mam nadzieję, że uda Wam się wytrzymać jeszcze trochę.

Pozdrawiam
E.L.

wtorek, 29 grudnia 2015

Miniaturka 4 - Ech... Święta

Witajcie! Oto spóźniona świąteczna miniaturka! Rozdział pojawi się prawdopodobnie do końca przerwy świątecznej, ale nic nie obiecuje. Zapraszam do głosowania w ankiecie, która znajduje się na pasku po lewej. Miłej lektury!

Justin Bieber - Mistletoe


Święty Mikołaju!

Mam do Ciebie pytanie... Czemu ja zawsze dostaję takie lipne prezenty???
Otrzymałem ostatnim razem Nimbusa 2001, a chciałem Błyskawicę! Dlaczego? Co ja Ci zrobiłem, że mnie tak okrutnie każesz?
Kto to w ogóle widział, żeby jakiś stary dziad właził do domów przez komin? Dziwie się, że ludzie nie boją się, że coś im rąbniesz...
Jako najwyższej rangi arystokrata żądam natychmiast wyjaśnień!

Z poważaniem
Dracon Lucjusz Malfoy


Był wieczór wigilijny. Cała rodzina Malfoy'ów siedziała przy stole, kiedy nagle Severia Malfoy wykrzyknęła:
-Draco! Chodź zobaczyć czy prezenty są już pod choinką! Prooooszę...
-Dobrze, dobrze...-westchnął ze zrezygnowaniem starszy brat dziewczynki i uśmiechnął się do niej lekko.
Sevia chwyciła go za rękę i pociągnęła do salonu. Draco poszedł za nią, prawie się nie zabijając po drodze o stolik, stojący w przedpokoju.
-Kto to tu stawia?!-zaczął się denerwować i już chciał kopnąć drewniany przedmiot, ale nie zdążył, bo siostra pociągnęła go mocno i już po chwili znaleźli się w docelowym pomieszczeniu. Severka podbiegła szybko do przepięknie wystrojonej choinki, pod którą piętrzyły się prezenty. Rzuciła się w ich stronę i wyciągnęła wielką, różową paczkę. Po przeczytaniu doczepionej do niej karteczki wstała i podeszła do siedzącego nieopodal na fotelu brata.
-To dla ciebie, Draco.-powiedziała, podając mu pakunek.
Blondyn spojrzał na nią ze zdziwieniem, a potem przeniósł podejrzliwy wzrok na prezent, leżący na jego kolanach. Wziął w palce małą karteczkę i powoli odwrócił ją na stronę, gdzie znajdowało się pochyłe pismo.

To, że różowa nie znaczy (chyba), że dla pedała, Draconie.

Chłopak wykrzywił swoją twarz w grymasie obrzydzenia, połączonego z nienawiścią, ale mimo to powoli zabrał się za otwieranie pudełka. Po uporaniu się z różnego rodzaju wstążeczkami, kokardkami i trzema warstwami tego obrzydliwie różowego papieru Draco mógł w końcu rozpakować samo pudełko. Powoli otworzył je i ostrożnie zajrzał do środka. Zmarszczył w niezrozumieniu brwi, bo we wnętrzu opakowania znalazł bardzo zamiast prezentu znajdowało się pełno kolorowych skrawków bibułek. Wziął do ręki kilka z nich i po chwili strzepnął je z obrzydzeniem na dywan. zaczął dziko kopać w pozostałych, które zostały w pudełku. Po kilku sekundach wyciągnął z niego... puszyste bambosze. Trzymał je w ręce na wysokości swoich oczu i przypatrywał się latającym oczkom fioletowych zwierzątek.
-Co... Co to jest?!-wykrzyknął z irytacją i niezrozumieniem.
Po tych słowach w jego głowie rozbrzmiał cichutki, drżący od śmiechu szept, z którego obecności Draco na pewno nie był zadowolony: "To twój prezent... Wesołych Świąt..."
-Dzięki Mikuś...-warknął ironicznie pod nosem Malfoy.

niedziela, 6 grudnia 2015

Urodziny bloga!

Witajcie!
Dzisiaj mija dokładnie rok od stworzenia tego bloga!
Ja osobiście nie wierze, że już tyle czasu pisze to opowiadanie.
Dziękuję wszystkim czytelnikom! Tym komentującym i tym tylko czytającym. Motywujecie mnie do dalszej pracy, dziękuję.
Największe podziękowania kieruję do Charlotte Petrova. Dziękuję za komentarze pod praktycznie każdym rozdziałem! Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną do końca.
Oczywiście moją wenę bardzo wspomaga niezastąpiona Aries XD razem z Martą Sz. Obydwie zawsze macie wspaniałe pomysły!

Jeśli chodzi o rozdział to ukaże się on prawdopodobnie 19-20 grudnia. Mam nadzieję, że będzie pod nim o wiele więcej wyświetleń i komentarzy niż pod ostatnim. Rozdział będzie zatytułowany: "Gdzie jest moje ciało?!", więc chyba każdy już się domyśla co się w nim wydarzy.

Zachęcam do czytania i komentowania rozdziałów. To nie dla ilości tylko dla weny. No i przy okazji wiem, że ktoś to wszystko jeszcze czyta.

Dzisiaj wieczorem koło 22:00 powinna pojawić się mikołajkowa miniaturka.

Jeśli chodzi o kontynuację miniaturki, której pierwszą część wstawiłam we wrześniu to kolejne fragmenty pojawią się w święta, bo wtedy będę miała czas na pisanie.

Pozdrawiam
E.L.

sobota, 17 października 2015

Rozdział 25 - Komplikacje

Witaaajcie... Tak wiem, że całkowicie nawaliłam... Nie zdziwiłabym się gdyby większość osób tu nie zaglądała już. A tym, którzy są wytrwali i zostali z całego serca dziękuję. Teraz postaram się wstawiać rozdziały co miesiąc. Przepraszam, ale częściej nie dam rady.
Ten rozdział dedykuję Emilii W, Aries XD i Charlotte Petrova.
Chciałabym byście komentowali ten rozdział (następne oczywiście też). Chciałabym zobaczyć ile was zostało tutaj jeszcze. Za każdy komentarz z góry dziękuję. To nie dla ilości tylko dla motywacji, bo to naprawdę dużo daje jeśli widzę, że ktoś czyta moje wypociny. W kolejnym rozdziale będzie duuuuużo działo.
Zapraszam do czytania tego wyczekanego rozdziału!
Piosenki przy których go pisałam:

