piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 5 - Blondyn czy blondynka?

Hermiona wychodziła po obiedzie z Wielkiej Sali z Severią obok siebie. Sevia kurczowo ściskała zieloną, ozdobna torebkę w której grzechotało jakieś pudełko. Draco właśnie ich minął, a Severia podbiegła do niego i pociągnęła za skraj jego szaty. Smok odwrócił się ze zmarszczonymi brwiami, a siostra coś do niego powiedziała i wręczyła mu torebkę. Draco zajrzał do środka, a uśmiech wypłynął na jego twarz.
Hermiona, obserwująca to wszystko z boku zdziwiła się bardzo, gdy Malfoy złapał siostrę w ramiona, ucałował w oba policzki i zakręcił się z nią w kółko. Na chwilę spoważniał i postawił ją na podłodze. Coś do niej mruknął i odwrócił się w stronę lochów. Severia podbiegła w podskokach do Hermiony, której szczęka ciągle wylegiwała się na podłodze. Sevia musiała poczekać kilka chwil, aż pani prefekt doprowadziła się do porządku i zapytała:
- Co ty mu dałaś, że tak się ucieszył?
- Draco powiedział mi, bym nikomu nie mówiła - odparła.
Hermiona pokiwała głową na znak, że rozumie, po czym zostawiła Severię i poszła do swojego dormitorium. Weszła do swojej sypialni i od razu ze zmęczenia poszła spać.

***
Hermiona obudziła się w środku nocy i usłyszała trzask tłuczonego szkła i głośne przekleństwo. Wymacała no szafce nocnej różdżkę i powoli wstała. Cichutko podeszła do drzwi i delikatnie nacisnęła klamkę. Salon był obleczony ciemnością. Drzwi na korytarz były uchylone i wpadała przez nie smużka światła lamp. Dziewczyna wyjrzała na schody i uśmiechnęła się pod nosem. Na samym dole spał sobie pijany Blaise. Hermiona zeszła po schodach do nieprzytomnego chłopaka i próbowała go obudzić, lecz na marne. Westchnęła i wyjęła różdżkę. Już po chwili szła do sypialni Zabiniego, lewitując go przed sobą. Niezbyt delikatnie opuściła Ślizgona na łóżko i wróciła do swojego pokoju.

***
- Hermiona! Granger! Obudź się! - Ktoś potrząsał panią prefekt i wydzierał się w niebogłosy.
Herm wymruczała coś niezrozumiale, odwróciła głowę i otworzyła oczy. Nad nią pochylał się Theodor Nott i coś krzyczał.
- ...na żyrandolu! - Dosłyszała tylko końcówkę zdania.
- Co? Kto? Jak? Gdzie? - zaczęła nieprzytomnie zadawać pytania.
- Spałem sobie spokojnie, gdy nagle obudziły mnie wrzaski Dracona. Uchyliłem powieki i zobaczyłem go zaplątanego we własne włosy, które były strasznie długie. Wił się i krzyczał powieszony na żyrandolu! - wyjaśnił gorączkowo Nott.
- Taa... Fajnie, obudź mnie za godzinę... - spławiła go.
- Na Merlina! Chyba muszę wziąć sprawy we własne ręce - stwierdził Theodor.
Hermiona poczuła jak ktoś łapie ją w pół i przerzuca sobie przez ramię.
- Puszczaj, ty wypierdku gnoma! - wykłócała się.
- Nie wierzgaj - mruknął Nott.
Schodzili po schodach do lochów, a potem do wspólnego dormitorium Theodora i Dracona. Theo otworzył drzwi do pokoju i postawił Granger na planecie. Hermiona odwróciła się tyłem do drzwi, rozejrzała i nie uwierzyła własnym oczom. Podczepiony pod żyrandol własnymi włosami, które strasznie urosły i go zakneblowały, wisiał Draco. Herm stała przez chwilę w szoku, patrząc na miotającego się pod sufitem Malfoy'a, a potem ni stąd ni zowąd wybuchnęła szczerym, perlistym śmiechem. Draco przestał się wić i popatrzył na nią z wyrzutem w oczach, Nott znieruchomiał z otwartymi ustami, a Herm śmiała się ocierając łzy.
- Wiesz kto to zrobił i jak cofnąć zaklęcie? - zapytał zniecierpliwiony Theodor.
- Aleś ty głupi - powiedziała Hermiona.
Wzięła do ręki poduszką i przetransmutowała ją w drabinę. Wspięła się na nią i obcięła włosy Malfoy'a, znalezionymi na jednym z biurek nożyczkami. Blondyn spadł na podłogę bezradnie machając kończynami i padł na plecy, a włosy do kolan rozsypały się wokół niego.
- Severia... - To pierwsze co powiedział Draco, kiedy był już na ziemi, a potem od razu wybiegł z pokoju potykając się o włosy.
- Hej, może najpierw zapleć sobie warkocz, co? - zawołał za nim Nott, ale Dracon był już daleko.

