środa, 31 grudnia 2014

Szczęśliwego Nowego Roku!!!

W 2015 roku Draco będzie Cię śledzić na każdym kroku.
Blaise zająca wyczaruje i zniknie, zanim zdążysz powiedzieć: Dziękuję!
Ginny z Harrym ucałują, a Ron rzuci marakują.
Herm Malfoy'a spoliczkuje i nie przeprosi, bo jej ta zasada nie obowiązuje.
Severka będzie latać na miotle pod sufitem i nakarmi Krzywołapa żytem!

Wszystkiego najlepszego w nowym roku 2015!!!

A teraz Was pomęczę... hihihihi...
Jestem zawiedziona :-(
Tyle Was tu wchodzi. Tyle Was mój blog czyta.
I nikt oprócz czterech osób nie zostawi po sobie śladu w postaci komentarza?
To smutne...
Nie żebym Wam wyrzuty robiła czy coś, ale przecież nawet ci co nie mają konta na Google mogą pisać z animowego i nic się nie stanie! Głowa Wam nie wybuchnie! Serio!
Mam nadzieję, że teraz będzie więcej komentarzyków pod rozdziałami. Weźcie sobie moją prośbę do serduszek... Proooszę...

Ściskam:
Marcelina

wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 6 - Ach, te imprezy...

Dni i tygodnie mijały spokojnie, pomijając awanturę Hermiony na wróżbiarstwie.
Herm słuchała z uwagą wyników egzaminów i czekała na swoje imię. Profesor Trelavney w końcu ją wyczytała:
- Panna Granger. Najlepsza praca zaraz po Levander Brown.
- Co? - Hermiona była w szoku.
Pierwszy raz nie była najlepsza z najlepszych! To niedorzeczne! Trudno, że to tylko w niczym nieprzydatne wróżbiarstwo. Tu chodzi o honor i dobre imię!
- Jak pani mogła? Wróciłam na te zajęcia nie po to, żeby ktoś był lepszy ode mnie!
- Będzie się działo... - mruknął Blaise do Draco na drugim końcu sali.
- Jak pani mogła? - zapytała, powoli wychodząc zza stolika i kierując się w stronę nauczycielki.
- Niech się panienka uspokoi - powiedziała wystraszona pani profesor. - Czuję, że to się źle skończy dla ciebie.
- A ja czuję, że to się dla pani źle skończy - syknęła Hermiona.
Podeszła powoli do nauczycielki wróżbiarstwa i stanęła tak, że ręce miała za plecami. Za nią znajdował się stolik z herbatą profesorki. Wpadła nagle na iście diabelski pomysł. Po co bić się z nauczycielką o ocenę, skoro można jej po prostu zrobić żart? Przypomniała sobie, że w kieszeni ma jeden ze sztucznych ogni braci Wesley'ów, które ci zawsze jej wciskają niby, by mogła się bronić przed zboczeńcami. Po kryjomu wrzuciła go do kubka profesor Trelavney.
- Ech, no dobra. Jednak pogodzę się ze stratą na reputacji - powiedziała teatralnie zrezygnowanym tonem i wróciła ze spuszczoną głową na miejsce.
Uśmiechała się pod nosem wyobrażając sobie minę nauczycielki, gdy ta odkryje jej psikus. Trelavney odchrząknęła i poprawiła okulary.
- No dobrze, wróćmy do wróżenia z wosku - powiedziała schrypniętym głosem i sięgnęła po wyżej wspomniany kubek z herbatą.
Hermiona wciągnęła głośno powietrze i zamknęła oczy. Wróżbitka podniosła kubek do ust i go przechyliła. Rozległ się ogłuszający huk. Otworzyła oczy i zobaczyła dym wydobywający się z naczynia. Chwilą potem opary się rozwiały, a klasa wydała okrzyk zgrozy. Pani profesor miała otwarte usta i osmalona twarz. Wielkie okulary były czarne od dymu, a włosy stanęły jej dęba jeszcze bardziej niż zwykle. Hermiona ledwo zdusiła głośny śmiech. Już nie mogła wytrzymać i szybko wybiegła z klasy pod pretekstem bólu głowy. Zeszła jak najprędzej po drabince, pobiegła korytarzem i dopiero za trzecim zakrętem wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem. Ktoś położył jej rękę na ramieniu. Odwróciła się i zobaczyła szczerzącego się od ucha do ucha Blaise'a.
- Wow! Niezłe przedstawieni Granger! Szacuneczek!
- Dzięki.
- "Wielka" wróżbitka ciągle stoi jak spetryfikowana - oznajmił Draco, który podszedł do nich chwile później.
- A tak z innej beczki... Chcesz jutro iść na nasz trening?
- Nie wiem, Gryfonce nie wypada.
- Oj, co za problem. Pójdziesz z kochaną siostrzyczką Draco i jakby ktoś pytał to powiesz, że cię siłą zaciągnęła - powiedział Blaise.
- Ale ona gra w drużynie Gryffindoru.
- I co z tego?
- Zaraz, zaraz. Ale czy JA wyraziłem zgodę na to, by ona patrzyła jak ćwiczymy? - zapytał z oburzeniem Smok. - W końcu to ja jestem kapitanem.
- Ty to se możesz być kapitanem drużyny gumochłonów. Będziecie do siebie pasować rozmiarem paszcz - odparował Zabini i od razu zmienił temat. Chyba zrozumiał, że z oglądania treningu nici. - To co? Robimy imprezkę w pokoju wspólnym?
- Może nie dzisiaj Blaise? - poprosiła Hermiona.
- No a kiedy? - żachnął się Malfoy.
- W piątek wieczorem? - zaproponowała.
- Świetny pomysł Granger! - ucieszył się Diabeł.
- Ale w sobotę mamy mecz z Gryfonami... - wyjęczał Draco załamując ręce.
- No i? - zapytał równocześnie Blaise z Herm i odeszli, śmiejąc się z miny Malfoy'a, który stał na środku korytarza, ręce zwisały mu bezradnie po bokach i miał otwarte usta.
Wpatrywał się  jeszcze chwilę wielkimi oczami w odchodzącą dwójkę, po czym wydał z siebie cierpiętniczy jęk i ruszył w przeciwną stronę narzekając, że nikt go nie chce słuchać.