 Ed Sheeran-Grade 8

Christina Perri-A Thousand Years


Herm zwróciła wzrok w stronę uczniów i zauważyła, że oni nie patrzą na nich, tylko na scenę, a konkretnie na stół DJ'a. Dopiero teraz usłyszała dochodzące zza niego jęki bólu, ciężkie sapanie i krótkie, urywane warknięcia.
Od razu zaczęła przepychać się przez tłum gapiów, by dotrzeć do celu. Domyślała się, że te niepokojące odgłosy wydaje przystojny DJ i chciała jak najszybciej zobaczyć co mu jest. Może ktoś przez przypadek (albo i nie) strzelił w niego zaklęciem? Nie, to niemożliwe... Tylko ona i Malfoy mają zwyczaj obrzucania się na środku korytarza różnego rodzaju klątwami. Nikt inny tak nie robi.
Trochę dziwne mogło wydawać się to, że widziała tego chłopaka raz w życiu, a już tak bardzo się o niego boi. Nawet nie znała jego imienia! Nie wiedziała co ją pchało do tego, by zobaczyć co mu jest, pomóc mu, ale w zasadzie powód takiego zachowania nie obchodził jej. Teraz liczyło się tylko to, czy młodzieniec jest cały i zdrowy.
W miarę jak się zbliżała warczenie przybierało na sile, a ona coraz bardziej się martwiła. Kiedy była kilka metrów od celu zza stołu wyłoniła się wychudzona łapa, która przejechała po blacie długimi pazurami, zostawiając na nim głębokie rysy. Dźwięk, który przy tym był wydawany był gorszy niż pisk kredy przyciskanej do tablicy i wrzask tysiąca kruków razem wziętych. Chwilę później oczom uczniów i zszokowanej Hermiony ukazał się w całej postaci przerażając, wściekły wilkołak o tym samym kolorze teczówek co DJ. Miał on rzadkie włosy na ciele, szarawą skórę i wystający z wychudzenia kręgosłup. Herm stanęła jak wryta, wytrzeszczając oczy na odrażającą kreaturę, która nabrała powietrza w płuca i zawyła przeszywająco. "No tak, dzisiaj jest pełnia..."-pomyślała z przekąsem i gwałtownie wybudziła się z szoku. Potrząsnęła głową, szybko odwróciła się do osłupiałych uczniów i wrzasnęła z całych sił:
-Na co czekacie?! Uciekajcie!!!
W jednej chwili na sali zapanował totalny zamęt, bo wszyscy na raz rzucili się do drzwi. Słychać było wszędzie paniczne krzyki i piski oraz wszechobecny, głośny tupot stóp. Miona również rzuciła się do wyjścia, ale odwróciła jeszcze na chwilę głowę w stronę wilkołaka, który ponownie zawył i zaczął powoli wychodzić zza konsoli, obserwując bacznie tłum. Wyglądał jakby szukał potencjalnej ofiary i irytowało go to zamieszanie. Kątem oka zauważyła Draco i Severią, biegnących kilka metrów od niej. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że pewnej chwili Sevia potknęła się o przewrócony stolik i upadła na podłogę, a Smok myśląc, że ona jest za nim popędził dalej, nieświadomie ją zostawiając. Stwór od razu to zauważył i rzucił się w jej stronę z groźnym wyrazem pyska, z którego kapała na podłogę ślina. Herm nie wiele myśląc zawróciła i podbiegła do Severki, która leżąc na plecach wpatrywała się z przerażeniem w bestię, która najwyraźniej chciała ją rozszarpać. Miona wiedziała, że zwierze czy co tam było jest o wiele szybsze od niej i może nie zdążyć na czas. Wytężyła wszystkie siły i przyspieszyła. Przez głowę przemknęła jej zupełnie nieproszona w tej chwili myśl, że nigdy nie biegła aż tak szybko, ale czym prędzej ją odgoniła i skupiła się na Sevii, którą sekundy dzieliły od pewnej śmierci.
Hermiona dotarła do niej w tym samym momencie co potwór i kiedy on chciał zatopić w blondynce kły Gryfonka zdjęła jedną ze swoich szpilek, które miała na stopach i przywaliła mu nią z całej siły w pysk. Jednak potwór zdążył machnąć łapą, uzbrojoną w ostre i długie jak sztylety pazury, rozcinając skórę na odsłoniętej łydce Severii. Maloy'ówna wrzasnęła rozdzierająco z bólu, a po jej policzkach pociekły łzy. Hermiona spojrzała na nią z paniką w oczach. Wilkołak rozszarpał jej nogę prawie do kości i teraz z rany lała się obficie krew, barwiąc posadzkę wokół na czerwono.
Sekundę potem Miona kątem oka zauważyła błysk platynowej czupryny po swojej lewej stronie. Okazało się, że to przybiegł Draco, który widocznie zorientował się, że nie ma przy nim Sevii. W tym samym czasie stwór otrząsnął się po uderzeniu i zwrócił w stronę Hermiony z żądzą mordu w oczach. "Tego nie przewidziałam..."-pomyślała, stojąc sparaliżowana przed bestią, która najwidoczniej była bardzo rozjuszona. Z pyska na podłogę kapała jej ślina, a kły błyszczały złowrogo.
-Granger, wiej!!!-krzyknął Smok, biegnąc z Severką na rękach do wyjścia.
Hermiona była jednak w zbyt wielkim szoku, by cokolwiek zrobić. Sterczała nieruchomo jak kołek przed śliniącym się potworem i czuła się, jakby nogi wrosły jej w ziemię. Nawet jakby chciała się ruszyć, to by nie mogła, a wilkołak coraz bardziej się do niej zbliżał.
-Granger!!!
Nie słyszała panicznych wrzasków. Przed oczami ciągle miała obraz pazurów rozrywających nogę Sevii, a w uszach jej przeszywający krzyk. Brzmiał on jakby obdzierano ją żywcem ze skóry. To był najgorszy dźwięk jaki w życiu słyszała, a w jej głowie na dodatek wydawał się dziesięć razy głośniejszy i donośniejszy. Prawie, że czuła jak wyimaginowane przez jej mózg fale dźwiękowe przeszywają ją na wylot, dziurawiąc jak poduszeczkę na szpilki.
Jak w transie patrzyła, jak stwór unosi do góry łapę, by ją uderzyć. Obserwując to nie czuła nic. Nie była nawet do końca świadoma tego, że zaraz prawdopodobnie zginie. Była jak taka krucha woskowa figura. Widziała, że zaraz coś ją rozbije na tysiące kawałków, ale nie była w stanie nic na to poradzić, ani jakkolwiek się obronić.
Nagle poczuła jak ktoś ją łapie za rękę i pociąga na podłogę, jak się okazało w ostatniej chwili, bo szpony wilkołaka minęły jej twarz o centymetry. Z chwilą uderzenia ciałem o twardą, zimną posadzkę oprzytomniała. Spojrzała ze zdezorientowaniem w oczach na swojego wybawcę, którym okazał się Harry.
-Uciekaj!!!-wrzasnął Gryfon, a ona od razu zerwała się na równe nogi i rzuciła do drzwi.
Bieg skutecznie utrudniał jej tylko jeden but na obcasie, ale w końcu dotarła do celu i z westchnieniem ulgi oparła się o ścianę korytarza. Harry stanął obok niej chwilę później, również głośno oddychając, bo zanim zaczął uciekać wepchnął jeszcze wilkołakowi but Hermiony do pyska. W chwili, gdy oboje przekroczyli próg, drzwi zostały błyskawicznie zamknięte i zabezpieczone zaklęciami przez Blaise'a i Pansy.
Pierwsza myśl, która pojawiła się w głowie Hermiony to: "Gdzie jest Severia?"
-Co z Sevią?!-krzyknęła z paniką w oczach.
-Spokojnie, spokojnie...-powiedział uspokajająco Zabini, łapiąc ją delikatnie za ramiona i zmuszając, by na niego spojrzała.-Draco zabrał ją od razu do Skrzydła Szpitalnego.
Po tych słowach Mionę nagle ogarnęła przygnębiająca beznadziejność. Wszystko stało się szare i bezwartościowe, a ona wybuchnęła niepohamowanym płaczem. Diabeł wytrzeszczył na nią oczy, nie wiedząc co się dzieje, o co chodzi i jak się w tej chwili zachować. Harry widząc, że jego czarnoskóry kolega jest bezradny odsunął go na bok i pochylił się do zalanej słonymi łzami Herm.
-Co się stało?-zapytało cicho, delikatnie unosząc jej podbródek.
-Ja...-wyjąkała z trudem, przełykając ślinę-... nie wiem.
Niby miała tą świadomość dlaczego się rozpłakała, ale nie umiała tego ubrać w słowa. Na pewno miało to jakiś związek z traumatycznymi wydarzeniami, które przeżyła przed chwilą.
Nie zdążyła dokładnie się nad tym zastanowić, bo chwile później przed oczami pojawiły jej się czarne plamy, a sekundę potem jej ciało osunęła się w ramiona Harrego.