***
Smok pędził ile sił w nogach do dormitorium Gryfonów. Wypadł zza zakrętu i zderzył się z jakąś przeszkodą. Przez siłę zatrzymania włosy poleciały do przodu i zasłoniły mu twarz.
- Przepraszam panienkę... - rozległ się głos McGonagall.
Draco rozchylił kurtynę włosów i spojrzał na nią z furią w oczach.
- Pan Malfoy?! - krzyknęła profesor. - Co się panu stało?!
- Siostra - odpowiedział lakonicznie i popędził dalej, zostawiając znieruchomiałą profesor transmutacji na środku korytarza.
Kiedy dotarł do obrazu grubej damy, był już cały czerwony ze zmęczenia.
- Czekoladowa żaba - wydyszał.
Kazał siostrze podać hasło tak, jakby coś się stało, a to na sto procent był nagły wypadek.
W salonie siedział Potter i uczył się eliksirów. Podniósł wzrok znad książki, kiedy usłyszał, że ktoś wchodzi i oczy rozszerzyły mu się ze zdziwienia.
- A ty gdzie? - zapytał, wstając z miejsca.
- Do siostry - odpowiedział Draco i ruszył na górę schodami, przeskakując po dwa stopnie, zostawiając w tyle nie ogarniającego świata Harry'ego.
Walnął trzy razy pięścią w drzwi i nie czekając na odpowiedź wparował do środka. Jakaś pulchna dziewczynka zapiszczała na jego widok, a dwie inne patrzyły się z szokiem w oczach.
- Cicho siedź - warknął na piszczącą.
- Draco, jak możesz? - dobiegł go głos swojej siostry.
Odwrócił się w tamta stronę i spojrzał prosto w oczy Severii.
- To twoja sprawka! - wrzasnął rozwścieczony. - Popatrz co ja teraz mam na głowie!
- Śliczne, długie włosy. Mogę ci je zapleść w warkocz jak chcesz - odpowiedziała spokojnie, uśmiechając się niewinnie.
- Wyobraź sobie, że nie chcę! Za to chcę, żeby nie były takie długie!
- A po co je skracać? Ładnie ci w nich.
- Może ty tak uważasz - mruknął z niezadowoleniem, wydymając usta w akcie buntu.
- Oj, przestań. Czasem naprawdę jesteś wkurzający, dlatego ci to zrobiłam.
- To teraz to cofnij!
- Takie zaklęcie da się cofnąć dopiero po tygodniu, a włosy można obciąć tylko do połowy uda. Sorry, braciszku. - Uśmiechnęła się do niego szyderczo.
- Nie!!! - krzyknął Draco.
Chwycił dzban z woda stojący na stoliku i cisnął nim o ścianę. Wybiegł z pokoju, powiewając włosami i pobiegł do dormitorium Hermiony, by mu zaplotła ten głupi warkocz.

***
Hermiona siedziała na śniadaniu w Wielkiej Sali i plotkowała z Severią o wczorajszym wypadku Smoka. Draco jeszcze nie siedział przy stole Slytherinu i wszyscy się zastanawiali gdzie jest. Może dostał głębokiej depresji i nie wyjdzie z pokoju, dopóki zaklęcie nie przestanie działać? Albo coś go zjadło po drodze na śniadanie, chyba połowa ludzkości byłaby za to bardzo wdzięczna...
Każdy powoli zapominał o nieobecności Smoka, kiedy nagle drzwi otworzyły się na oścież i stanął w nich... nie kto inny tylko Draco. Włosy miał zaplecione w długi warkocz z wielką, zielona kokardą na końcu, na nogach spoczywały mu czarne jeansy i białą koszulkę z napisem: 'KOCHAM SZLAMY I GRYFONÓW!!!'
- Chodźcie tu moje kochane Gryfki!-wrzasnął na całą salę i ruszył w stronę Harrego, który na ten widok zakrztusił się sokiem dyniowym.
Porwał go w ramiona i krzyknął mu do ucha:
- Kocham cię Pottuś!!!
Harry nie wiedział co się dzieje i stał jak spetryfikowany. Draco rozluźnił uściski i ruszył do Rona, a Złoty Chłopiec stracił równowagę i padł na twarz. Malfoy objął Rona i ścisnął go tak mocno, że mu oczy wyszły z orbit. Puścił go i podbiegł do Severii.
- A oto moja jedna z dwóch ulubionych Gryfonek! - krzyknął.
Zarzucił warkocz na szyję Sevii i pociągną ją w swoją stronę. Mała Malfoy'ówna rzuciła się na szyję brata, a on zakręcił się z nią w kółko.
- O, a tu jest moja druga najulubieńsza Gyfka! - wrzasnął i ruszył do Hermiony, która wpatrywała się w niego z przerażeniem w brązowych oczach.
Draco nie przejął się tym, podniósł ją jak szmacianą lalkę i przytulił. Cała Wielka Sala, oprócz ofiar wybryku Malfoy'a, śmiała się, spadała pod stół albo zbierała szczęki z podłogi. Smok, ku niezmiernemu zdziwieniu innych, pochylił się i pocałował ją w oba policzki. Hermiona otarła je wierzchem dłoni z wyrazem obrzydzenia na twarzy i mruknęła:
- Bedę musiała się po tym odkazić.
- Taa... Też cię kocham... - powiedział Draco na tyle głośno, by reszta uczniów go usłyszała. Herm posłała mu spojrzenie, którego nie powstydziłby się nawet Snape.
- Kocham was!!! - wrzasnął na cały regulator.
Hermiona zauważyła, że wszyscy nauczyciele śmieją się pod nosem. Wszyscy oprócz Snape'a, który wyglądał jakby napojono go octem i McGonagall, która ukryła twarz w dłoniach. Draco odwrócił się w stronę stołu Slytherinu, zamiatając warkoczem podłogę i poszedł przytulać Ślizgonów.
- Nawet ja bym tak nie potrafił! Moja krew! - krzyknął Blaise ocierając łzy wzruszenia, jak ojciec podziwiający swą dorastającą pociechę.
- Oby to nie było prawdą. To by było straszne, gdybym miał w sobie twoje geny! - Smok wykrzywił twarz z obrzydzeniem.
W końcu wszyscy usiedli, ale i tak nie zaległa cisza, bo powietrze co chwila przeszywał śmiech Ślizgonów.