***
- Idziesz na imprezę do Ślizgonów? - Ginny skakała wokół Hermiony.
Brakowało jej tylko merdającego ogona, a byłaby małym, podekscytowanym szczeniaczkiem.
- Raczej tak, ale nie wiem jeszcze do końca. Nie chcę być sama wśród wrogich twarzy.
- Spokojnie. Blaise mnie zaprosił.
- Och! To świetnie! - wykrzyknęła Miona. - A tak w ogóle to jak było na randce?
- No, nawet fajnie! Na początku chciałam trzepnąć go w ryj, jak chciał mnie pocałować, ale potem zmiękłam. Ale zaraz, zaraz... Hej, nie zmieniaj tematu! Chodź! To już dzisiaj wieczorem! Musimy się odpicować! - podniecała się ruda.
- Ginny, nie trzeba! Ubiorę sukienkę, maznę się tuszem do rzęs i gotowe.
- Nie marudź! Musisz lśnić! Może nawet Draco na ciebie spojrzy? - Ginny zaczęła marzyć.
- Przestań! Ten zakichany arystokrata mnie nienawidzi, z resztą ja go również.
- Tynie widzisz jak on na ciebie patrzy? Jego spojrzenie aż pali!
- Nie zauważyłam.
- Chodź, musimy cię wystroić!
- Nieee... - jęknęła Hermiona.