***
 Uchyliła lekko powieki, zastanawiając się gdzie się znajduje i co się stało. Co się działo po tym jak urwał jej się film? Po krótkiej chwili obraz nabrał ostrości i mogła całkowicie otworzyć oczy. Pierwsze do czego doszła to to, że leży na niezbyt miękkim łóżku pod cienką kołdrą. "Aha, czyli przynieśli mnie do Skrzydła Szpitalnego..."-pomyślała i zaczęła się rozglądać, powoli poruszając na boki głową. Nie mogła wykonywać nią gwałtownych ruchów, bo bardzo ją bolała. Była noc, więc dużo nie było widać, ale zauważyła, że na posłaniu obok leży pod okryciem jakaś drobna postać, a koło niej na krześle siedzi jakiś człowiek. Osobnik ten wyglądał na zrezygnowanego i nieszczęśliwego. Był zgarbiony, twarz chował w dłoniach, a jego barki trzęsły się, jakby szlochał.
Powolutku podniosła się do pozycji siedzącej i ponownie przyjrzała się dwóm tajemniczym postaciom.
W pewnej chwili zza chmur za oknem wyłonił się okrągły księżyc w pełni i rzucił przez szybę smugę światła na głowę siedzącego przy łóżku człowieka. W ciemności zabłysły nieułożone, platynowe włosy, a on już wiedziała do kogo należą.
-Malfoy?-zapytała cicho, by go nie przestraszyć.
Blondyn podniósł na nią wzrok, wciągnął gwałtownie powietrze i zaczął szybko ocierać spływające mu po policzkach łzy. Wyglądał na zawstydzonego, że zastała go w takim stanie i nieudolnie próbował to ukryć. Jednak Herm ciągle widziała jego pogniecione ubranie (nawet nie zdjął tego różowego garnituru), wory pod oczami, zmęczony wyraz twarzy i poplątane kosmyki, opadające mu na czoło.
-Granger?-zapytał ze zdziwieniem.-Obudziłaś się już? Poczekaj chwilkę! Zaraz zawiadomię panią Pomfrey! Nie ruszaj się nigdzie! Już idę! Tylko siedź tu ciągle i nigdzie nie uciekaj!-zaczął wyrzucając z siebie zdania z szybkością karabinu maszynowego,
-Malfoy...-zaczęła, ale nie mogła dokończyć, bo Draco dalej nawijał jak najęty, nie zwracając na nią uwagi i nie dając jej dojść do słowa.
W sumie to jej pewnie nawet nie słyszał, bo był zajęty swoimi chaotycznymi myślami i słowami, które jednym ciągiem wychodziły z jego ust.
-Malfoy!-krzyknęła, zirytowana jego bezsensownym zachowaniem.
Blondyn od razu zamilkł i spojrzał na nią pytająco.
-Co?-zapytał, patrząc na nią wielkim i oczami.
Miona wypuściła z ulgą powietrze z ust, ciesząc się, że Ślizgon już nie gada.
-Nie histeryzuj, tylko idź spokojnie powiadom panią Pomfrey, że się obudziłam, dobrze?-mówiła powoli i wyraźnie, by to wszystko do niego dotarło.
Jednak zanim Smok wykonał jakikolwiek ruch do sali wkroczyła pielęgniarka i warknęła:
-Co to za krzyki o tej porze?! Jest czwarta rano! Ciemno jeszcze, a wy już się kłócicie!-po tych słowach przeniosła wzrok na Hermioną, która siedziała na łóżku i jej twarz natychmiastowo złagodniała.-Och panno Granger! Obudziła się panienka?-Miona przytaknęła lekko głową, a kobieta kontynuowała.-Proszę w takim razie położyć się i spróbować zasnąć. Nic panience nie jest, tylko panienka stracił przytomność, więc żadne eliksiry, ani inne pomoce nie będą potrzebne.-podeszła do niej i pomogła jej ułożyć się wygodnie na poduszce, po czym odwróciła się w stronę blondyna.
-Niech pan zostanie, panie Malfoy... Nie podoba mi się to, że się pan tutaj wkradł w środku nocy, no ale niech już panu będzie. Skoro tak bardzo martwi się pan o siostrę to mogę zrobić jeden wyjątek, ale jej na razie nic nie pomoże.-powiedziała dobrodusznie i wróciła wolno do swojego biura.
Herm chciała jeszcze zapytać co z Severią, ale poczuła jak bardzo ciążą jej powieki. Westchnęła cichutko i zamknęła oczy, odpływając w ramiona Morfeusza.

***
Pansy, Harry i Blaise już od dwóch godzin siedzieli w łazience Jęczącej Marty i czekali, aż podejrzana substancja, znajdująca się w kociołku pomiędzy nimi zmieni kolor na błękitny.
-No ile można?!-wyjęczał Zabini, unosząc ręce ku niebu, a raczej ku sufitowi w geście załamania.-Nie możemy tego zostawić w cholerę i sobie pójść?!
-Blaise, nie możemy tego tu tak po prostu postawić i sobie gdzieś poleźć, bo ta płaczliwa sierota co tu mieszka jeszcze to rozwali!-zganiła go Pansy i od razu tego pożałowała...
-Ja, sierota?!-wszyscy odwrócili się w stronę krążącej nad toaletami Jęczącej Marty.
-No i masz... westchnął Harry, chowając ze zrezygnowaniem twarz w dłoniach.
Duch szybko podleciał do nich i zbliżył swoją półprzezroczystą twarz do Pansy. Marta wyciągnęła w jej stronę swój chudy i krzywy palec, który przeniknął jej nos i załkała ze złością:
-To, że jestem martwa i w zasadzie nic nie czuję, to nie znaczy, że można mnie obrażać kiedy się zechce!
Po tych słowach prychnęła z pogardą na czarnowłosą, odwróciła się i z pluskiem wskoczyła do najbliższej toalety. Slizgonka tylko wywróciła oczami i zwróciła głowę z powrotem w stronę chłopaków, którzy nawet tego nie zauważyli, bo wpatrywali się z przerażeniem w kociołek. Parkinson również spojrzała w tamtą stronę i aż otworzyła usta ze zdziwienia. W naczyniu pieniła się i kipiała błękitna ciecz, która wyglądała, jakby lada chwila miała wypełznąć z niego na podłogę, przeżerając kafelki.
-Harry! Szybko!!!-krzyknęła, budząc Wybrańca z transu, podczas którego wpatrywał się tępo w kroplę wyżerającą małą dziurę w podłodze,
Od razu chwycił stojący obok niego słoik ze srebrzystym proszkiem w środku i wsypał całą jego zawartość do kociołka.
-Ty idioto!!!-wydarła się Parkinson, kiedy zobaczyła co takiego Złote Dziecko zrobiło.-Za dużo tego dałeś!!!
Teraz dopiero Harry zorientował się co właściwie zrobił. Wytrzeszczył oczy i rozejrzał się dookoła, jakby poszukując pomocy u przybrudzonych ścian łazienki, po czym złapał się za głowę w geście załamania i skulił się, by uniknąć przeszywającego wzroku wściekłej Ślizgonki.
-Ale przynajmniej już nie kipi...-wymamrotał tak cichutko, że Pansy ledwo go usłyszała.
Siedzący obok Blaise tylko przejechał sobie otwartą dłonią po twarzy, ale po chwili gwałtownie poderwał głowę do góry i spojrzał na swoich towarzyszy z zadziornym błyskiem w oku i szerokim uśmiechem na ustach.
Czarnowłosa i Potter popatrzyli na niego jak na kogoś, kto natychmiastowo potrzebuje całego sztabu magomedyków na oddziale zamkniętym w Mungu, a on tylko wyszczerzył się do nich jeszcze bardziej. Jednak, kiedy jego oczy po kilkunastu sekundach nie zauważały żadnych zmian w wyrazach twarzy przyjaciół uśmiech zaczął schodzić mu powoli z ust, a zastąpiło go niezrozumienie.
-W na serio nie ogarniacie o co chodzi?-zapytał, rozczarowany ich zastraszająco niskim poziome logicznego myślenia.
Gryfon i Ślizgonika spojrzeli porozumiewawczo po sobie, utwierdzając się w tym, że Blaise naprawdę potrzebuje pobytu w psychiatryku.
-Nie...-powiedziała wolno Pansy, patrząc z lekkim niepokojem na Zabiniego, który tylko załamał ręce i westchnął.
-Czy naprawdę tak trudno jest dojść do tego samemu?-zapytał ze zrezygnowaniem.
-No ale...-zaczął Harry, ale Ślizgon mu przerwał.
-To było pytanie retoryczne, Potter... No przecież im dłużej będą zamienieni ciałami tym więcej śmiechu dla nas będzie! Przecież to co nasz "wybawca" dosypał to był składnik przedłużający działanie, no nie?
Jak to powiedział na wszystkich spłynęło oświecenie i rozległy się pomruki typu: "Aaa...", "No chyba, że tak...", "O to chodziło...".
-No to...-zaczęło niepewnie Złote Dziecko.-Ile ten eliksir będzie teraz działać?
Pansy pochyliła się nad kociołkiem, marszcząc z obrzydzeniem nosek, bo wydobywający się z niego smród był nie do zniesienia. Ku jej lekkiemu zdziwieniu jego zawartość nie miała już ładnej, jasnobłękitnej barwy, tylko kolor ciemnego prawie, że czarnego fioletu.
-Tydzień.-odpowiedziała.-Im ciemniejsza barwa, tym dłuższy czas działania.
-Yhm...-mruknął Wybraniec.-Tylko co oni na to powiedzą? Raczej nie będą jakoś bardzo zadowoleni...
-Przecież im tego nie powiemy!-zaśmiał się Ślizgon.-Ja chcę jeszcze trochę pożyć! Zresztą i tak się kiedyś dowiedzą. Mogę się założyć, że w środku nocy przylecą do nas z wyrzutami.
-Obyś nie miał racji, bo jak Draco do mnie przyleci o północy to mu przywalę poduszką i wywalę poza teren Hogwartu.-mruknęła Pansy.-No ale okej. To przelewamy to świństwo do buteleczek?-zapytała z ożywieniem, bo coraz bardziej podobał jej się ten pomysł.-Salazarze jak ja im współczuję, że będą musieli to pić...
-A gdzie są fiolki?-zapytał Harry i zaczął się rozglądać dookoła.
Blaise zerknął na niego z niepokojem czy na pewno dobrze się czuje, bo szukane przedmioty leżały tuż przed Wybrańcem.
-Potter, one leżą przed tobą...-powiedział po chwili ciszy.
-A no tak... Dzięki Zabini!
Parkinson szybko zabrała mu z ręki szklane naczynia, napełniła je za pomocą małej chochelki śmierdzącą cieczą i podała zniesmaczonemu Blaise'owi, patrząc na niego wzrokiem mówiącym: "Jak to upuścisz to cię zabiję", po czym wstała i jednym machnięciem różdżki usunęła wszystkie ślady ich obecności w tym miejscu.
-Jak myślicie, gdzie oni teraz mogą być?-zapytała, patrząc to na Diabła, to na Harrego.
-Hermiona pewnie jest w dormitorium i czyta książkę, a Smok ostatnio ciągle siedzi nad jeziorem. Niedługo mu dupa do ziemi przymarznie...
-Ciągle na tym mrozie siedzi?-zapytała zatroskana Pansy.-Od trzech dni opuszcza lekcje, a jak już na jakąś przyjdzie to tylko leży na ławce jak jakieś zwłoki...
-Ale na peeeewno się rozbudzi jak będzie miał zamiast swojego ciało Mionki...-Zabini poruszył zabawnie brwiami, uśmiechając się jak rasowy zboczeniec, a Pansy uniosła lekko kąciki ust do góry.
Z optymistycznymi myślami w głowach i oczekiwaniami na dużo śmiechu przez ten tydzień wyszli z łazienki, rozglądając się czy nie ma w pobliżu Filcha lub tego jego zapchlonego kociska.
Slizgonka ostrożnie wyjrzała zza rogu, kiedy nagle rozległ się donośny huk, który poniósł się echem po pustym korytarzu. Błyskawicznie odwróciła głowę i ujrzała Zabiniego, który rozglądał się w panice na boki. Przed chwilą ciężkie drzwi wyślizgnęły mu się i zamknęły z głośnym trzaskiem, a teraz szukał dookoła jakiegoś pomysłu, który pozwoliłby mu przeżyć wybuch gniewu Pansy. Szybko podjął decyzję i zrobił coś, co jego zdaniem było w tej sytuacji najrozsądniejsze;
-Wiejemy!!!

sobota, 19 września 2015

Wracam jeszcze we wrześniu!!!

Jestem teraz w nowej szkole, w nowej klasie i zdążyłam już się do wszystkiego przyzwyczaić.
Teraz dopiero będę miała w miarę czas by napisać rozdział. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda i czeka na nową notkę. Wrócę jeszcze we wrześniu, prawdopodobnie pod koniec. A na razie zapraszam do przeczytania pierwszej części miniaturki.

Pozdrawiam
E.L.

niedziela, 6 września 2015

Miniaturka 3 - Przymus? cz.1

Witajcie! Dzisiaj trochę krócej, bo nie miałam zbyt czasu, ponieważ zaczęłam właśnie naukę w gimnazjum i co chwila mam zadawane jakieś prace pisemne. Mam nadzieję, ze ta miniaturka się wam spodoba. Piszcie w komentarzach co o niej myślicie. Rozdział pojawi się 12-13 lub 19-20. Teraz nowe notki będą się pojawiać średnio co miesiąc. A teraz zapraszam do czytania!

Lucjusz Malfoy siedział w wielkim, ciemnozielonym fotelu w mrocznym salonie Malfoy Manor. W jednej ręce trzymał szklankę Ognistej Whisky, a w drugiej zapalonego papierosa, którym co jakiś czas z przyjemnością się zaciągał. W sumie jak tak się tak teraz zastanawiał, to doszedł do wniosku, że cieszy się, że wojna się skończyła, Voldemort nie żyje, a wszyscy Śmierciożercy nie zwalają mu się co chwila do domu. Teraz panował tu niczym niezmącony spokój, cisza i zero zasad... Chociaż nie. Byłoby tak, gdyby nie jego kochana Narcyza, która właśnie wmaszerowała do pokoju z gniewnym wyrazem twarzy. Ciekawe o co tym razem jej chodziło?
-Ile razy ci mówiłam, żebyś nie palił tego świństwa w domu!-wrzasnęła, wskazując na tlącego się papierosa w jego dłoni.
Oczy Malfoy'a seniora rozszerzyły się ze strachu. Jak on mógł znowu tak wpaść? Czy ona ma jakiś radar w głowie, że zawsze wyczuje jak on pali? To nie fair!
-Ależ Cyziu...-zaczął, ale nie dała mu dokończyć.
-Pamiętasz, jak się umawialiśmy?-zapytała, unosząc jedną brew.-Jeśli jeszcze raz przyłapię cię na paleniu w środku posiadłości, to ja wybieram Dracusiowi żonę!-dokończyła tryumfalnie.
"Chyba zołzę..."-pomyślał Lucjusz, szczerząc chytrze zęby i kiwając na nią palcem.
-Ale jeśli nie zrobisz tego w ciągu siedmiu dni to to prawo przechodzi z powrotem na mnie.
-Ty się już o to nie martw kochanie.-syknęła.-Ja już znalazłam kandydatkę.
-A mogę chociaż wiedzieć kim ona jest?-spytał zrezygnowanym głosem wiedząc, że już nic w tej kwestii nie wskóra, bo Narcyza jak nic wygrała.
-Jest to czarownica...
-To to i ja wiem...-wymamrotał blondyn, a żona zgromiła go spojrzeniem.
-To mugolaczka.-powiedziała po krótkiej ciszy.
-Co?!-krzyknął, zrywając się z fotela.
-No przecież mówiłeś, że powinniśmy teraz pokazać ministerstwu, że jesteśmy tolerancyjni.
-Ale nie w taki sposób!!!-pieklił się Lucek.
-A to już nie moja wina, że wyrażasz się niedokładnie.-prychnęła i wyszła z pokoju zostawiając załamanego Lucjusza samego.
Mężczyzna schował twarz w dłoniach, a jego barki zatrzęsły się od śmiechu. Tak, od śmiechu! "Ale Draco będzie miał przechlapane..."-pomyślał z rozbawieniem.
Chwilę po tym usłyszał trzaśnięcie drzwi wejściowych i okrzyki radości w wykonaniu jego żony, typu: "Och, kochanie! Jak dobrze, że przyjechałeś misiaczku! Mój ty mały Smoczusiu!" oraz głośne jęki niezadowolenia najprawdopodobniej jego jedynego syna.
-Ojciec jest w salonie i ma ci coś ważnego do powiedzenia.-usłyszał i westchnął ciężko. Znowu on ma przekazywać te złe informacje...
Po chwili do pomieszczenia wkroczył Draco, który z dziwnym wyrazem twarzy co chwila spoglądał za siebie.
-Siadaj.-mruknął Lucjusz, a Draco powoli opadł na fotel na przeciwko niego.
Malfoy senior wziął głęboki oddech i zapytał:
-Chcesz najpierw usłyszeć złą wiadomość czy gorszą?
Draco uniósł lewą brew i odparł z lekkim uśmiechem na ustach:
-Poproszę złą...
-Matka wybierze ci żonę.-wypalił starszy blondyn.
-Co?! Znowu paliłeś w domu?!
-No... Troszeczkę...-wymamrotał pod nosem Lucjusz, a Draco przejechał sobie otwartą dłonią po twarzy.
-Wiadomo chociaż kto to?-zapytał z rezygnacją, godząc się już po części z losem.
-Czarownica pochodzenia mugolskiego.-nie, jednak się nie pogodził. Ani trochę.
-Nie no super! Po prostu pięknie! Mam najlepszych rodziców pod słońcem!!!-ironizował.
Wstał i poszedł na górę do swojego pokoju, machając na oślep rękami i drąc się w niebogłosy. Za co to on został tak pokarany przez Salazara?!
W tym samym czasie Narcyza wyszła z jadalni, a kiedy zobaczyła swojego synka w takim stanie czym prędzej ruszyła do salonu.
-Co się stało mojemu Smoczusiowi?!-wrzasnęła na biednego Lucjusza już od progu.
Blondyn aż podskoczył na fotelu na dźwięk jej głosu.
-O co ci chodzi?-zapytał z przestrachem i niezrozumieniem.
-Dlaczego mój Dracuś jest taki zdenerwowany?-spytała, marszcząc brwi.
-Aaa...-Lucka olśniło.-Powiedziałem mu z kim masz zamiar go wyswatać.

***
Stała przed wysoką, czarną bramą. Woda spływała po jej szarym płaszczu, mocząc go, a krople deszczu uderzały o kaptur, który miała na głowie. Zastanawiał się właśnie czy podjęła dobrą decyzję. Chociaż w sumie co jej szkodziło? I tak wszyscy ją opuścili. Harry i Ginny wyjechali do Australii, Ron obraził się na nią i zerwał całkowicie kontakty, a jej rodzice nie odzyskali pamięci i nie miała pojęcia gdzie teraz są.
Wzięła głęboki oddech i stanowczo zakołatała w bramę żelazną kołatką w kształcie głowy węża. Po chwili wrota otworzyły się na oścież, a ona niepewnie zaczęła iść w stronę starego dworu ścieżką, ciągnącą się pomiędzy dwoma wysokimi na kilka metrów rzędami żywopłotu.
Kiedy w końcu po dłuższym czasie stanęła przed drzwiami wejściowymi wzięła głęboki oddech i pomyślała: "To będzie trwało tylko dopóki syn, którego mam mu urodzić nie skończy trzech lat.".
Zanim zdążyła zapukać otworzyła jej uśmiechnięta Narcyza Malfoy (nie ukrywała, że spodziewała się zamiast niej skrzata domowego). Od razu zauważyła, że była to bardzo piękna kobieta, która mimo wieku ciągle zachwycała. "Lucjusz Malfoy to ma szczęście..."-pomyślała i uśmiechnęła się życzliwie.
-Zapraszam do środka.-powiedziała miłym głosem pani Malfoy i wpuściła młodą czarownicę do domu.

***
Draco uchylił lekko powieki i od razu je zamknął, bo poczuł potworny ból głowy. Syknął cicho i ostrożnie zerknął na zegarek, który wskazywał jedenastą rano. Na dworze szalała ulewa, a mu nie chciało się ruszać z ciepłego łóżka. Jednak w końcu musiał się ruszyć na poszukiwanie eliksiru, który złagodzi to łupanie z tyłu czaszki. Z ociąganiem przekręcił się na bok, ale łóżko gwałtownie się skończyło i spadł z głośnym hukiem na podłogę."Na pewno obudziłem ojca..."-pomyślał, wywracając oczami. Jego podejrzenia potwierdził stłumiony wrzask z dołu:
-DRACO CICHO!!!
Westchnął ciężko i podniósł się, rozmasowując bolące pośladki. Podszedł do szafki nocnej i wyjął z niej eliksir przeciwbólowy. Wypił go jednym haustem i od razu poczuł ulgę. Tak jak stał (czyli w samych czarnych bokserkach) ruszył do drzwi. Otworzył je i wyszedł na korytarz, ziewając okropnie. Kiedy schodził po schodach na dół usłyszał stłumione głosy i śmiechy. Pchany wrodzoną ciekawością poszedł do salonu, gdzie zobaczył dość niecodzienny widok... Jego matka siedziała na kanapie, popijając z porcelanowej filiżanki herbatę, na przeciwko... Hermiony Granger?!
-GRANGER?!-wydarł się, od razu zwracając na siebie uwagę obu kobiet.
Herm od razu pokryła się szkarłatnym rumieńcem, a Narcyza zmarszczyła gniewnie brwi. Draco stał na środku nieruchomo z otwartymi ustami, szczęką pod nogami i palcem wskazującym wyciągniętym wyciągniętym w stronę zawstydzonej Miony.
-Dracusiu, idź się ubierz kochanie... Wstyd mi robisz, Smoczku...-powiedziała z dezaprobatą pani Malfoy, a Herm czym prędzej odwróciła wzrok.
Po chwili w progu salonu stanął Lucjusz Malfoy, również tylko w bokserkach tyle, ze białych. Spojrzał na swojego syna, nie zauważając swojej syna, ani nietypowego gościa i warknął:
-Czego się tłuczesz o tak nieludzkiej godzinie?! Ludzie chcą jeszcze spać! Jedenasta to przecież środek nocy!-dopiero teraz zarejestrował, że Draco nie rusza się i nie reaguje.-A tobie co? Zaciąłeś się?-pomachał mu ręką przed oczami, ale nie odniósł żadnego skutku.
W pewnym momencie usłyszał głośne chrząknięcie swojej żony. Spojrzał z pytaniem w oczach na nią, a potem przeniósł wzrok na Herm. Na początku w ogóle nie skojarzył co to za dziewczyna. Dopiero po chwili doznał gwałtownego olśnienie i westchnął z rezygnacją.
-Serio?-zapytał, patrząc na Narcyzę. Po czym zwrócił się w stronę Dracona i klepiąc go po ramieniu powiedział:-Z taką baba to ja ci już teraz z całego serca życzę szczęścia.
-Lucjusz!-warknęła z oburzeniem Cyza, a Hermiona już całkiem poczerwieniała.
-No co?
-Idź się ubierz i się zachowuj!
-Dobra...-mruknął.-Draco, jazda na górę!
Smok ciągle będąc w szoku automatycznie, jak robot ruszył w stronę schodów, powtarzając w kółko pod nosem: To tylko sen, to tylko sen...
-Przepraszam...-Narcyza usłyszała cichy głos.
-O co chodzi kochanie?-spytała życzliwie.
-Oni tak zawsze czy to jakaś specjalna okazja?-spytała niepewnie Miona.
-Oj, lepiej już zacznij się przyzwyczajać,-położyła jej dłoń na ramieniu i uśmiechnęła się pokrzepiająco.
Herm odwzajemniła niepewnie uśmiech i pomyślała z rozpaczą: "W co ja się wpakowałam?".

***
Draco wszedł do swojego pokoju i z całej siły zatrzasnął za sobą drzwi, wsłuchując się z satysfakcją w głośny huk. Co matka sobie wyobrażała?? Że niby zmusi go do ożenienia się z tą brudną szlamą? Mowy nie ma! Nigdy się tak nie zhańbi! Trzeba się jej jakoś sprytnie pozbyć... Tylko jak? W zamyśleniu podszedł do szafy i wyjął z niej (uprzednio ledwo unikając zgniecenia przez wypadające z wnętrza ciuchy) czarne jeansy i tego samego koloru koszulę. Jak najwolniej zakładał je na siebie, by nie musieć tak szybko schodzić na dół do jego "kochanych" rodziców i przyszłej, jeszcze bardziej "kochanej" żony. Przynajmniej uważał, że żony, bo co niby Granger miałaby robić w Malfoy Manor? No chyba nie przyszła tu na babskie pogaduszki z jego matką! W pewnej chwili przyszedł mu do głowy pewien szatański pomysł... Skoro Gryfonka jest strasznym kujonem i okropnie perfekcyjną perfekcjonistką, to on musi być niechlujny, chamski i ogółem najgorszy (czyli taki jak zwykle, tylko jeszcze troszkę gorszy). To ją odstraszy. Tak! To jest to! Na pewno jego plan się powiedzie, a szlama ucieknie z wrzaskiem! Draco, ty geniuszu!
Kiedy skończył litanię pochlebstw skierowanych do siebie samego rozejrzał się szybko pokoju. Od czego by tu zacząć? Wyjął z tylnej kieszeni spodni różdżkę (kompletnie nie przejmował się ostrzeżeniami matki, że kiedyś przez przypadek odstrzeli sobie tyłek, jeśli będzie ją tak nosił) i jednym machnięciem sprawił, że w pokoju zapanował totalny bajzel. Wszędzie walały się butelki po Ognistej Whisky i zgniecione kartki papieru. Na podłodze leżały połamane pióra i szczątki szklanych kałamarzy. Na ścianach były plamy różnego rodzaju, których pochodzenia nie chciał znać, a na biurku były małe kałuże po kawie i atramencie. Pościel na łóżku była rozwalona i pognieciona oraz śmierdziała stęchlizną i potem, natomiast szafy wolał lepiej nie otwierać. Jednym słowem przywołał bałagan z całego miesiąca.
Jeśli Granger tu wejdzie, to zemdleje z szoku lub (co bardziej prawdopodobne) od... eee... zapachu albo po prostu zawróci i wyjdzie. To powinno na razie wystarczyć. Wieczorem wszystko posprząta i będzie tak jak dawniej. Uśmiechnął się iście Ślizgońsko i ruszył na śniadanie już w znakomitym humorze, mając w głowie jedną, jakże pozytywną myśl: "Jutro już tu jej nie będzie..."