***
Przez cały dzień Draco grał swoją rolę. Na lekcji transmutacji co chwila uśmiechał się słodko do profesor McGonagall, albo puszczał jaj oczko. Minewrę doszczętnie wyprowadzało to z równowagi i zamiast zamienić pióro w kota, zamieniła je w słonia, który nadepnął jej na nogę i resztę dnia spędziła w skrzydle szpitalnym.
Przed obiadem Hermiona zauważyła, jak stoi pod ścianą, rozmawia z Blaise'em i kręci z boku końcówką warkocza, przez co wszyscy przechodzący obok dostawali kokardą po twarzy.
Natomiast między zielarstwem, a eliksirami chodził po korytarzu jak pijany i śpiewał piosenkę walentynkową, którą kiedyś wymyśliła kiedyś Ginny dla Harrego:

Ma oczy zielone jak pikle z ropuchy.
Jego włosy są czarne jak tablica.
Och, gdyby został bohaterem mych snów.
Służyłabym mu jak diablica.

Co dziwne, sama Ginny chętnie się do niego przyłączyła i tak szli korytarzem wydzierając się na całe gardło. Jakby było tego mało, zatrzymywali się przy każdym Gryfonie i pytali gdzie jest Harry. Przez to, że jeszcze w bonusie całowali i przytulali każdego informatora, wszyscy omijali ich szerokim łukiem.

***
Następnego dnia Ginny przybiegła do Hermiony z płaczem.
- Co się stało? - zapytała zdezorientowana Miona.
- Zabini chce umówić się ze mną na randkę - wychlipała.
- No to się ciesz! Nie rozumiem czemu płaczesz.
- Bo ja nie mam w co się ubrać, a nie stać mnie na nic nowego, poza tym to jest przecież ŚLIZGON!
- Zobaczymy co da się zrobić, a o to, że jest ze Slytherinu to się nie martw. Mam wrażenie, że po Bitwie o Hogwart ten podział trochę się zamazał.
Hermiona wstała, podeszła do szafy i wyciągnęła z niej czerwoną sukienkę do kolan na grubych ramiączkach.
- Ta jest na mnie za ciasna, ale na taką drobną osóbkę jak ty będzie pasować jak ulał - oznajmiła z lekkim uśmiechem na ustach.
- Dziękuję! - Ginny rzuciła się jej na szyję i prawie ją udusiła.
- Nie ma za co... - wykaszlała Miona ze śmiechem.
- Jest, jest za co - powiedziała ruda i wybiegła z dormitorium w podskokach.

5 komentarzy:

  1. Proszę o komenterzyki! To nie dla ilości, tylko dla motywacji. Dzięki temu wiem, że jeszcze tu jesteście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć,
    miałaś rację - nieźle się uśmiałam przy tym rozdziale! Malfoy ze złocistym warkoczem - tego jeszcze nie było! ;D
    Ciekawe, co za tajemniczą paczkę dała Draco Severia.
    I dlaczego nagle zaczął wielbić Gryfonów? Czyżby pierwszoroczna siostra blondyna miała coś z tym wspólnego? ;)
    Chciałabym zobaczyć miny uczniów Hogwartu, jak Draco wparował do Wielkiej Sali! XD

    Oryginalność fabuły, ciekawe postacie, dużo akcji i humoru - to ogromne plusy! Błędów nie wypatrzyłam, spróbuj wpleść do opowiadania więcej opisów.

    Czekam na następny rozdział! :)
    Pozdrawiam i życzę weny,
    ~Markalka

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki! Następny rozdział będzie w Quiddith'owo- imprezowym stylu z zaskoczeniem. A w kolejnym po tym co będzie będzie opisów aż za dużo ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. To.vo.najbardziej Lubie Ginny i Blaise i randka ^^ już nie mogę się fkvxrksvkochana! A.Draco w tym rozdziale rozwala system ;D
    Przepraszam że dopiero teraz komentuje ale nie miałam na nic czasu przdzostatnie kilka dni..
    Ściskam Avadka ;*
    Milosny-skandal.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne:*
    http://szlak-bez-granic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń