czwartek, 29 stycznia 2015

Rozdział 13 - Trening

Kiedy wyszła z sali, od razu podbiegła do niej Severia.
-Czemu Blaise tak latał za Snape'em?-zapytała prosto z mostu.
-Bo wypił eliksir miłosny.-odpowiedziała Hermiona.
-Ale jak to się stało, że akurat w nim się zakochał?-dopytywała się dalej blondynka.
-Bo nasz kochany Draco dosypał mu do wywaru włosy Snape'a...
Nie wierz w ani jedno jej słowo!-warknął przechodzący obok Malfoy.-Przez nią zarobiłem jeszcze dzisiaj szlaban!
Spojrzał na nią ze wściekłością i ruszył do lochów.
-Nie wierz w ani jedno jego słowo...-westchnęła Herm.
-Przecież wiesz, że nie wierzę!-odparła Sevia.-A co to za szlaban dostał Draco?
-Właściwie, to oboje dostaliśmy szlaban.
-A za co?-Severia nie dawała jej spokoju.
-Pokłóciliśmy się na lekcji, bo Malfoy narysował karykaturę Harry'ego.-wyjaśniła.
-Aha... A o której i przez ile czasu będziecie mieć ten szlaban?-spytała
-Codziennie o dwudziestej drugiej przez tydzień.
-Ciesz się!-zawołała wesoło Sevia.
-Z czego?
-Mogłaś dostać szlaban na pół roku u Snape'a, tak jak ja!
Hermiona otworzyła usta ze zdziwienia. Nawet nie zauważyła, jak jej torba spadła z hukiem na ziemię, a książki, pióra i kawałki pergaminu wysypały się na podłogę.
-Co?-tylko tyle udało jej się powiedzieć.
-No... Na eliksirach doprowadziłam do wybuchu kociołka i osmaliłam Snape'owi całą klasę. Trochę się wkurzył...
-Ale jak ty wysadziłaś kociołek?
-Blaise nauczył mnie robić ładunki wybuchowe w mugolski sposób. Wiesz... Trochę plastiku i zapalników... Nawet dał mi trochę nitrogliceryny!
-I ty normalnie chodziłaś po korytarzu z nitrogliceryną w torbie?!-krzyknęła, a kilka osób popatrzyło na nią z przestrachem.
-No tak.
-Ty wiesz, że to mogło wybuchnąć?!
-Tak, ale rzuciłam na to zaklęcie powstrzymujące eksplozję.-odpowiedziała spokojnie, oglądając swoje paznokcie.
-O matko...-Hermiona opadła na podłogę pod ścianą i przycisnęła dłoń do czoła, jakby sprawdzała, czy ma gorączkę.
-Tylko nie mów Draco o tym bo...-Severia nie dokończyła, ponieważ przerwał jej zimny głos, Który dobiegał zza jej pleców.
-Czego Granger ma mi nie mówić?
Wzdrygnęła się i powoli odwróciła. Przed nią stał Draco ze zmarszczonymi brwiami i dłońmi opartymi na biodrach.
-Czego Granger ma mi nie mówić?-powtórzył z większym naciskiem.-Ja tu sobie idę na trening Quidditcha, a moja kochana siostrzyczka opowiada na środku korytarza, jak to Diabeł nauczył ją konstruować bomby... Czy stało się coś, o czym nie wiem?-pochylił się lekko nad nią.
-No...-zaczęła Sevia.
-No co?-zapytał, coraz bardziej się niecierpliwiąc.
-Dostałam szlaban na pół roku u Snape'a...-spuściła głowę.
-Za co?
-Wysadziłam kociołek i zadymiłam mu całą salę...
Sevia oczekiwała krzyków i wrzasków typu: "No i po co to zrobiłaś?! Teraz pewnie dostanę kolejnego wyjca od ojca!", ale nic takiego się nie wydarzyło. Poczuła za to jak klepie ją po ramieniu.
-Moja krew...-usłyszała.
Podniosła wzrok i zobaczyła Zabiniego, stojącego obok wkurzonego Malfoy'a. A już myślała, że brat jej odpuścił.
-Blaise, zostaw nas samych.-warknął Dracon do Diabła i już otwierał usta, by nawrzeszczeć na siostrę, ale Zabini położył mu rękę na ramieniu i powiedział:
-Smoku przestań. Tylko sobie gardło zedrzesz. Chodźmy na trening.-zaproponował.-Dziewczyny, chcecie popatrzeć?-zwrócił się w stronę Hermiony i Severii, a one przytaknęły.
Ruszyli na boisko Quidditcha.

***
-Nott, ty pacanie! Co z ciebie za obrońca?!
Draco latał nad boiskiem i darł się na wszystkich razem i każdego z osobna.
-Zmęczony!-odkrzyknął mu Theodor.
-Mnie to nie obchodzi! Bierz dupę w troki i graj!-wrzeszczał Mlafoy.
-Smoku! To, że ty jesteś wkurzony, nie znaczy, że masz się na nas wydzierać!-do tej kulturalnej wymiany zdań dołączył się Blaise.
-A ty gdzie masz oczy?! Kafel pół metra za tobą przeleciał!
-O kurczę... Serio?-Zabini nieprzytomnie obejrzał się dookoła, a kiedy w końcu dostrzegł czerwoną piłkę, rzucił się na nią i zderzył głową z Malcolmem Baddockiem.
Draco tylko przejechał sobie dłonią po twarzy w geście załamania.
Chłopcy wysłuchiwali krzyków kapitana, a dziewczyny wspaniale się bawiły siedząc na trybunach. Liczyły ile razy zawodnicy zderzą się ze sobą. Na razie wyszło im piętnaście stłuczek. Cieszyły się, że poszły na ten trening. Przynajmniej mogły się pośmiać. Nagle przez boisko i błonia potoczył się o wieległośniejszy od wcześniejszych wrzask Dracona:
-Goyle!!! Jak ty latasz baranie?!!!
Okazało się, że pałkarz zagapił się i wleciał na swojego kapitana.
-No, normalnie...-mruknął cicho.
-Jak normalnie?! Mam tego dość! To jakaś totalna porażka! Wszyscy na ziemię!!!
Zawodnicy zlecieli na dół i zeskoczyli na ziemię. Severia i Hermiona wychyliły się, by lepiej widzieć. 
-Jeśli mamy zdobyć w tym roku puchar Quidditcha, to musicie się postarać!-Draco zaczął kazanie.-Nott! Nie ty wypatrujesz znicza, tylko ja! Zajmij się bronieniem!Goyle! Ty to samo co Nott! Skoncentruj się! Zabini! O tobie to nawet szkoda gadać! Baddock! Ty wszystko dobrze, tylko lataj trochę szybciej!
Malcolm spojrzał z wyrzutem na swojego kapitana.
-Smoku, myślisz, że to tak łatwo dorównywać prędkością twojej Błyskawicy, na Nimbusie 2001?!-zapytał zirytowany.
-Jakbyś się postarał, to byś mógł.-skwitował Draco.-Pucey! Ty tez w miarę dobrze, ale mniej pyskuj, okej?! Crabbe! Głowy zawodników, to nie tłuczki! Rozumiesz?!
-No rozumiem...-mruknął Vincent.
-Nie widać.-syknął Smok.-Hmm... Może powinienem na nowo przeprowadzić kwalifikacje do drużyny, bo jak widać, zapału wam ubyło przez te lata.
Zawodnicy popatrzyli po sobie z przerażeniem.
Dziewczyny na trybunach podparły rękami głowy. Z ich miejsca nic nie było słychać. Zaczęły już powoli ziewać, kiedy nagle podleciał do nich Zabini na miotle.
-O matko... Ale Smok zrobił się wrażliwy przez ten szlaban. Chce wybrać cały skład od nowa.
-Kiedy?-zaciekawiła się Severia.
-Pewnie jak odrobi ten zakichany szlaban. 
Nagle ktoś krzyknął:
-Ej, Draco! Co robią tam na trybunach te dwie Gryfonki?
-Jedna z nich to moja siostra, a druga to Granger, Pucey!
-To, że twoja siostra tu jest, to jeszcze rozumiem, ale Granger?!
-Bo to mija przyjaciółka!-odezwał się Blaise, który chwilę wcześniej zleciał na trawę.
-Serio? Tak nisko już upadłeś?
Teraz Diabeł wkurzył się naprawdę piekielnie.
-To nie ja nisko upadłem, tylko ty! Czepiając się jej i Severii!!!
-Blaise, spokojnie.-Malfoy próbował załagodzić sytuację.-Możecie się rozejść!
Dziewczyny w tym samym czasie zeszły po schodkach na boisko. Podeszły do chłopaków i popatrzyły w stronę bramy, na oddalającą się drużynę. Severka podeszła do Zabiniego i położyła mu rękę na ramieniu, co było nie małym wyczynem, bo była od niego o ponad dwadzieścia centymetrów niższa.
-Blaise, wkurzyłeś się jak Snape na szampon.Uspokój się już.-powiedziała łagodnym głosem.
Diabeł spojrzał na nią i wypuścił wstrzymywane dotąd powietrze.
-Chodźcie do zamku.-zaproponowała Hermiona i wszyscy ruszyli do szkoły.
Byli w połowie drogi, kiedy Draco odezwał sie do Miony:
-Granger, tylko nie spóźnij się na szlaban, bo nie mam zamiaru odwalać jeszcze twojej części roboty.
-Ty pilnuj siebie, żebyś sam się nie spóźnił, bo przyjdę do twojego dormitorium i wyciągnę cię z niego za uszy. 
-Nie ośmieliłabyś się.
-A skąd ta pewność?
Mierzyli się przez chwilę spojrzeniami, dopóki nie przerwała im Severka.
-Nie kłóćcie się!
Ostatni raz zerknęli po sobie i ruszyli do szkoły. Sevia i Blaise pokręcili głowami ze zrezygnowaniem i poszli za nimi. 

***
Hermiona i Draco wkroczyli do holu. Miona ruszyła do swojego dormitorium z Blaise'em na ogonie, Severia poszła na szlaban u Snape'a, a Draco zszedł po schodach do lochów. Po chwili stanął przed pustą ścianą i wypowiedział hasło: "Wąż Salazara". Było to następne po jego wspaniałym: "Ave Draco Malfoy". Jaka szkoda, że je zmienili... Wszedł do salonu i ruszył do swojego dormitorium, które dzielił z Nott'em. Nie patrząc na współlokatora już od drzwi zaczął się rozbierać. Nie zareagował nawet na słowa Theodora:
-Przegapiłeś kolację.
Jak w transie podszedł do szafy i wyjął z niej swoje ulubione, szare dresy. Wszedł do łazienki, a po kilku minutach wyszedł z niej w wyżej wspomnianych spodniach. Podszedł do łóżka, ziewając i padł na nie bez sił. Nie obchodziło go, czy ma dzisiaj szlaban z Granger, czy nie.
 Po chwili już spał.

***
Hermiona weszła do dormitorium i usiadła na kanapie przed kominkiem. Obok niej usiadł Blaise, który ciągle trzymał się za twarz, po tym ja Miona przywaliła mu przez przypadek gobelinem, zasłaniającym wejście do ich pokoju. Po chwili na kolana Gryfonki wskoczyła Sorbet i zaczęła domagać się pieszczot. Nie doczekała się ich jednak u swojej pani, która tępo wpatrywała się w ogień, więc przeskoczyła na kolana Zabiniego, a on automatycznie zaczął ją głaskać i drapać za uchem. Kotka zaczęła mruczeć jak stary traktor, ale Hermiona nie zwracała na to uwagi. 