***
- Dziwnie się czuję. - Hermiona i Ginny szły korytarzami do lochów.
Ruda miała na sobie czerwoną sukienkę, która wcześniej dała jej Herm na randkę z Zabinim i mocny makijaż. Miona wolała ubrać się skromniej. Miała na sobie czarne, obcisłe jeansy i granatową, falbaniastą bluzkę z satyny, która sięgała jej powyżej pępka. Ruda wymalowała ją jak jakąś modelkę, karminowa szminka zdobiła jej usta, a na powiekach miała kreski, narysowane kredką do oczu. Wesley'ówna chciała jej jeszcze przyczepić sztuczne rzęsy, ale cudem odwiodła ją od tego zamiaru.
Doszły do drzwi salonu Slytherinu i stanęły czekając, aż ktoś je wpuści. W końcu zamaskowane wejście się otworzyło i stanął w nich roześmiany Blaise.
- Wchodźcie, f-f-fchodźcie - powiedział, chwiejąc się.
- Coś mi się wydaje, że to nie twoja pierwsza kolejka. - Hermiona wskazała na szklankę w dłoni Zabiniego.
- No, Granf-fer... Daj sfokuj! To impfresa!
- Co się dzieje? - zapytał Draco pojawiając się niespodziewanie za Diabłem.
- On chyba za dużo wypił - mruknęła Ginny.
- Normalka. Nic dziwnego. Po każdej imprezie trzeba go wynosić, bo nie jest w stanie utrzymać się na nogach. - Smok wzruszył ramionami. - Chodźcie.
Weszli do zapełnionego po brzegi pokoju. W tle buczała muzyka i wszędzie było pełno tańczących ciał. Blaise od razu pociągnął Ginny na środek parkietu.
- Chcesz się czegoś napić? - zapytał Draco.
- Nie, na razie nie.
Zapadła niezręczna cisza. Przynajmniej im się tak wydawało, bo wokoło muzyka dudniła non stop.
- Zatańczysz?
Hermiona podniosła lekko drwiący wzrok na Dracona, który przewiercał ją stalowym spojrzeniem. Szybko spuścił wzrok i mruknął:
- Jak nie chcesz to nie musisz...
- Tylko jedno mi obiecaj.
- Co? - zapytał nieufnie.
- Nie obrażaj mnie więcej.
- Ale ty tak słodko się złościsz... - zaczął marudzić Draco.
Hermiona uniosła brew, będąc zdziwiona jego wypowiedzią. Była pewna, że to wszystko przez alkohol.
- No dobra.
Dracon poprowadził Mionę na środek parkietu obok Blaise'a i Ginny, którzy szaleli tam już tak, że inni bali się zbliżać. Ale kiedy właśnie dochodzili na miejsce, muzyka nagle się zmieniła i z głośników popłynęła wolna, spokojna piosenka.
- Ech, no dobra. Ostatecznie to też może być - mruknął Smok i objął Hermionę w talii, a ona zarzuciła mu ręce na szyję.
Oparła głowę o jego klatkę piersiową, a on przyciągnął ją do siebie. "Ale on ładnie pachnie"-pomyślała dziewczyna.-"Nie powinnam się do niego zbliżać".
"Muszę trzymać się od niej z daleka"-myślał Malfoy.-"Chociaż nie wiem czy wytrzymam."
Obracali się powoli w kółko, przyciśnięci do siebie i nawet nie zauważyli, że wszyscy na nich patrzą. Piosenka się skończyła, a oni dopiero po paru minutach odzyskali zmysły.
- Eee... Dzięki...-mruknęła Hermiona.
- Nie no... Nie ma sprawy... Napijesz się czegoś?-zapytał Draco.
- Tak... Chętnie.
Podeszli do barku i Smok nalał Mionie wina do kieliszka.
- Fajna impreza.-odezwała się Gryfonka.
- No, jak zawsze.
- Ej!-Herm pacnęła Malfoy'a w ramię.-Nie wywyższaj się!
- No co? Taka moja natura!
- O matko! Tylko walić głową w ścianę, wiesz?
- Dzięki za komplement.
Hermiona westchnęła z rezygnacją i zwróciła oczy ku sufitowi.
- Nie załamuj się. Ja się tylko z tobą droczę.
- Taa...
- Chodź do Blaise'a. Chyba już się zasapał.
Ruszyli w stronę Ginny i Zabiniego, którzy siedzieli rozwaleni na kanapie, na drugim końcu pomieszczenia. Przepychali się między tańczącymi parami, aż w końcu dotarli do celu, cali poobijani przez łokcie innych.
- Hej, Smoku! Fajnie się tańczyło?-zapytał roześmiany Blaise, do którego kleiła się Ginny.
- Och, zamknij się...-mruknął Draco.
- Trzeba by rozruszać trochę to towarzystwo.-powiedział po kilku minutach Zabini, zacierając ręce.
- Jak ty cos wymyślisz...-jęknął Malfoy.
- Uwaga!!!-wrzasnął Diabeł, a wszyscy umilkli.-Urządzamy konkurs pod tytułem: "Kto więcej wypije"!!!
Rozległy się rozentuzjazmowane okrzyki i klaskanie.
- To akurat mi się podoba!-krzyknął Draco.
Dziesięciu chłopaków i trzy dziewczyny podeszły na środek pokoju. Byli wśród nich Draco, Blaise, Theodor, Crabbe, Goyle, Hermiona, Ginny, Pansy i inni. Każde z nich miało w rękach po dwie butelki alkoholu. Rozległ się krzyk jakiegoś Ślizgona:
- Trzy, dwa, jeden... START!
Wszyscy rzucili się do picia. Po chwili zostali już tylko Hermiona, Blaise, Draco i Pansy. Zaraz potem przegrał Zabini, który i tak już ledwo trzymał się na nogach. A odpadł przez to, że po prostu w pewnej chwili oczy wywróciły mu się na drugą stronę i zemdlał. Pansy, Draco i Hermiona zaciekle walczyli o pierwsze miejsce. Kilka minut później Parkinson też padła i zostali tylko Malfoy i Miona. Herm przyrzekła sobie, że pokona Smoka i miała szczęście, bo Dracon nagle zrobił się zielonkawy na twarzy, pochylił się i widowiskowo zwymiotował na jej buty.
- Fuuuj... Malfoy! To obrzydliwe!-krzyknęła Miona, krzywiąc się.
- Sorry...-wymamrotał targany torsjami.
- O, matko...-jęknęła.
Herm zakręciło się w głowie, straciła równowagę i upadła całym ciężarem na pochylającego się przed nią Dracona. Zemdlała.

***
Ktoś nią potrząsał.
- No obudź się!-usłyszała mocno zirytowany głos.-Chyba muszę jej zrobić usta-usta.
Rozpoznała głos Zabiniego. Z przerażeniem stwierdziła, że to on ma zamiar ją ratować. Otworzyła gwałtownie oczy i krzyknęła:
- Nie! Ja żyję!
Odepchnęła otwartą dłonią zbliżającą się twarz Blaise'a.
- Wiedziałem, że zadziała!-wrzsnął na całe gardło uradowany Diabeł.
Herm usłyszała dochądzący z tyłu pomieszczenia chichot. Spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła Draco i Ginny, którzy z trudem powstrzymywali się od wybuchnięcia śmiechem.
- Gdzie ja jestem?-zapytała.
- W naszym pięknym dormitorium!-wykrzyknął Malfoy.
Hermiona rozejrzała się wokół i to co zobaczyła przeszło jej najgorsze oczekiwania. Wszędzie walały się książki i zwoje pergaminów, a na samym środku pokoju leżała wielka kupa brudnych ubrań.
- Jak wy możecie tu mieszkać?-
- Nooormalnie...-powiedział Draco, jakby to było czymś oczywistym.
- Ja bym tu nie wytrzymała.
- No pewnie, że nie! Przecież taki kujon jak ty musi mieć wszędzie porządeczek!
- Wcale nie! Ja po prostu nie lubię bałaganu!
- Dobra, przestańcie się drzeć.-mruknął Blaise.
Zapadła cisza. Po kilku minutach przerwała ją Miona.
- Dlaczego? No wiesz... Na moje buty?-zwróciła się do Draco.
- No a gdzie miałem puszczać pawia?
- Na podłogę obok.
- Myślisz, ż miałem czas wybierać?-Zapytał zirytowany Smok.
- Ale to były moje najładniejsze buty. Teraz trzeba je wyrzucić.-jęknęła.
- Och Granger, Granger... A od czego masz różdżkę?
- O, no tak...
- Powalasz inteligencją Potter'a...-westchnął Draco i został spiorunowany wzrokiem.
Znowu nikt się nie odzywał jakiś czas.
- My już pójdziemy.-powiedziała w końcu Ginny i wzięła Hermionę pod ramię.
- No to do zobaczenia na meczu.-powiedział Zabini otwierając drzwi.
- Kibicujcie nam!-krzyknął za nimi Draco.
Dziewczyny poszły, a Diabeł zamknął drzwi.
- Jednak piłeś.-powiedział do Malfoy'a.
- No, nie wytrzymałem. Ale będą jaja na meczu. Snape nie ma przecież w składziku składników na eliksir na kaca.
- O, matko! Nie kupiliśmy własnych zapasów!
- No to w ogóle mamy przechlapane...


***
Rano Hermiona weszła do Wielkiej Sali kołysząc się i trzymając za głowę w której ostro pulsował ból. Spojrzała na stół Slytherinu i zobaczyła jak Draco wydziera się na jakiegoś pierwszoklasistę, który za głośno rozmawiał. Nagle jakiś ciężar rzucił się jej na szyję i prawie się przewróciła.
- Ginny, nie strasz!
- Nasi tez mieli wczoraj imprezę!
- Co?
- Ale to nie najgorsze.
- Co się jeszcze stało?
- Brak eliksiru na kaca!
- No to klapa.
- Ślizgoni na szczęście też nie mają.
Herm odetchnęła z ulgą. "Jednak mamy jakieś szanse."-pomyślała.-"To dlatego Malfoy tak się darł na tego pierwszaka."
- Będzie zabawa na boisku.
- Co prawda to prawda...

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 5 - Blondyn czy blondynka?

Hermiona wychodziła po obiedzie z Wielkiej Sali z Severią obok siebie. Sevia kurczowo ściskała zieloną, ozdobna torebkę w której grzechotało jakieś pudełko. Draco właśnie ich minął, a Severia podbiegła do niego i pociągnęła za skraj jego szaty. Smok odwrócił się ze zmarszczonymi brwiami, a siostra coś do niego powiedziała i wręczyła mu torebkę. Draco zajrzał do środka, a uśmiech wypłynął na jego twarz.
Hermiona, obserwująca to wszystko z boku zdziwiła się bardzo, gdy Malfoy złapał siostrę w ramiona, ucałował w oba policzki i zakręcił się z nią w kółko. Na chwilę spoważniał i postawił ją na podłodze. Coś do niej mruknął i odwrócił się w stronę lochów. Severia podbiegła w podskokach do Hermiony, której szczęka ciągle wylegiwała się na podłodze. Sevia musiała poczekać kilka chwil, aż pani prefekt doprowadziła się do porządku i zapytała:
- Co ty mu dałaś, że tak się ucieszył?
- Draco powiedział mi, bym nikomu nie mówiła - odparła.
Hermiona pokiwała głową na znak, że rozumie, po czym zostawiła Severię i poszła do swojego dormitorium. Weszła do swojej sypialni i od razu ze zmęczenia poszła spać.

***
Hermiona obudziła się w środku nocy i usłyszała trzask tłuczonego szkła i głośne przekleństwo. Wymacała no szafce nocnej różdżkę i powoli wstała. Cichutko podeszła do drzwi i delikatnie nacisnęła klamkę. Salon był obleczony ciemnością. Drzwi na korytarz były uchylone i wpadała przez nie smużka światła lamp. Dziewczyna wyjrzała na schody i uśmiechnęła się pod nosem. Na samym dole spał sobie pijany Blaise. Hermiona zeszła po schodach do nieprzytomnego chłopaka i próbowała go obudzić, lecz na marne. Westchnęła i wyjęła różdżkę. Już po chwili szła do sypialni Zabiniego, lewitując go przed sobą. Niezbyt delikatnie opuściła Ślizgona na łóżko i wróciła do swojego pokoju.

***
- Hermiona! Granger! Obudź się! - Ktoś potrząsał panią prefekt i wydzierał się w niebogłosy.
Herm wymruczała coś niezrozumiale, odwróciła głowę i otworzyła oczy. Nad nią pochylał się Theodor Nott i coś krzyczał.
- ...na żyrandolu! - Dosłyszała tylko końcówkę zdania.
- Co? Kto? Jak? Gdzie? - zaczęła nieprzytomnie zadawać pytania.
- Spałem sobie spokojnie, gdy nagle obudziły mnie wrzaski Dracona. Uchyliłem powieki i zobaczyłem go zaplątanego we własne włosy, które były strasznie długie. Wił się i krzyczał powieszony na żyrandolu! - wyjaśnił gorączkowo Nott.
- Taa... Fajnie, obudź mnie za godzinę... - spławiła go.
- Na Merlina! Chyba muszę wziąć sprawy we własne ręce - stwierdził Theodor.
Hermiona poczuła jak ktoś łapie ją w pół i przerzuca sobie przez ramię.
- Puszczaj, ty wypierdku gnoma! - wykłócała się.
- Nie wierzgaj - mruknął Nott.
Schodzili po schodach do lochów, a potem do wspólnego dormitorium Theodora i Dracona. Theo otworzył drzwi do pokoju i postawił Granger na planecie. Hermiona odwróciła się tyłem do drzwi, rozejrzała i nie uwierzyła własnym oczom. Podczepiony pod żyrandol własnymi włosami, które strasznie urosły i go zakneblowały, wisiał Draco. Herm stała przez chwilę w szoku, patrząc na miotającego się pod sufitem Malfoy'a, a potem ni stąd ni zowąd wybuchnęła szczerym, perlistym śmiechem. Draco przestał się wić i popatrzył na nią z wyrzutem w oczach, Nott znieruchomiał z otwartymi ustami, a Herm śmiała się ocierając łzy.
- Wiesz kto to zrobił i jak cofnąć zaklęcie? - zapytał zniecierpliwiony Theodor.
- Aleś ty głupi - powiedziała Hermiona.
Wzięła do ręki poduszką i przetransmutowała ją w drabinę. Wspięła się na nią i obcięła włosy Malfoy'a, znalezionymi na jednym z biurek nożyczkami. Blondyn spadł na podłogę bezradnie machając kończynami i padł na plecy, a włosy do kolan rozsypały się wokół niego.
- Severia... - To pierwsze co powiedział Draco, kiedy był już na ziemi, a potem od razu wybiegł z pokoju potykając się o włosy.
- Hej, może najpierw zapleć sobie warkocz, co? - zawołał za nim Nott, ale Dracon był już daleko.

***
Smok pędził ile sił w nogach do dormitorium Gryfonów. Wypadł zza zakrętu i zderzył się z jakąś przeszkodą. Przez siłę zatrzymania włosy poleciały do przodu i zasłoniły mu twarz.
- Przepraszam panienkę... - rozległ się głos McGonagall.
Draco rozchylił kurtynę włosów i spojrzał na nią z furią w oczach.
- Pan Malfoy?! - krzyknęła profesor. - Co się panu stało?!
- Siostra - odpowiedział lakonicznie i popędził dalej, zostawiając znieruchomiałą profesor transmutacji na środku korytarza.
Kiedy dotarł do obrazu grubej damy, był już cały czerwony ze zmęczenia.
- Czekoladowa żaba - wydyszał.
Kazał siostrze podać hasło tak, jakby coś się stało, a to na sto procent był nagły wypadek.
W salonie siedział Potter i uczył się eliksirów. Podniósł wzrok znad książki, kiedy usłyszał, że ktoś wchodzi i oczy rozszerzyły mu się ze zdziwienia.
- A ty gdzie? - zapytał, wstając z miejsca.
- Do siostry - odpowiedział Draco i ruszył na górę schodami, przeskakując po dwa stopnie, zostawiając w tyle nie ogarniającego świata Harry'ego.
Walnął trzy razy pięścią w drzwi i nie czekając na odpowiedź wparował do środka. Jakaś pulchna dziewczynka zapiszczała na jego widok, a dwie inne patrzyły się z szokiem w oczach.
- Cicho siedź - warknął na piszczącą.
- Draco, jak możesz? - dobiegł go głos swojej siostry.
Odwrócił się w tamta stronę i spojrzał prosto w oczy Severii.
- To twoja sprawka! - wrzasnął rozwścieczony. - Popatrz co ja teraz mam na głowie!
- Śliczne, długie włosy. Mogę ci je zapleść w warkocz jak chcesz - odpowiedziała spokojnie, uśmiechając się niewinnie.
- Wyobraź sobie, że nie chcę! Za to chcę, żeby nie były takie długie!
- A po co je skracać? Ładnie ci w nich.
- Może ty tak uważasz - mruknął z niezadowoleniem, wydymając usta w akcie buntu.
- Oj, przestań. Czasem naprawdę jesteś wkurzający, dlatego ci to zrobiłam.
- To teraz to cofnij!
- Takie zaklęcie da się cofnąć dopiero po tygodniu, a włosy można obciąć tylko do połowy uda. Sorry, braciszku. - Uśmiechnęła się do niego szyderczo.
- Nie!!! - krzyknął Draco.
Chwycił dzban z woda stojący na stoliku i cisnął nim o ścianę. Wybiegł z pokoju, powiewając włosami i pobiegł do dormitorium Hermiony, by mu zaplotła ten głupi warkocz.

***
Hermiona siedziała na śniadaniu w Wielkiej Sali i plotkowała z Severią o wczorajszym wypadku Smoka. Draco jeszcze nie siedział przy stole Slytherinu i wszyscy się zastanawiali gdzie jest. Może dostał głębokiej depresji i nie wyjdzie z pokoju, dopóki zaklęcie nie przestanie działać? Albo coś go zjadło po drodze na śniadanie, chyba połowa ludzkości byłaby za to bardzo wdzięczna...
Każdy powoli zapominał o nieobecności Smoka, kiedy nagle drzwi otworzyły się na oścież i stanął w nich... nie kto inny tylko Draco. Włosy miał zaplecione w długi warkocz z wielką, zielona kokardą na końcu, na nogach spoczywały mu czarne jeansy i białą koszulkę z napisem: 'KOCHAM SZLAMY I GRYFONÓW!!!'
- Chodźcie tu moje kochane Gryfki!-wrzasnął na całą salę i ruszył w stronę Harrego, który na ten widok zakrztusił się sokiem dyniowym.
Porwał go w ramiona i krzyknął mu do ucha:
- Kocham cię Pottuś!!!
Harry nie wiedział co się dzieje i stał jak spetryfikowany. Draco rozluźnił uściski i ruszył do Rona, a Złoty Chłopiec stracił równowagę i padł na twarz. Malfoy objął Rona i ścisnął go tak mocno, że mu oczy wyszły z orbit. Puścił go i podbiegł do Severii.
- A oto moja jedna z dwóch ulubionych Gryfonek! - krzyknął.
Zarzucił warkocz na szyję Sevii i pociągną ją w swoją stronę. Mała Malfoy'ówna rzuciła się na szyję brata, a on zakręcił się z nią w kółko.
- O, a tu jest moja druga najulubieńsza Gyfka! - wrzasnął i ruszył do Hermiony, która wpatrywała się w niego z przerażeniem w brązowych oczach.
Draco nie przejął się tym, podniósł ją jak szmacianą lalkę i przytulił. Cała Wielka Sala, oprócz ofiar wybryku Malfoy'a, śmiała się, spadała pod stół albo zbierała szczęki z podłogi. Smok, ku niezmiernemu zdziwieniu innych, pochylił się i pocałował ją w oba policzki. Hermiona otarła je wierzchem dłoni z wyrazem obrzydzenia na twarzy i mruknęła:
- Bedę musiała się po tym odkazić.
- Taa... Też cię kocham... - powiedział Draco na tyle głośno, by reszta uczniów go usłyszała. Herm posłała mu spojrzenie, którego nie powstydziłby się nawet Snape.
- Kocham was!!! - wrzasnął na cały regulator.
Hermiona zauważyła, że wszyscy nauczyciele śmieją się pod nosem. Wszyscy oprócz Snape'a, który wyglądał jakby napojono go octem i McGonagall, która ukryła twarz w dłoniach. Draco odwrócił się w stronę stołu Slytherinu, zamiatając warkoczem podłogę i poszedł przytulać Ślizgonów.
- Nawet ja bym tak nie potrafił! Moja krew! - krzyknął Blaise ocierając łzy wzruszenia, jak ojciec podziwiający swą dorastającą pociechę.
- Oby to nie było prawdą. To by było straszne, gdybym miał w sobie twoje geny! - Smok wykrzywił twarz z obrzydzeniem.
W końcu wszyscy usiedli, ale i tak nie zaległa cisza, bo powietrze co chwila przeszywał śmiech Ślizgonów.