***
Siedział przy długim stole obok Hermiony i dłubał widelcem w sałatce, w zamyśleniu. W sumie to niewiele brakowało, by spadł z tego krzesła, bo siedział na samym koniuszku, byle jak najdalej od dziewczyny. Niech to śniadanie szlag trafi! Już chciał zacząć wcielać swój diabelski plan w życie, ale skutecznie utrudniała mu to jego matka, która gadała jak katarynka o swoim ogrodzie na tyłach posiadłości. Jednak nagle gwałtownie zmieniła temat, jakby jej ktoś inny guzik w głowie wcisnął:
-Chyba powinnyśmy pojechać niedługo do Londynu po suknię ślubną dla ciebie Hermionko.-na te słowa Draco wytrzeszczył oczy i zaczął się krztusić. "Co?! Już?! Tak szybko?! To dopiero drugi dzień!!!"-takie myśli kotłowały mu się w głowie.
-Dracusiu, spokojnie kochanie.-powiedziała Narcyza, patrząc na niego z troską, a Lucjusz wywrócił oczami i mruknął do niej:
-Mówiłem ci przecież, żebyś nie wspominała o tym przy śniadaniu, bo nastąpi właśnie taka reakcja...-Cyza rzuciła mu spojrzenie godne bazyliszka, a Lucek od razu zamilkł.
Smok w tym czasie trochę już się uspokoił i z trudem wykrztusił:
-Co?!
-No przecież już za miesiąc będzie wasz ślub. Najwyższy czas zacząć wszystko przygotowywać.
-CO?!-wycharczał z jeszcze większym niedowierzaniem.
"Nie, to się ni dzieje na prawdę..."-pomyślał z niedowierzaniem.-"Za miesiąc ożenię się z ta szlamą, bo moi rodzice tak chcą... Nie no, po prostu cudownie!"
-Nie powtarzaj się i nie krzycz przy stole.-zganiła go matka.
-Ale czemu tak szybko?-spytał, ciągle będąc w głębokim szoku.
-Nie będziemy przecież czekać pół roku...-zaśmiała się Cyza.-A tak w ogóle to wpadłam na świetny pomysł!-powiedziała z dziwnym ożywieniem.
-O nie...-wymruczał pod nosem młodszy blondyn, za co został zgromiony wzrokiem.
-Może ty powinieneś wybrać się Hermionką wybrać sukienkę?-zaproponowała pani Malfoy.
-Tak, to bardzo dobry pomysł.-poparł ją Lucjusz.
Smok spojrzał na nich z rozdziawionymi ustami, a potem przeniósł na ojca wzrok mówiący: "Et tu, Brute, contra me?"*. Oni się chyba zmówili czy coś! To niesprawiedliwe! Ma szlajać się z Graneger po sklepach z sukniami? Jeszcze czego!
-W takim razie po śniadaniu możecie ruszać!-Narcyza klasnęła z uciechy w dłonie.-Im szybciej tym lepiej!
Dracon jedynie westchnął ciężko. Za jakie grzechy musi przez to przechodzić? Szlama pewnie będzie kazała mu oceniać, w której kreacji wygląda lepiej, chociaż on i tak sądził, że jej to już nawet najpiękniejsza suknia nie pomoże... W pewnej chwili coś do niego dotarło. Na końcu ceremonii ślubu przypieczętowaniem związku jest...pocałunek.
W jednej chwili pozieleniał cały na twarzy, kiedy sobie to wyobraził. Bez słowa wstał i jak najszybciej popędził do łazienki, by tam zwrócić wolność swojemu śniadaniu. Wszyscy przy stole patrzyli ze zdziwieniem jak znika za rogiem. Po dłuższej chwili ciszy Hermiona spytała cichutko, jakby się bała, że ktoś może ją tu skrzywdzić za odezwanie się:
-Nic mu nie będzie?
Narcyza jedynie westchnęła, a Lucjusz na powrót zajął się jedzeniem, które z trudem przechodziło mu przez gardło. Miona patrzyła ze zdziwieniem to na jedno, to na drugie, ale z żadnej strony nie doczekała się odpowiedzi.
Z każdą godziną miała orz większe wątpliwości czy dobrze postępuje...

*tłum. "Ty też, Brutusie, przeciw mnie?"-słowa wypowiedziane przez Juliusza Cezara w chwili śmierci, gdy zobaczył wśród zamachowców zaufanego Brutusa.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział 24 - Bo do tanga trzeba dwojga

Witajcie! Znowu trochę się spóźniłam, ale było tak gorąco, że nic się nie chciało. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Trochę się zdziwiłam dosyć małą ilością komentarzy pod ostatnim rozdziałem. Więc ogłoszę: mile widziane komentarze pod każdym postem.
W sumie nie mam dużo do gadania. Ten rozdział dedykuję mojej siostrze ciotecznej Emilce, która ciągle mi pisała: Kiedy rozdział? Kiedy rozdział? Kiedy rozdział?, co motywowało mnie do działanie. Dzięki.
I tak jak obiecałam są tu piosenki przy których pisałam ten rozdział.
Zapraszam o czytania!

Michael Jackson - Dirty Diana 

Ed Sheeran - Give me love


Po odejściu Draco od stolika, Blaise ruszył w stronę sceny by ogłosić zasady konkursu.
Po drodze śmiał się pod nosem z przyjaciela, który nawet nie wiedział na co się porwał. Oj Smoku, Smoku... Ty nie posiadający niczego co choćby przypominało mózg bałwanie...Zerknął przelotnie na wyżej wspomnianego gada, który właśnie pochylał się nad stolikiem z listą, zapisując jego i Granger na niechybną śmierć i porażkę. Ledwo powstrzymał się od wybuchu szyderczego śmiechu i wspiął się po schodkach na podwyższenie. Wyciągnął z kieszeni swoją różdżkę i przytknął ją sobie do szyi, która na szczęście nie była już pokryta tonami falbaniastego materiału. Jak to dobrze, że Severia okazała mu łaskę i zdjęła zaklęcie. Co prawda stało się to po wielu obietnicach (oczywiście bez pokrycia), jękach i błaganiu na kolanach, ale w końcu osiągnął zamierzony cel czyli pozbycie się tego cholerstwa.
Wziął głęboki wdech i z lekkim uśmiechem na ustach przemówił do zgromadzonych:
-Uwaga!-wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę, a muzyka ucichła.-Za chwilę rozpocznie się konkurs tańca, więc muszę ogłosić zasady: Po pierwsze można, a nawet trzeba używać różdżek.-w tym momencie po sali przeszedł zbiorowy pomruk zdziwienia.-A to dlatego, że to nie będzie zwyczajna rywalizacja. Czekają na was cztery wyzwania podczas których nie możecie przestać tańczyć, bo zostaniecie zdyskwalifikowani. Jeśli któryś z partnerów się przewróci para odpada. Proste, prawda? W takim razie Smoku podaj mi listę.
-A czy ja wyglądam na skrzata domowego?!-po sali rozszedł się oburzony głos arystokraty.
-Po prostu daj ten pergamin!-Zabini spojrzał na niego karcąco, a ten wręczył mu z ociąganie kartkę, wywracając oczami i krzywiąc się teatralnie.-Dziękuję. Zobaczmy kogo tu mamy... Do konkursu zgłosiły się następujące pary: Tracey Davis i Dean Thomas, Hanna Abott i Ron Wesley, Ginny Wesley i Theodor Nott, Luna Lovegood i Adrian Pucey, Levander Brown i Ernie McMillan, Hermiona Granger i Draco Malfoy-uczniowie zaczęli szeptać do siebie z niedowierzaniem. No, bo jak to? Wielki Dracon Malfoy, arystokrata czystej krwi będzie tańczyć ze szlamą Granger?-oraz Astoria Greengrass i Vincent Crabbe. Te siedem par prosimy teraz na środek sali.
Hermiona z cichym westchnięciem podniosła się z wygodnej kanapy i ruszyła w stronę czekającego na nią na parkiecie Dracona. W myślach pytała się ze zrezygnowaniem w co ona się wpakowała. Przecież nawet nie umie tańczyć! Ale zaraz... To Malfoy ją w to wciągnął! To on chciał brać udział w tym głupim konkursie i zakładać się z Blaise'em! To wszystko jego wina!
Z nietęga miną stanęła obok Dracona i spojrzała do góry na jego twarz, nie wyrażającą żadnych emocji. Z cichym prychnięciem zwróciła głowę w stronę sceny, na której stał Zabini.
-Po krótkim zastanowieniu wprowadzam jeszcze jedną zasadę. Można użyć zaklęcia, by nauczyć się tańczyć, ale nie można zaczarować nóg, by same to robiły. Sami musicie je kontrolować. Wszystko jasne? No to super! DJ! Muzyka! Start!
Draco i Hermiona spojrzeli z lekkim przestrachem po sobie i wyciągnęli różdżki. Miona rzuciła na siebie zaklęcie uczące i razem z Draco zaczęli poruszać się w rytm walca. Nie patrzyli na swoje twarze, tylko oglądali się za tymi wyzwaniami, o których wspominał Diabeł. Bo przecież nie gadał o tym na darmo.
W którymś momencie Smok poczuł, że coś łazi mu po stopie. Spojrzał zaskoczony w dół i ujrzał czarnego pająka wielkości pięści na swoim bucie.
Skrzywił twarz w grymasie obrzydzenia na widok włochatego obrzydlistwa. Nachylił się dyskretnie do ucha Hermiony i wyszeptał:
-Pająki...
Herm spojrzała na niego z niezrozumieniem, które zaraz zamieniło się w przerażenie, gdy zobaczyła czarne kreatury, wypełzające ze szpar w posadzce.
-Oto pierwsze wyzwanie.-ogłosił Blaise.-Przy tańcu nie możecie rozdeptać ani jednego pająka. Ruszcie głową, a tego dokonacie.
Ślizgon i Gryfonka wbili wzrok w podłogę, by przypadkiem nie pozbawić życia żadnego z tych potworów. W pewnej chwili usłyszeli jakieś bardzo dziwne odgłosy dochodzące od strony pary tańczącej obok nich. To były jakby drżące jęki obrzydzenia i strachu w jednym. Jednak niezbyt się tym przejęli, za bardzo zamroczeni żądzą wygranej. Pierwszy raz coś tak mocno ich połączyło. No, bo przecież żadne z nich nie chciało znaleźć się w ciele drugiego.
-Granger, wymyśl coś...-syknął ze zniecierpliwieniem Draco do swojej partnerki.
-No myślę, nie to co ty... Malfoy?-warknęła w odpowiedzi na końcu przybierając pytający i lekko zirytowany ton.
-Czego?-zapytał, ledwo unikając rozdeptania jednego z pająków, który według niego zupełnie niepotrzebnie przypałętał się pod jego różowy lakierek.
-Hmm... Zdaje mi się, że moja talia jest nieco wyżej...-spojrzała na niego wymownie. Kiedy Smok z lekkim ociąganiem i wywróceniem oczami umieścił swoje dłonie na właściwym miejscu powiedziała z podekscytowaniem w głosie.-Mam już pomysł jak wygrać tę rundę...
-Jaki?-zapytał z ożywionym zaciekawieniem blondyn.
-Nie mów nic, tylko trzymaj się mocno... Vingardium Leviosa!
Po chwili unieśli się jakiś metr nad ziemię, co zostało nagrodzone oklaskami i gwizdami ze strony publiczność. Kiedy już tańczyli  spokojnie w powietrzu zauważyli, że to przerażony Wesley wydawał te dziwne odgłosy. Hermionie przypomniało się, jak on boi się pająków i zaśmiała się cicho. Dracon spojrzał na nią pytająco.
-Co jest?
-Ron boi się pająków.
Chłopak nie zdążył nawet zareagować w jakikolwiek sposób na tę informację, ponieważ nagle rozległ się przeraźliwy wrzask i mogli zobaczyć jedynie ryżą czuprynę, znikającą za drzwiami Wielkiej Sali. "Widocznie Wieprzlej nie wytrzymał tego psychicznie."-pomyślał z zadowoleniem Draco, bo zmniejszyła im się konkurencja o jedną parę.
-Ron! Wracaj tutaj!-kolejny wrzask należał do wściekłej Hanny, którą Wesley zostawił na środku parkietu pełnego pająków.
Panna Abott pokręciła z dezaprobatą głową i pobiegła szukać swojego partnera.
Miona trochę martwiła się o rudzielca, ale szybko przestała, bo zauważyła coś co ją zdenerwowało. Wszystkie pozostałe pary również tańczyły w powietrzu! Przecież to był jej pomysł!
-Uwaga!-rozległ się głos Blaise'a.-Koniec rundy pierwszej! Możecie zejść na ziemię!-Draco i Herm powoli opadli na kamienną posadzkę, na której na szczęście nie było już pająków.-Zostało sześć par. Więc zaczynamy etap drugi! Start!
W jednej chwili podłoga pokryła się bujną, zieloną trawą. Wszyscy wznowili taniec i jednocześnie zachodzili w głowę o co tym razem chodzi. Kilkanaście sekund potem dowiedzieli się. Rozległ się przeszywający pisk Astorii i wszyscy zobaczyli jakieś grube pnącze, które chwyciło ją za stopę.
-W tej rundzie wystarczy, że się nie wywalicie.-oznajmił Zabini. Jednak zrobił to trochę za późno, bo panna Greengras już leżała na ziemi z nadąsanym wyrazem twarzy.-Wygląda na to, że zostało już tylko pięć par, ponieważ Astoria Greengras i Vincent Crabbe właśnie odpadli! Gramy dalej!
-Granger...-syknął Draco.
-Co?
-Zabierz to zielsko z mojej nogi...
Miona wychyliła się trochę w bok i wycelowała w pnącze, oplatające kostkę arystokraty.
-Diffendo!-krzyknęła, a zaklęcie przecięło łodygę chwastu.
Czym prędzej odsunęli się od tamtego miejsca w obawie, że jest tam więcej tego rodzaju roślinności.
Dookoła nich błyskały zaklęcia i co chwila było słychać: "Diffendo! Diffendo!". Malfoy zauważył kątem oka, że Tracey i Dean próbowali unieść się w powietrze, tak jak w pierwszym etapie, co niestety nie udało im się, bo pnącza złapały ich w pasie i ściągnęły z powrotem na ziemię. Po chwili wyglądali jak dwie, wiercące się mumie, leżące na trawie.
Hermiona podczas tańca mogła przyjrzeć się bliżej Draconowi. Dopiero teraz zobaczyła jakie on ma niezwykłe oczy. Mimo, że miały kolor zimnej, nieprzyjemnej stali, to posiadały w sobie coś nadzwyczajnie wyjątkowego. Coś, co przyciągało ją jak ćmę do światła.
-Granger...
W jednej chwili wybudziła się z tego przedziwnego transu i spojrzała już normalnie na jego twarz.
-Co?-zapytała głupawo.
-Ja mam świadomość, ze jestem piękny, ale to nie znaczy, że musisz się we mnie wgapiać jak w jakiś święty obrazek.
Na te słowa Herm prychnęła jak rozjuszona kotka i odwróciła głowę w drugą stronę.
-Stop!-Diabeł ogłosił koniec mini apokalipsy irytujących pnączy.-Kolejne wyzwanie będzie trudniejsze, więc przygotujcie się na to psychicznie... Już? Dobra, to zaczynamy!
W jednej chwili trawa zamieniła się w małe, ale głębokie jezioro, na którym znajdowały się drewniane pomosty.
-Aha, czyli mamy po prostu nie wpaść do wody... Łatwizna.-skwitował Malfoy.
-Nie słyszałeś co powiedział Diabeł? Ten etap ma być trudniejszy.
Jej słowa potwierdził przeraźliwy pisk paniki i dezorientacji oraz głośny krzyk:
-Lovegood!!!
Kiedy odwrócili się zobaczyli jedynie Pucey'a, pochylającego się nad taflą wody, pod którą przed chwilą zniknęła Luna.
-Co... To było?-zapytał zszokowany Smok.
-Zdaje mi się, że to były druzgotki.
-Dru... Co?
-Druzgotki. To wodne stworzenia przypominające trochę kałamarnicę. Były w drugim wyzwaniu Turnieju Trójmagicznego w czwartej klasie.
-Aha.-mruknął Draco, okręcając Hermionę.
Kiedy z powrotem przyciągnął ją do siebie usłyszeli plaśnięcie, połączone z chrupotem.
-Ugh..-jęknęła z odrazą Miona.-Chyba właśnie rozdeptałam jednemu głowę... Obrzydliwe...
-Tylko nie wycieraj się o mnie.-wymruczał blondyn i odsunęli się od martwego stwora, balansując na niezbyt szerokich pomostach.
W pewnym momencie Herm odgięła do tyłu głowę, bo tego wymagała figura, a Draco pochylił się nad nią i zaciągnął jej perfumami. Przymknął powieki, ledwo powstrzymując się, by nie pocałować delikatnej, napiętej skóry jej szyi.
Na szczęście lub nieszczęście szybko wrócili do tańca.
Miona zauważyła, że niedaleko nich tańczy Ginny z Theodorem. Chciała do nich pomachać, ale kiedy zauważyła jak są do siebie przyklejeni zrezygnowała. Blaise na pewno nie jest z tego zadowolony...
-Koniec rundy trzeciej! Zostały trzy pary, które będą teraz rywalizować o pierwsze miejsce i tym samym wyjście na cały dzień do Londynu! W tej konkurencji macie się nie wywalić, bo przegracie. Start!
W jednej chwili woda i pomosty zniknęły, a na ich miejscu pojawił się lód.
Herm od razu skojarzyła to z mugolskim lodowiskiem i stworzyła sobie i Malfoy'owi łyżwy.
-Granger, co to jest! Ja nie umiem na tym jeździć!-wydarł się Draco w panice.
-To się naucz, baranie!-warknęła i rzuciła na niego zaklęcie uczące.
-O! Ja umiem na tym jeździć!-zawołał uradowany, robiąc piruet.
-No brawo...-syknęła Miona.
Powoli z gracją zaczęli tańczyć na śliskim lodzie. Herm czuła się trochę jak uczestniczka mugolskiego programu "Gwiazdy tańczą na lodzie", ale wszystko co dobre kiedyś się kończy...
Nagle zostali przygnieceni przez Erniego i Levander, którzy stracili kontrolę nad swoimi nogami i wpakowali się w nich z wrzaskiem. Oczywiście nie obyło się bez obrażeń.
Miona dostała łokciem Levander w brzuch, a ona jej łyżwą w piszczel. Draco bezskutecznie próbował się podnieść, po tym jak zderzył się głowami z McMillanem. Kiedy dotarło do niego, że to nic nie da zaczął się drzeć:
-Ty...(pi, pii, pi, piii)...jak mogłeś...(piiii)...odebrać nam to...(pi, pii)... zwycięstwo! Ty...(piiii, pii)...!!!
-Malfoy! Przestań tak przeklinać! Całą sala słucha!-Herm próbowała go uspokoić, ale bez powodzenia. Smok dalej wrzeszczał jak opętany.
-Teraz Zabini wygrał ten...(piiii)...zakład!!!
-Proszę nie zwracać uwagi na Smoka...-odezwał się Blaise.-Trochę zdenerwował się przegraną...
-Ja ci dam...(pi, piii)... trochę!!!
-A więc zwyciężyła Ginny Wesley z Theodorem Nottem!-Diabeł nic sobie nie robił z wrzasków przyjaciela.-Brawa dla nich!
Rozległy się gromkie oklaski, które i tak nie zagłuszyły awanturującego się Smoka. Kiedy jednak trochę ochłonął (czyt. zaczął się drzeć o pół tonu ciszej) Podszedł nagle do Hermiony i ni stąd, ni zowąd przerzucił ją sobie przez ramię, po czym odszedł w kierunku ich stolika.
-Zostaw mnie ty przerośnięta fretko!!!-krzyczała Miona, ale on dalej szedł niewzruszony do kanapy.
Nie przeszkadzały mu nawet pięści Gryfonki, które z niemałą siłą okładały jego plecy.
-Cicho siedź...-warknął przez ramię i rzucił ją na sofę obok Severii.
Nawet na nią nie spojrzał i usadowił się obok niej udając, że nie czuje na sobie jej palącego wzroku, pełnego wyrzutów.
-Haha! Przegraliście!-wykrzyknęła z radością Severia.
Już nie mogła się doczekać zamiany ciałami tej dwójki. Będzie miała niezły ubaw.
-Tak, wiemy o tym. Nie musisz nam tego uświadamiać, siostrzyczko...-odpowiedział wkurzony Smok i popatrzył spod byka na Sevię, która z kolei pokazała mu język.Herm mimo, że była wściekła na Malfoy'a i załamana tym, że będzie musiała spędzić cały dzień w jego ciele musiała przyznać, że rodzeństwo arystokratów wygląda teraz uroczo.
-Jak śmiesz pokazywać mi język?!-oburzył się Draco.
-Jak widać śmiem.
-Kto cię tak wychował?!
-Ty.
-Nie.
-A kto spędzał ze mną najwięcej czasu i uczył jak sprzątać pokój zaklęciami?
-Na pewno nie ja...
-A właśnie, że ty!
-Kłamiesz!
-To ty kłamiesz!
-Nie, bo ty!
-Nie, bo TY!
-Ty!
-Ty!
Nie tylko Herm miała z nich ubaw. Harry i Pansy również zaśmiewali się prawie do nieprzytomności, a Blaise, który właśnie do nich podszedł z zaciekawienie oglądał ten kabaret za darmo.
W pewnym momencie Smok przerwał tę beznadziejną kłótnię i zwrócił swoje stalowe spojrzenie, które obecnie strzelało błyskawicami na Hermionę. Ona spojrzała na niego z niezrozumieniem, bo skąd niby miała wiedzieć o co mu chodzi, a Draco zmarszczył brwi.
-To przez ciebie!-warknął.
-Co przeze mnie?-zapytałą zdezorientowana Miona.
-To przez ciebie przegraliśmy!
-CO?! To ty wpadłeś na ten chory pomysł, nie ja! To twoja wina!!!
-Wmawiaj to sobie dalej, skoro jesteś taka mądra!!!
Kiedy sprzeczka (czyt. bezsensowne darcie mordy) przeniosła się z Draco i Sevki na Draco i Herm Zabini zawiedziony taki obrotem sprawy postanowił przejść się przewietrzyć, bo kłócących się Smoka i Mionę widział i będzie widzieć jeszcze co najmniej tysiąc razy. Kiedy odszedł Malfoy i Granger przestali skakać sobie nawzajem do oczu i naburmuszeni siedzieli na dwóch końcach kanapy, patrząc z wysoko uniesioną głową w przeciwne strony.
Po kilku minutach Potter i Parkinson poszli tańczyć, a Severia, nie chcą zostać z nimi sama uciekła gdzieś pod pretekstem przyniesienia soku. Miona, nie mogąc usiedzieć dłużej w towarzystwie blondyna wstała powoli i ruszyła do wyjścia.
-Ej, a ty gdzie leziesz?-zatrzymał ją głos Smoka.
-A co cię to obchodzi?-odpyskowała i wyszła na dwór.
W drzwiach na dziedziniec minął ją Blaise, który kryjąc twarz w dłoniach biegł na oślep przed siebie.
-Diable!-zawołała za nim, bojąc się, że przywali w ścianę.
Zabini przystanął i obrócił się w jej stronę, opuszczając niepewnie ręce.
Dopiero teraz zauważyła, że Blaise ma pełne łez, zaczerwione i spuchnięte oczy. Nigdy nie podejrzewała, że Diabeł będzie przed nią płakać. Ba! w ogóle nie wyobrażała sobie, by on kiedykolwiek to robił!
-Co się stało?-zapytała ostrożnie, podchodząc do chłopaka i dotykając delikatnie jego barku.
-Bo... Bo...-Zabini nie mógł się wysłowić.
-Może usiądźmy.-zaproponowała Gryfonka, a kiedy już usadowili się wygodnie na zimnej podłodze po ścianą powiedziała:-No to teraz powiedz mi co się stało.
-Widziałem... Widziałem...-jąkał się, mając wzrok utkwiony w ścianie na przeciwko nich.
-Co widziałeś?
-Ginny całującą się z Nottem!-wybuchł w końcu po chwili ciszy zaczął szlochać.
Hermiona poczuła się jakby ją strzelił piorun. Ginny z Nottem? Nie, to na pewno nie jest prawda. A jednak... Nie mogła uwierzyć jak Ruda mogła to zrobić Diabłowi, który naprawdę kochał ją nad życie. Co? Źle jej z nim było czy jak? Przecież byli tacy zakochani w sobie... Będzie musiała poważnie z nią porozmawiać po balu, ale teraz trzeba zająć się biednym Blaise'em.
-Słuchaj, a może ci się przewidziało? Może to jakieś nieporozumienie?-spróbowała tej wątpliwej taktyki, ale Zabini widocznie nie był aż tak głupi, by w to uwierzyć.
-Tak.-prychnął ironicznie.-Przez przypadek stali tam na środku dziedzińca, obmacując się i wymieniając śliną.-zaśmiał się gorzko na to wspomnienie i wykrzywił twarz.
Hermiona uznała, że mówienie o tym w taki sposób nie było dobrym pomysłem.
-Może z nią pogadaj. Powiedz jej, że ją kochasz czy coś...
-Taa... I co to niby da?
-No nie wiem... Może zobaczymy ile dla niej znaczysz?
-Tak, a widać, że ona naprawdę bardzo się mną przejmuje.-ironizował.
-To ja już nie wiem co możesz zrobić... Ja nigdy osobiście nie byłam w takiej sytuacji.-westchnęła z rezygnacją.
-I nie chcesz, wierz mi...
-Może po prostu wrócimy do Wielkiej Sali, a dopiero później zastanowimy się co robić?-zaproponowała.
-Ech... Dobrze...
Powoli podnieśli się i ruszyli do sali.
Przed drzwiami zatrzymali się i Miona złapała chłopaka za ramiona, zmuszając go, by na nią spojrzał.
-Jesteś gotowy?-zapytała.
-Blaise szybko otarł łzy i wypuścił ze świstem powietrze z płuc.
-Tak, chodźmy...-wyszeptał, wyginając usta w lekkim, ale okropnie sztucznym uśmiechu.
Kiedy przekroczyli próg Wielkiej Sali muzyka nagle ucichła. "Co jest?"-pomyślała zdziwiona Miona.-"Coś z nami jest nie tak? Jesteśmy dziwnie ubrani? Nie, stop. Przecież każdy tutaj ma na sobie... niecodzienny strój, więc o co chodzi?"
Spojrzała na Zabiniego z nadzieją, że on jej to wyjaśni, jednak Diabeł był zajęty obserwowaniem czego innego. Herm zwróciła swój wzrok na uczniów i zauważyła, że oni nie patrzą na nich, tylko na scenę, a konkretnie na stół DJ'a. Dopiero teraz usłyszała dochodzące zza niego jęki bólu, ciężkie sapanie i krótkie, urywane warknięcia.