-Nad czym tak myślisz?-zapytał cicho Blaise.
-Szczerze?-spytała po dłuższej chwili milczenia.
Diabeł przytaknął.
-Sama nie wiem.-powiedziała i zaśmiała się krótko, a chłopak uśmiechnął się lekko.
Nikt się już nie odezwał. Po piętnastu minutach Sorbet zeskoczyła z kolan Zabiniego i zaczęła drapać w drzwi do sypialni Miony. Blaise wstał i otworzył jej. Popatrzył na siedzącą w bezruchu dziewczynę i wszedł do swojego pokoju. Hermiona siedziała w ciszy na kanapie, patrząc na płomienie liżące drewno. Słyszała jak Zaibni wychodzi i wchodzi do swojej sypialni. Kiedy drzwi do jego pokoju trzasnęły ostatni raz, wypuściła powietrze z płuc i spuściła głowę. Myślała, wpatrując się w swoje kolana, nad jej relacją z Draco. Było widać jak na dłoni, że ich stosunki znacznie się polepszyły. Ten rok w ogóle jest pełen najróżniejszych zmian. Przybycie Severii do Gryffindoru, przeprowadzka, zostanie prefektem naczelnym, przyjaźń z Blaise'em i jeszcze wiele innych rzeczy... Co łączyło ją i Dracona? Na jakim etapie skończy się ich znajomość? Nie umiała odpowiedzieć na żadne z tych pytań. Ale jedno wiedziała na pewno. Musi ograniczyć kontakty z nim do minimum. Jeśli tego nie zrobi, może nastąpić katastrofa!Podniosła wzrok na zegar, wiszący nad kominkiem. Zerwała się gwałtownie z kanapy i pobiegła do swojej sypialni. Otworzyła szafę i na chybił, trafił wybrała jakieś spodnie i bluzkę z koralikami przy dekolcie. Szybko się przebrała, narzuciła szatę i pędem wybiegła z dormitorium. Miała jeszcze tylko pięć minut. Kiedy ten czas tak zleciał? Modliła się, by schody nie ruszyły się w czasie jej szaleńczego biegu. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło i już po chwili stała przed gabinetem McGonagall. Zapukała, a kiedy usłyszała zaproszenie weszła.
-Gdzie pan Malfoy?-zapytała bez wstępów nauczycielka transmutacji, widząc Hermionę samą.
Miona poczuła, jak coś aż jej się w środku zagotowało ze wściekłości. Odwróciła się i wybiegła na korytarz, trzaskając głośno drzwiami. Już ona mu da spóźniać się! Uszy mu wytarga tak, ze odpadną!

sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 12 - Nieszczęsna amortencja... cz.2

W końcu zdobyłam się na pierwszą dedykację! Poświęcam ją czytelniczce która niedawno zaczęła czytać mojego bloga i jest baardzo wierna. Dziękuję Ci Julko N!!! To rozdział dla Ciebie:

Hermiona weszła do Wielkiej Sali i ruszyła do stołu Gryffindoru. Nie dane jej jednak było przejść nawet połowy drogi, bo nagle została brutalnie odepchnięta na bok. Upadła na podłogę, a obok niej przeleciała zielono-czarna smuga.
-Snape, kochanie!!!
Okazało się, że to Blaise sprowadził ją na ziemię. Teraz pędził z prędkością torpedy w stronę stołu nauczycielskiego. Snape zauważył co się dzieje, a jego  twarz zastygła w grymasie przerażenia. Miona zaczęła się powoli podnosić, ale po chwili znowu wylądowała na podłodze.
-Zabini, nie!!!
Tym razem to Draco przebiegł obok niej. Ponownie uderzyła ciałem o panele i skrzywiła się z bólu. Wstała i zdążyła jeszcze zauważyć jak Severus porzuca swoją dumę i ucieka z sali, a za nim pędzi Diabeł z Malfoy'em na ogonie. Postanowiła, że trzeba im pomóc. Nie zastanawiając się długo wybiegła z Wielkiej Sali, zostawiając osłupiałych zarówno uczniów, jak i nauczycieli.