***
Przez cały dzień Draco grał swoją rolę. Na lekcji transmutacji co chwila uśmiechał się słodko do profesor McGonagall, albo puszczał jaj oczko. Minewrę doszczętnie wyprowadzało to z równowagi i zamiast zamienić pióro w kota, zamieniła je w słonia, który nadepnął jej na nogę i resztę dnia spędziła w skrzydle szpitalnym.
Przed obiadem Hermiona zauważyła, jak stoi pod ścianą, rozmawia z Blaise'em i kręci z boku końcówką warkocza, przez co wszyscy przechodzący obok dostawali kokardą po twarzy.
Natomiast między zielarstwem, a eliksirami chodził po korytarzu jak pijany i śpiewał piosenkę walentynkową, którą kiedyś wymyśliła kiedyś Ginny dla Harrego:

Ma oczy zielone jak pikle z ropuchy.
Jego włosy są czarne jak tablica.
Och, gdyby został bohaterem mych snów.
Służyłabym mu jak diablica.

Co dziwne, sama Ginny chętnie się do niego przyłączyła i tak szli korytarzem wydzierając się na całe gardło. Jakby było tego mało, zatrzymywali się przy każdym Gryfonie i pytali gdzie jest Harry. Przez to, że jeszcze w bonusie całowali i przytulali każdego informatora, wszyscy omijali ich szerokim łukiem.

***
Następnego dnia Ginny przybiegła do Hermiony z płaczem.
- Co się stało? - zapytała zdezorientowana Miona.
- Zabini chce umówić się ze mną na randkę - wychlipała.
- No to się ciesz! Nie rozumiem czemu płaczesz.
- Bo ja nie mam w co się ubrać, a nie stać mnie na nic nowego, poza tym to jest przecież ŚLIZGON!
- Zobaczymy co da się zrobić, a o to, że jest ze Slytherinu to się nie martw. Mam wrażenie, że po Bitwie o Hogwart ten podział trochę się zamazał.
Hermiona wstała, podeszła do szafy i wyciągnęła z niej czerwoną sukienkę do kolan na grubych ramiączkach.
- Ta jest na mnie za ciasna, ale na taką drobną osóbkę jak ty będzie pasować jak ulał - oznajmiła z lekkim uśmiechem na ustach.
- Dziękuję! - Ginny rzuciła się jej na szyję i prawie ją udusiła.
- Nie ma za co... - wykaszlała Miona ze śmiechem.
- Jest, jest za co - powiedziała ruda i wybiegła z dormitorium w podskokach.