***
Biegła ile sił w nogach, nie zważając na oburzone komentarze obrazów. Nigdzie nie widziała ani Zabiniego, ani Draco, ani Snape'a. Kierowała się jedynie wrzaskami Blaise'a: "Snape'usiu!". Wybiegła zza zakrętu i stanęła jak wryta. Przed nią Dracon przytrzymywał wyrywającego się Zabiniego, a mistrz eliksirów trząsł się w kącie. Podeszła ostrożnie bliżej Smoka i zapytała:
-Tak właściwie... Dlaczego ty go trzymasz?
-A czemu miałbym nie trzymać?-wystękał uchylając się przed paznokciami przyjaciela.
-Bo to jest Snape...-odparła rzeczowo.
Draco puścił nieświadomie Diabła i uderzył się otwartą dłonią w czoło.
-A no tak...-powiedział olśniony.-O kurczę... Gdzie Blaise?
Spojrzeli w bok i zobaczyli swoją zgubę tulącą się do nauczyciela. popatrzyli po sobie porozumiewawczo i odwrócili się napięcie. Postawili kilka kroków w głąb korytarza, kiedy rozległ się krzyk:
-Aaaa!!!
Momentalnie się odwrócili i pierwsze co spostrzegli, to biegnący w ich stronę Zabini. wyminął ich wrzeszcząc:
-Co ja robiłem?!
Draco i Hermiona wybuchnęli śmiechem. Rechotali nie zważając na gapiącego się na nich Snape'a. Musieli podeprzeć się pod ściany, bo by już dawno leżeli na podłodze. Nie zauważyli nawet, jak Severus wyczołgał się z nieszczęsnego korytarza. W końcu uspokoili się na tyle, żeby głębiej odetchnąć. 
-Czemu tak nagle przeszło mu to zauroczenie?-zapytała Miona. 
-Eliksir był za młody, by mógł działać dłużej niż kilka godzin.
-Ale czemu zakochał się akurat w Snape'ie?-drążyła dalej Herm.
-Bo dałem mu do eliksiru włos starego nietoperza!-powiedział jakby to było coś oczywistego.
-No dobrze... Tylko pytałam...
Zapadła niezręczna cisza, podczas której szli powoli do sali transmutacji. Słychać było, tylko co jakiś czas odgłos szurania ich butów o posadzkę. W milczeniu doszli pod klasę i weszli do środka. McGonagall przywitała ich cierpkim uśmiechem i słowami:
-Proszę siadać! Za spóźnienie odejmuję wam po pięć punktów.
Malfoy wywrócił oczami, a Hermiona westchnęła i ruszyli do swoich miejsc. Draco rzucił z rozmachem torbę pod stół i rozwalił się na krześle jak pan całego świata, nie zważając na groźne spojrzenie nauczycielki. Herm powlekła się wolno do swojej ławki. Podniosła wzrok na przyjaciół i zatrzymała się gwałtownie. Na jej miejscu, między Harry'm, a Ronem siedziała jedna z niewielu na tej lekcji Krukonek-Sue. Była to młodsza siostra Cho Chang. Rudy odwrócił się do niej i zmarszczył brwi.
-Ty tu już nie siedzisz.-powiedział i objął ramieniem siedzącą obok dziewczynę.
Miona popatrzyła na Wybrańca w poszukiwaniu ratunku. On jednak wzruszył ramionami i spojrzał na nią przepraszająco. Poczuła się opuszczona i niepotrzebna, jak nigdy wcześniej. Spuściła ramiona wzdłuż ciała i zgarbiła się. Nagle usłyszała cichy szept:
-Granger...
Chwilę później poczuła, jak ktoś szarpie ją za rąbek szaty. Odwróciła się i zobaczyła Zabiniego. Uśmiechnął się do niej lekko i powiedział:
-Chodź do nas.
Popatrzyła niepewnie na siedzącego obok Malfoy'a i Nott'a. Draco bazgrał coś zawzięcie na kawałku pergaminu, a Nott... Jak zwykle spał. Podeszła do ich stolika i usiadła między ciemnoskórym, a blondynem. Spojrzała na Diabła i pochyliła się lekko w jego stronę.
-Już ci przeszedł szok?-zapytała cicho.
Blaise spojrzała na nią jak na idiotkę.
-Co?!-wysyczał.-Ja nigdy po tym nie dojdę do siebie! Wiesz jak to jest przytulać tego przerośniętego nietoperza?!
-Nie wiem i nie chcę wiedzieć.-odpowiedziała szybko.
Zabini popatrzył na nią dziwnie i wywrócił oczami. Hermiona odwróciła się do Draco rozumiejąc, że rozmowa jest już zakończona.
-Co rysujesz?-spytała.
Smok popatrzył kilka razy to na nią, to na pergamin i w końcu się odezwał, zasłaniając rękami rysunek:
-Nic takiego.
-No pokaż...
-Nie!
Hermiona próbowała delikatnie odciągnąć jego ręce, ale zacisnął je jeszcze mocniej.
-No weź...-wyjęczała.
-Nie chcę!
-Czemu?-nie rozumiała jego reakcji.
-Dobra! Boję się, że przywalisz mi książką w głowę!-prawie wykrzyczał.
-Granger, Malfoy! Cisza!-krzyknęła McGonagall.
-Co tam masz?-syknęła, coraz bardziej zirytowana.
Gwałtownie odsunęła jego ręce i jej oczom ukazało się to, co Draco tak skrzętnie ukrywał.
-O, ty...-chwyciła opasły tom podręcznika do transmutacji i walnęła nim Smoka w głowę.
-Auu...-zawył.-No widzisz? Nawet nie musiałem przemieniać się w Trelavney, a i tak to przewidziałem!
-Jak ty mogłeś to narysować?
-Ale przyznasz, że ładnie?
W odpowiedzi Miona ponownie przywaliła mu książką.
-Au! No co?!
-To!-pomachała mu jego dziełem przed nosem.
-Ale to sztuka!-oburzył się.
-Dla ciebie taki bazgroł to sztuka?!
Draco wydął usta, założył ręce na piersi i odwrócił się do niej plecami.
-Jak widać...-mruknął.
Nawet nie zauważyli, że od dłuższego czasu wszyscy im się przyglądają. Chociaż... Jednak nie wszyscy. Nott dalej spał i nie był świadomy niczego, co tu się działo. Za to Blaise opierał głowę na ręce i spokojnie przyglądał się całemu zajściu. Był przyzwyczajony do takich kłótni. W końcu odezwała się McGonagall:
-Malfoy, Granger! Szlaban! Codziennie o dwudziestej drugiej w moim gabinecie! Już wcześniej powinnam wam go dać!
Miona i Dracon momentalnie ucichli i odwrócili się w jej stronę.
-Ale za co?!-wyjęczeli jednocześnie, po czym zmierzyli się wrogimi spojrzeniami.
-Oj, już wy wiecie za co...-powiedziała, grożąc im palcem.
-Super...-warknął sarkastycznie Smok.
-Super...-powtórzyła Herm.
-Dzięki Granger!-wywarczał Draco.
-Dzięki Malfoy!-odpowiedziała tym samym.

piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział 11 - Nieszczęsna amortencja... cz.1

Hermiona otworzyła delikatnie oczy. Coś łaskotało ją po nosie. Zauważyła jedynie kawałek białego futerka. Odwróciła się na bok i zobaczyła wpatrujące się w nią stalowe tęczówki.
-Malfoy?-zapytała.
Niedoszły Draco miałknął i zeskoczył z łóżka na podłogę.
-Ach, to ty Sorbet...-mruknęła lekko zawiedziona.
Przeciągnęła się leniwie i wolno wstała z łóżka. Wyciągnęła z szafy szary sweter do kolan i ciemnoszare jeansy. Na to narzuciła szatę i spojrzała na zegarek. Miała jeszcze godzinę do śniadania. Wzięła Sorbet na ręce i zeszła do salonu. Zabiniego jeszcze nie było w pomieszczeniu, więc usiadła na kanapie przed kominkiem z kotką na kolanach. Nagle Sorbet chyba zauważyła kocią myszkę i rzuciła się za nią. Miona nie mogła widzieć, ale jakoś orientowała się gdzie jest po ruchach kota. Nagle kociczka skoczyła z oparcia fotela w stronę wyjścia, a po chwili rozległ się wrzask:
-Zabierzcie tego sierściucha!!!
Herm odwróciła się i zobaczyła Malfoy'a siłującego się z kotem, przyczepionym do jego twarzy. Wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem patrząc, jak Sorbet wierci się na głowie Dracona. Kiedy wlazła mu pod koszulę, do Hermiony dołączył drugi śmiejący się głos. Spojrzała do tyłu, gdzie Blaise turlał się po podłodze, rechocząc. Smok w końcu wyciągnął sobie spod ubrania kota i trzymając go za kark zapytał:
-Co to jest?!
-Mój kot.-odpowiedziała Herm ciągle chichocząc.
-Toż to zbok!
-Jak to kot...-mruknął Diabeł, a Draco zabił go wzrokiem.
Kotka jak gdyby nigdy nic, podeszła do Blaise'a i skoczyła mu na klatkę piersiową. Zabini złapał ją i zachwiał się delikatnie.
-No cześć piękna.-mruknął do niej na co ta miałknęłą wesoło.-Widzicie? Lubi mnie!
-Taa...-mruknął Malfoy.-Dobra, Diable. Nie przyszedłem tu, żeby patrzeć jak obściskujesz z kotem, tylko by zabrać cię na śniadanie.
-Jeszcze chwila...
-Powiem o tym Ginny.
-Już idę!
Miona zaśmiała się cicho pod nosem i westchnęła ciężko. Wpuściła Sorbet do swojego pokoju i poszła na śniadanie.

***
Weszła do Wielkiej Sali i ruszyła do stołu Gryffindoru. Od razu przywitała ją Ginny. Usiadły i ruda zapytała:
-Czemu ty taka wesoła?
-A co? Już nie mogę mieć uśmiechu na ustach, bo ktoś od razu zaczyna coś podejrzewać?
-Nie o to mi chodziło... Jesteś o wiele bardziej radośniejsza niż zwykle.
-Aaa, o to ci biega... Tak, jestem szczęśliwa, bo Sorbet rzuciła się na twarz Malfoy'a.
-No to ja też się cieszę razem z tobą!
-Co dzisiaj mamy pierwsze?-Miona zmieniła temat.
-Eliksiry.
-Niee...-jęknęła przeciągle.
-Ze Ślizgonami.-dodała Ginny.
-Jeszcze większe "Niee...". I nie dobijaj.
-Ze Snape'em.
-Mówiłam ci, żebyś mnie nie dobijała...-wyjęczała ze zbolałą miną.

***
Siedziała w ławce między Ronem, a Harrym. Potter utrzymywał z nią kontakt i często rozmawiali lub spotykali się razem z Ginny. Wesley od pamiętnej kłótni po niedokończonym meczu Quidditcha nie odzywał się do niej, ani nawet nie zaszczycał spojrzeniem. Wsłuchiwała się w słowa Snape'a i skrzętnie robiła notatki, chociaż już ten temat umiała. Za nią siedziało trzech Ślizgonów. Malfoy rozwalił się jak na tronie, Blaise eksperymentował coś przy kociołku (najpewniej przyczepiał do niego dynamit, by widowiskowo wybuchł), a Nott... właściwie to on nic nie robił, tylko spał z głową opartą o podręcznik. Mistrz eliksirów nie zwracał na niego uwagi, jednak jakby jakiś Gryfon zasnął na lekcji, to by od razu oberwał pięćdziesięcioma punktami minusowymi. Nagle niespodziewanie Snape przerwał wykład.
-To powinno wam wystarczyć do sporządzenia amortencji. Resztę informacji znajdziecie w podręczniku na stronie pięćdziesiątej drugiej... Prawda panie Nott?
Theodor gwałtownie poderwał głowę i potoczył po klasie niezbyt przytomnym wzrokiem.
-Co ja?-zapytał zdezorientowany.
Mistrzunio popatrzył na niego z dezaprobatą i wrócił do sprawdzania wypocin czwartego roku. uczniowie marudząc zabrali się do pracy. Zabini zawzięcie mieszał w swoim kociołku, a Malfoy leniwie spoglądał do książki, dodając różne składniki. Blaise stuknął łyżką w kociołek i mruknął zirytowany:
-Przecież powinno wybuchnąć...
Po czym schylił się do swojej szkolnej torby, leżącej koło ławki (zapewne szukając nitrogliceryny). W tym samym czasie Draco pochylił się i wrzucił coś do amortencji Diabła. Blaise wyprostował się z pustymi rękami. Westchnął ciężko i zaczął dalej robić swój eliksir, tym razem już bez dodatku materiałów wybuchowych. Pod koniec lekcji Snape wstał i ogłosił:
-Skoro wszyscy skończyli, albo nie, proszę ochotnika do spróbowania tego co wam wyszło.
Klasa milczała, nawet Hermiona nie podniosła ręki, a to dlatego, że z kociołka miał się unosić różowy dym. Z nad jej eliksiru buchały jednak jadowito-zielone opary. Siedziała z głową spuszczoną w dół i z wzrokiem wbitym w kolana. Inne eliksiry też nie wyglądały lepiej. Wywar Harrego miał szaro-niebieski kolor i sypały się z niego czarne iskry, a u Rona w kociołku zagnieździł się wielki, różowy glut z grudkami. Nagle ciszę przerwał głośny wybuch śmiechu. Severus spojrzał rozwścieczony na zabiniego, który wył z uciechy.
-O, Blaise... Dawno się nie zgłaszałeś... Jak cię to tak bawi, to spróbuj swojej amortencji... -powiedział ze sztucznym uśmiechem na ustach.
Diabeł momentalnie zbladł, a uśmiech zszedł z jego twarzy. Patrzył z przerażeniem na profesora.
-Ale... To Smok... On... Opowiedział mi kawał...
-Nie zwalaj mi tu na Draco! Pij!
Zabini z miną skazańca zabrał ze stołu mały kubek i nabrał do niego trochę eliksiru. Rozejrzał się, jakby szukał pomocy wśród uczniów. Powoli zbliżył naczynie do ust i upił mały łyk. Na twarz Malfoy'a wypłynął szyderczy uśmiech. Diabeł siedział przez chwilę nieruchomo, a potem nagle poderwał się z krzesła i krzyknął:
-Kocham cię Snape!
Po chwili rzucił się na zdezorientowanego nauczyciela, a cała klasa wybuchła śmiechem.
-Niech go ktoś zabierze!-krzyknął rozpaczliwie Severus, kiedy ku jego rozpaczy Blaise pocałował go w usta. Draco i Nott wstali i dopadli oszalałego kolegę. Odciągnęli go do drzwi i wyszli. Z oddali jeszcze było słychać wrzaski Diabła, który nie chciał, żeby oddalali go od miłości jego życia. Snape popatrzył rozbieganym wzrokiem na uczniów i powiedział rozdygotanym głosem:
-Na dzisiaj koniec zajęć. Idźcie do dormitoriów.
Po czym wyszedł z klasy, uważnie się rozglądając, jakby spodziewał się, że zaraz Blaise wyskoczy zza rogu i zacznie go obściskiwać.